powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Apologia kreta

Rysuje się przed nami rozczulający i całkowicie urzekający obrazek, istne hałaśliwe krecie jam session - o spektaklu "Noc Kretów. Welcome to Caveland!" w reż. Philippe'a Quesne'a z Kunstenfestivaldesarts (Bruksela) pisze Kinga Kurysia z Nowej Siły Krytycznej.

Popkultura, sztuka, technologia i współczesna nauka szczególnie upodobały sobie sięganie ponad głowy, każą nam co rusz zadzierać wysoko czoła. Eksploracja kosmosu przez NASA, stacje kosmiczne, loty w kosmos, kwieciste mgławice, spadające gwiazdy, różnokolorowe galaktyki, przestrzenie międzyplanetarne - wszystkie te słowa zakrawają o niesamowitość, nieskończoność, rysują w głowie poetyckie wizje. Człowiek na ich tle wraz ze swoimi aparaturami, przyrządami, satelitami wygląda jak nieustraszony kolonizator przestrzeni kosmicznej, przekraczający ludzką potencjalność. Spektakl francuskiego artysty Philippe'a Quesne'a, pokazany gościnnie w Nowym Teatrze w Warszawie, już na samym poziomie umiejscowienia akcji w kreciej norze otoczonej stalaktytami i stalagmitami radykalnie ustawia optykę patrzenia - w dół, w zlepek grud ziemi, w miejsce, do którego wraca materia, by się rozłożyć i znów oddać światu cząsteczki, które na pewien czas sobie przywłaszczyła.

Kret europejski ma długość około dwunastu centymetrów, jego milimetrowe oczy są ukryte w futrze, uszy to jedynie małe wybrzuszenia na skórze. Swoje położenie lokalizuje dzięki czułemu słuchowi i licznym włosom czuciowym. To najbardziej introwertyczne ze zwierząt, życie spędza samotnie w ciemności przekopując korytarze, jednocześnie strzeże agresywnie swojego terytorium. Ciekawy jest jego cykl dobowy - niezwykła aktywność przez cztery godziny, po czym zapadanie w głęboki trzygodzinny sen. I znów od nowa. Potrafi przekopać dziennie nawet do dwudziestu metrów. Na wiosnę opuszcza norę, żeby się rozmnożyć. Wyjście do innego kreta jest najbardziej zgubne. Nie wie, że ryzykuje życie. Właśnie wtedy krety najczęściej trafiają na ludzi - strażników kwietnych rabatek i przeciwników brunatnych kopców wyrastających na przystrzyżonych trawnikach.

Spektakl Quesne'a, zrealizowany w brukselskim Kunstenfestivaldesarts, opowiada historię siedmiu kretów razem żyjących, pracujących, bawiących się, jeżdżących na zjeżdżalniach, robiących sztukę, wyświetlających przedziwne kolorowe obrazy, przynoszące radość niczym z czasów pojawienia się pierwszych kinematografów, rozmnażających się, odprawiających rytuał przejścia dla zmarłego towarzysza i grających razem muzykę na żywo. Rysuje się przed nami rozczulający i całkowicie urzekający obrazek, istne hałaśliwe krecie jam session.

Dlatego w gruncie rzeczy - nomen omen - ten niezwykle żywotny i uroczy zapis tego, co dzieje się pod naszymi stopami (gdzie te pszczoły podziemia pracują, znosząc wytrwale kolejne dżdżownice do nory), dzięki posthumanistycznej perspektywie, tworzy głęboko dojmującą mieszankę. Tym bardziej, że wszystko odbywa się bez ludzkiej mowy. A nieustanne granie z przestrzenią, obnażanie sztuczności i przekorne igranie z teatralnością kieruje perspektywę stawania-się-zwierzęciem na samo medium teatru. W tym miszmaszu krety czerpią radość z demolowania przestrzeni, tworzenia kolejnych połączeń, jeżdżą na elektrycznych rowerkach - wykorzystując cały potencjał radosnej afirmacji podziemnego położenia.

Niestety, sięgnięcie po tę optymistyczną, ale niemożliwą do realizacji utopię na scenie, powoduje, że siła metafory odosobnienia i niemożliwego współ-bycia z innymi uderza ze zdwojoną siłą. Teatr, podobnie jak te kolejne obrazy przemykające przez scenę, jest jaskinią, rozpartą pomiędzy radością z prostej teatralności i czystej, uroczej zgrywy czy mrugnięcia okiem, a ciemnością przesłaniającą rzeczywistość wraz z nieubłaganymi regułami. "Przekopujemy się niczym kret i idziemy całkiem poczerniali i aksamitnowłosi, wyciągając z rozsypanych, piaskowych sklepień nasze biedne, czerwone łapki po serdeczne współczucie"1 - pisał Franz Kafka w liście do Maxa Broda . Philippe Quesne sięgając po silnie beckettowską figurę kreta i przeglądając w jego odbiciu uniwersalną sytuację artysty, staje się po trosze nadawcą listu o podobnej treści.

Pomimo gestu ucieczki od świata wewnętrznego, figura artysty-kreta czy też sytuacja teatru-jaskini przetwarza tę samotność na nieustanne stawanie się na scenie, szukanie fikcyjnych światów zakrawających o poetykę najbardziej dziwnych filmów fantasy. Gdzie nad sceną można powiesić wielgachny, czarny napis "WELCOME TO CAVELAND!" i obserwować, jak siódemka aktorów gotujących się zapewne w ogromnych strojach kretów przemieszcza podnośniki chwytające litery do góry i w dół. Można też przypatrywać się z rozczuleniem, jak kolejne sylaby tego zdania, zakończonego podekscytowanym wykrzyknikiem, radośnie się rozjeżdżają, przecinając scenę. Ten gest ożywczej afirmacji, która pozwala na znalezienie linii ujścia wobec świata, który nie jest fikcją - nie uciekać poza świat, ale świat i jego przedstawienie w sztuce czynić na naszych oczach uchodzącymi.

[1] por. G. Deleuze, F. Guattari, "Kafka. Ku literaturze mniejszej", wyd. Eperons-Ostrogi, Kraków 2016; Tytuł recenzji i cytat zaczerpnięty z posłowia "Apologia kreta" Kajetana Marii Jaksendra do tejże książki.

"Noc kretów. WELCOME TO CAVELAND!"

pomysł, reżyseria i scenografia: Philippe Quesne

premiera: 6 maja 2016, Kunstenfestivaldesarts, Bruksela (oglądany spektakl: 22 września 2017, Nowy Teatr w Warszawie)

występują: Yvan Clédat, Jean-Charles Dumay, Léo Gobin, Erwan Ha Kyoon Larcher, Sébastien Jacobs, Thomas Suire, Gaëtan Vourc'h

***

Kinga Kurysia - studiuje wiedzę o teatrze na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie