powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Szekspir w SPA

"Romeo i Julia - musical w 3D" wg "Romea i Julii" Williama Shakespeare'a w reż. Janusza Józefowicza w Teatrze Studio Buffo w Warszawie. Pisze Krystyna Gucewicz.

Publiczność jest zachwycona. "Niesamowite!" - fani teatru Józefowicza i Stokłosy są szczęśliwi. Znowu dostali zaskakujący prezent: błyskotliwe, gwiazdorskie przedstawienie z niespodzianką. Dokładnie na ćwierćwiecze Studio Buffo - Szekspir "Romeo i Julia" czyli romans ze sfer bez happy endu. Tak to dziś funkcjonuje, chociaż za smutnym love story kryje się dużo więcej: wyniszczający konflikt dwóch rodów, dwóch obozów, stronnictw, partii, mafii - skojarzeń jest wiele. Miłość i nienawiść - jednojajowe bliźnięta.

Szekspir inspirował od zawsze. Dramat kochanków z Werony w szczególności. Słynny balet "Romeo i Julia" Prokofiewa (1936), legendarny musical "West Side Story" Bernsteina (1957) nie licząc ekranizacji (hity The Cardigans) czy scenicznych adaptacji. Piekło uczuć - niezastąpione paliwo sztuki. Szekspir - najszlachetniejsza skarbnica.

Józefowicz wie, co robi. Po prapremierze "Romea i Julii" w Petersburgu i warszawskiej, wcześniejszej wersji, znowu zaczarowuje teatr. Naturalnie w tandemie z Januszem Stokłosą (muzyka), we współpracy z Agatą Miklaszewską (libretto), oraz... No właśnie! Zapomnijcie o musicalowym kurzu i naftalinie albowiem, gdyż, ponieważ wchłonie was świat avatarów, wirtualnej wyobraźni, pejzażu stworzonego dla androidów. Niezwykła, drgająca przestrzeń, jakimś cudem techniki poszerzyła mikroskopijną scenę Buffo do rozmiarów kosmicznego universum. Zachwycające! Nic dziwnego, skoro podpisuje tę "scenografię" Studio Platige Image - twórcy "Katedry". Fascynujące obrazy stwarzają dodatkową iluzję, jeśli włoży się okulary 3D. No cóż, prawa rynku: musi być fun. (Świat się rzeczywiście śmieje: Warszawa w takich okularach oglądała filmy w kinie Oka jakieś 40 lat temu).

Do rzeczy. Afisz anonsuje te premierę jako water concept - uśmiechamy się, ale to prawda. Wodospady szumią nie tylko w scenografii, woda dosłownie leje się strumieniami jak w "Deszczowej piosence", albo w ...SPA. Aktorzy i tancerze przemoczeni do suchej nitki, widzowie - no, sami państwo zobaczą. Teatr kusi, teatr musi zaskakiwać, nadążać za kalkami telewizyjnych produkcji. Jeżeli tylko chce...

Dzieje się. Józefowicz wie, że jest rok 2017 i zwykła zabawa w teatr nie wystarczy. Siedzenie na kanapie to nie 3D, jazda na rolkach, sztuki walki Wushu czy wypasiony motor. Uruchamia więc lawinę pomysłów, odwołujących się do tropów masowej kultury XXI wieku. To dlatego piękna Rosalina jest wirtualna, jak Lara Croft (portret Nataszy Urbańskiej). To stąd ojciec Laurenty (potwierdzający swoją klasę, znakomity Jerzy Grzechnik) ulega powszechnie znanym słabościom. Mercucio jest tak naprawdę Pawłem Orłowskim, wielokrotnym mistrzem breakdance. Scena kipi energią. Do zwariowania jeden krok. Mnóstwo świetnych, młodych, utalentowanych ludzi, już popularnych dzięki różnym "talent show", poddaje się dyktaturze Józefowicza. Imponujące!

Z radością zobaczyłam w roli Niani Małgorzatę Dudę, aktorkę Adama Hanuszkiewicza, laureatkę wrocławskiego Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu - świetnie się spisała.

P.S.

Studio Buffo, scena owiana legendą "Metra", powstała 25 lat temu. Trwa jako jedyny prywatny teatr w Warszawie (inne o tym statusie są wspomagane przez dotacje). I ma się dobrze. Niezmiennie w artystycznej kreacji Januszów Józefowicza i Stokłosy. Gratulacje!