powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Zabawa w komórki

Rozeszły się wieści, że okres względnej stabilizacji stanowisk dyrektorskich ma się ku końcowi i że wchodzimy w nowy etap kontredansu. Skoro dzieje się źle w duńskim państwie teatralnym, cóż łatwiejszego dla osób odpowiedzialnych za losy teatru, cóż efektowniejszego, jak pozmieniać dyrektorów? Tu połączyć, tam rozdzielić, tu zaoszczędzić (pozornie), tam wydać (realnie). Tego przenieść, tamtego wynagrodzić, owego (karnie) zdymisjonować. I efektownie, i łatwo, i radykalnie - pisał Erwin Axer w "Sprawach Teatralnych" w 1963 roku.

W ciągu ubiegłych kilku lat poziom scen polskich się podniósł. Wszyscy tak powiadają. Teraz znowu się obniża. Tak mówią wszyscy. Mówią filozoficznie, ze wzruszeniem ramion, jak gdyby chodziło o wznoszenie się i opadanie poziomu rzek, Morza Bałtyckiego albo wody deszczowej. O coś, co od nas nie zależy. W życiu teatru, zwłaszcza w dramaturgii, zachodzą oczywiście zjawiska, które od nas - przynajmniej w sposób bezpośredni - nie zależą. Sporo jest jednakże takich, na które mamy lub moglibyśmy mieć wpływ.

Kiedyś ofiarowano Copeau dyrekcję Comedie-Française. Copeau zastanawiał się, prosił przyjaciół o poradę. Świadectwem jego wahań jest piękny list Harley Granville-Barkera do Copeau. W liście tym Anglik, pomiędzy wieloma mądrymi rzeczami, powiada do Francuza: "Never ask for a job, never refuse one". Co się wykłada po naszemu: "Nigdy nie proś, nigdy nie odmawiaj". I dodaje: "Jeśli widzisz jakąkolwiek sensowną możliwość urzeczywistnienia w Comedie pryncypiów, którym hołdowałeś przez całe życie, stajesz przed szansą i przed obowiązkiem, których nie wolno ci nie podjąć".

Nasi aktorzy, reżyserzy i w ogóle wszelkiego rodzaju kandydaci na dyrektorów nie miewają na ogół ani wątpliwości Copeau, ani oczywiście jego poczucia odpowiedzialności. Nie mają też wypraktykowanych w ciągu lat pryncypiów, które chcieliby wprowadzić w życie. Proszą i nie przyjmują, przyjmują nie zastanawiając się nad tym, czy podołają, biorą i zniechęcają się po roku lub dwóch, szukają czegoś lepszego, by je znów po roku - mniej lub bardziej zniszczone - porzucić. Tak bywa u nas zazwyczaj, tak będzie i w przyszłym sezonie.

Rozeszły się - nie sprawdzone jak dotąd i oby nieprawdziwe - wieści, że okres względnej stabilizacji stanowisk dyrektorskich ma się ku końcowi i że wcho-dzimy w nowy etap kontredansu. Przyczyny nietrudno odgadnąć. Skoro dzieje się źle w duńskim państwie teatralnym, a źle się dzieje, cóż łatwiejszego dla osób od-powiedzialnych za losy teatru, cóż efektowniejszego, jak pozmieniać dyrektorów? Tu połączyć, tam rozdzielić, tu zaoszczędzić (pozornie), tam wydać (realnie). Tego przenieść, tamtego wynagrodzić, owego (karnie) zdymisjonować. I efektownie, i łatwo, i radykalnie. I mówcie tu, że nic się nie robi, nic się nie przedsiębierze. Doprawdy trudno się dziwić, że poziom "opada", że i repertuar, i przedstawienia, i ambicje mniejsze niż w ubiegłych latach.

W liście Granville-Barkera są dwa zdania, które chciałbym zacytować: "Sztuka teatru jest sztuką aktorstwa od początku do końca i po wszystkie czasy", i jeszcze: "Ponieważ jesteś, jak każdy dobry Francuz, jak być może każdy dobry artysta - tradycjonalistą (co nie znaczy: konserwatystą)..." itd.

Ponieważ rzeczywiście alfą i omegą sztuki teatru jest kunszt gry aktorskiej, nie może to być, ażeby raz po raz zmieniali się ludzie odpowiedzialni za wychowanie, za rozwój i pielęgnację talentów aktorskich. Nie mogą być kierownikami teatrów ludzie, którzy nie umieją, nie potrafią albo nie chcą tworzyć i pielęgnować zespołów. Ponieważ bez tradycji nie ma ani współczesności, ani awangardy (bez poszukiwań w przeszłości i nawiązywania do niej nie byłoby ani Einsteina, ani Picassa, ani Craiga, ani Schillera), nie można prowadzić teatru, nie można mianować kierownikami scen ludzi bez kultury. Wydawałoby się, że to truizmy, a przecież... Nie kultura, znawstwo sztuki aktorskiej i poczucie odpowiedzialności czynią ludzi w naszym kraju kierownikami teatrów. Wszyscy o tym wiemy.

Sytuacja jest o tyle trudna, że niełatwo w chwili obecnej wskazać winnych. Granica winy i nie-winy przechodzi przez każdego z nas. W radach miejskich, komitetach wojewódzkich, ministerstwie sporo jest demoralizującej bezradności, nieświadomości i oportunizmu. Ale i środowisko nasze, środowisko teatru nierzą-dem stoi. Kaprysy, próżność, wygoda życiowa, zupełny brak zamierzeń społecznych, chociażby tych, które powinien by podyktować instynkt samozachowawczy. Brak powagi w tym, co najważniejsze: w realizowaniu zamierzeń artystycznych.

Jeżeli ktoś uważa, że nie ma niczego wokół nas dostatecznie autorytatywnego, godnego zaufania, dostatecznie poważnego, co by nas do tej niezbędnej powagi, do niezbędnego (we własnym, głęboko rozumianym interesie) idealizmu skłoniło, niechaj zważy, że zawsze jeszcze jest teatr. Jeżeli w nim samym tej koniecznej powagi nie odnajdziemy, poziom sceny polskiej będzie nadal opadał. I wraz z nią my sami, niezależnie od chwilowych sukcesów życiowych, a nawet artystycznych, będziemy spadać coraz niżej.

A dyrektorów należy ostrożnie mianować i jeszcze ostrożniej zmieniać. Polityka teatralna to nie zabawa w komórki do wynajęcia.

kwiecień 1963