powiększwersja do drukupoleć znajomemu

O reżyserii

Reżyseria nie jest zawodem niezbędnym w teatrze. Reżyseria właściwie nie jest w ogóle zawodem. Jest umiejętnością aranżowania przedstawień teatralnych, w których twórczą rolę odgrywają niejednokrotnie inni; autor, dekorator i przede wszystkim aktor - pisał Erwin Axer w "Sprawach teatralnych".

Reżyseria nie wiąże się ze ściśle określoną dziedziną działania. Można być reżyserem, zajmując się li tylko sprawami organizacyjnymi w teatrze, można się zajmować wyłącznie aktorem, ograniczyć się do zagadnień muzyki i plastyki albo też odgrywać rolę obecnego na próbach krytyka. Są to różne zawody i znając tylko jeden z nich można w sprzyjających warunkach być reżyserem. Nawet twórczym. W nie sprzyjających warunkach opanowanie wszystkich sztuk i wszystkich elementów teatru nie wystarcza. Umiejętność zorganizowania pomyślnych okoliczności należy zatem do podstawowych zalet reżysera.

Reżyserii we współczesnym rozumieniu słowa w dawniejszym teatrze nie było. Co prawda teatr dawniejszy nie był teatrem we współczesnym znaczeniu. O takim teatrze możemy mówić dopiero w XVIII i zwłaszcza XIX wieku. Teatr grecki, elżbietański czy też dworski teatr czasów Moliera albo na przykład komedia dell'arte z dzisiejszą sceną miały nie więcej wspólnego niż żegluga fenicka z Cunard Linę albo śpiewy rytualne na Bali z przedstawieniem w Operze paryskiej. Z punktu widzenia pewnych podstawowych fenomenów istnieje niewątpliwie pokrewieństwo, wiele innych zjawisk ma odrębny charakter.

Szczególnego znaczenia nabrało stanowisko reżysera w ciągu ostatnich stu lat, mniej więcej od czasu działalności słynnego teatru meiningeńskiego. Trzeba w ogóle stwierdzić, że reżyseria jest w zasadzie wymysłem niemieckim. Pedanteria, łatwość podporządkowania się dyscyplinie, skłonność do teoretyzowania, słowem różne instynkty społeczne, właściwe temu narodowi, spowodowały, że wcześnie pozbawił on swoich aktorów, autorów, dyrektorów rozmaitych funkcji i przywilejów, po czym jednocząc je wszystkie w jednym ręku stworzył funkcję reżysera odpowiedzialnego za całość spektaklu. Reformy i rewolucje teatralne XX wieku, sprzyjającego jak każdy okres przemian raczej autorytatywnej władzy aniżeli demokracji, umocniły dyktaturę reżysera.

Królestwo reżyserii może być królestwem z tego świata, może być jednak i bardzo często jest królestwem pozorów. Wielu reżyserów nie opanowało żadnej dziedziny teatru, a niewielki dar mistyfikowania pozwala im przez całe lata utrzymywać pozory. Pracę ich (a raczej swoją własną) wykonują aktorzy, plastycy, dyrektorzy teatrów. Nie jest to zresztą zjawisko szczególnie szkodliwe dopóty, dopóki mistyfikatorzy nie próbują wejść w uprawnienia artystów. Wtedy dopiero rozpoczyna się dramat. Nie przeraża to mistyfikatorów, którzy wiedzą, że zła reżyseria łatwiej się wyróżnia niż dobra, a o to przecież chodzi.

Złą reżyserię nazywamy inscenizacją. Jest to słowo raz modne, raz znowu niemodne. Obecnie modne. Inscenizacja jest wymysłem niemieckim w stopniu wyższym jeszcze aniżeli reżyseria. Jest wyrazem pychy właściwej temu narodowi. Francuzi zawsze mówili o inscenizacji, że nic takiego nie istnieje. Obecnie, kiedy zmniejszyła się ilość dobrych sztuk pisanych przez Francuzów, próbują oni sami inscenizować kiepskie sztuki. Jak dotąd bez powodzenia.

Dobrzy autorzy francuscy, na przykład Ionesco, twierdzą, że nie tylko inscenizacja, ale nawet reżyseria jest niepotrzebna. Również i reżyser. W pewnym sensie mają rację. Ich sztuki są bowiem umiejętnie skonstruowanymi scenariuszami, niejako z góry "wymyślonymi" przedstawieniami. Odczytanie takiej obmyślanej pod względem scenicznym sztuki wymaga tylko pewnej wrażliwości oraz znajomości elementów teatru. Realizacją może się zająć reżyser równie dobrze jak dekorator, gromadka wykwalifikowanych aktorów lub dyrektor teatru. Albo wszyscy razem. Nie potrzeba natomiast tego typu reżysera, który za wszelką cenę chciałby wtrącić swoje trzy grosze.

Reżyser, który koniecznie pragnie przemawiać we własnym imieniu, szuka chętnie sztuk przestarzałych albo źle napisanych, i w ten sposób staje się jak gdyby autorem. Zjawisko piękne i pożyteczne. Pomnaża bowiem dorobek dramaturgii, jeżeli reżyser staje się dobrym autorem. Inni reżyserzy są jak gdyby głównymi aktorami, koordynującymi i nawet czasem ożywiającymi twórczość pozostałych aktorów. Inni jak gdyby głównymi dekoratorami lub kompozytorami. Widziałem znakomitego reżysera, który jest jedynie i wyłącznie wielkim baletmistrzem. Można być tym wszystkim, samemu nie umiejąc pisać, grać, malować, tańczyć, komponować, prowadzić teatru. Oczywiście lepiej jest umieć. Nie można jednak nigdy i nigdzie uciec przed elementami, z których reżyseria powstała i w które się obróci. Nie można zmyć skazy grzechu pierworodnego, znaków świadczących o tym, że na twórczość reżysera złożyły się cząstki odebrane innym. Nie można też wymyślić ani tym

bardziej stworzyć w reżyserii niczego takiego, co wykraczałoby poza obręb elementów należących do cudzej sfery. Jeżeli rozbierzemy na części przedstawienie teatralne, pozostanie aktorstwo, dekoracja, czasami nawet tekst. Reżyseria rozpłynie się w nicości.

Dlatego właśnie widzowie tak często pytają, co to jest reżyseria i reżyser, dlatego zwierzchność traktuje reżyserów jako niewiadomą na przemian z pogardą i szacunkiem, dziennikarze piszą o nich, co im się żywnie podoba, a kobiety z nieomylnym poczuciem realizmu i konkretu lekceważą - przedkładając ponad nich sportowców, krytyków oraz uczącą się młodzież. Z tego powodu reżyserzy często są smutni. To ludzkie i nie powinno nikogo zrażać.

Na ogół jednak reżyser chodzi z zewnątrz odęty pychą, a wewnątrz przejęty strachem. Pychą, że jest najważniejszy, i strachem, że wszystko się wykryje. Brak mu pewności.

Niesłusznie. Coś, co nie istnieje - zawsze ma przeszłość i przyszłość. Czasami także teraźniejszość.

październik 1962

("Przegląd Kulturalny")

Erwin Axer, Sprawy teatralne, PIW, Warszawa 1966, s. 213-216.