powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Teatr zmienia ludzi

- Teatr to jest przestrzeń duchowa. Rozmawiając o teatrze, rozmawiamy o potrzebach człowieka. Niezwykle ważne jest zapracowanie na świadomego odbiorcę. To przyświecało mi od zawsze, zarówno w myśleniu o repertuarze teatru, jak i wtedy, gdy tworzyłam Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych - mówi Ewa Pilawska, dyrektor Teatru Powszechnego w Łodzi.

LIFE IN. Łódzkie: Jaki swój teatr widzi dyrektor Ewa Pilawska?

Ewa Pilawska: Teatr blisko ludzi. Otwarty na drugiego człowieka, empatyczny, dostrzegający tych, którzy mają utrudniony dostęp do kultury, przyjazny. Ale również poszukujący, różnorodny, dociekliwy. Teatr, który ma w sobie taki gen młodości, który jest "ciągle w drodze". Teatr wywołujący emocje, intensywny, dynamiczny, dający jednocześnie chwilę wytchnienia i dobrej zabawy. To teatr, który cały czas się rozwija. Dlatego w każdym sezonie pojawiają się u nas nowe projekty. Zawsze podkreślam, że w teatrze najważniejszy jest widz; ważne, aby wiedzieć dla kogo robi jest teatr oraz w jakim kontekście i miejscu się go tworzy. Wychodzimy więc do widza, docieramy do tych, którzy chcieliby korzystać z kultury, a z jakiegoś powodu nie mogą. Często barierą w dostępie do teatru jest na przykład cena biletu. Dlatego w repertuarze Teatru Powszechnego w każdym miesiącu mamy wybrane przedstawienia dla bezrobotnych i emerytów w symbolicznych cenach. Od ponad 11 lat realizujemy również jedyny w Europie Teatr dla niewidomych i słabo widzących, a od niedawna realizujemy wspólny projekt teatralny z seniorami. Jeszcze rok temu pewnie byśmy o tym nawet nie pomyśleli, a teraz pracuje u nas grupa teatralna, która nazwała się "Jesteśmy". Początkowo chcieli zaprezentować u nas coś gotowego, ale pomyślałam, czemu nie mieliby z naszym wsparciem stworzyć coś nowego? Są niesamowici, pełni energii, zakręceni na punkcie teatru i wspólnie z naszym aktorem Arkiem Wójcikiem przygotowują spektakl, którego premiera odbędzie się w lipcu na Małej Scenie.

Jednym słowem teatr dla wszystkich. A dla młodych widzów też jest coś w repertuarze?

- Oczywiście. Realizujemy projekt "Dziecko w sytuacji", czyli cykl spektakli i warsztatów dla dzieci i młodzieży, które poruszają ważne dla ich wieku tematy - relacje w rodzinie, odejście jednego z rodziców, wykluczenie, seksualność, czyli problemy, z którymi nasze dzieci często zostają same, bo my, rodzice, nie za bardzo potrafimy pomóc im oswoić dręczące je "potwory". Nie do końca przepracowujemy z nimi te tematy i nie zawsze potrafimy z nimi o nich rozmawiać. Spektakle powstają najczęściej na podstawie najnowszych sztuk angielskich, bo brytyjski teatr ma znakomicie rozwiniętą edukację przez teatr, potrafi stawiać młodym ludziom pytania filozoficzne i egzystencjalne. Właśnie odbyła się szósta premiera w ramach naszego cyklu. Każdego roku przygotowujemy nową propozycję repertuarową dla młodych widzów i każdemu z tych przedstawień towarzyszą warsztaty, opracowane i prowadzone przez zajmującego się od wielu lat w naszym teatrze edukacją aktora Andrzeja Jakubasa. Warsztaty wspólnie z nim prowadzą psycholog, filozof czy seksuolog. Od dwóch sezonów prowadzimy również warsztaty dla młodzieży z MONAR-u. Spotykają się u nas regularnie i mają już za sobą dwie premiery. Dla nich ta praca na warsztatach jest szalenie ważna, myślę, że to rodzaj terapii, pomocy w powrocie do normalnego życia czy też odnalezienia swojej drogi. Organizatorzy tegorocznej edycji akcji "Dotknij teatru" powiedzieli, że spektakl przez nich przygotowany najpełniej realizuje założenia tej ogólnopolskiej akcji. Właśnie to, tak naprawdę pokazuje co teatr może dać drugiemu człowiekowi. Ta przestrzeń rozmowy z widzem i pomocy poprzez teatr jest fascynująca.

To właśnie tymi działaniami między innymi wyróżnia się Teatr Powszechny na tle innych łódzkich scen? Mnie do tej pory kojarzył się z komediowością, a nie misją o której Pani tu mówi.

- Komedia to też misja. Jesteśmy Polskim Centrum Komedii, które walczy o gatunek komediowy - kompletnie niesłusznie traktowany po macoszemu przez wiele teatrów w Polsce. Poprzez komedie można opowiadać historie ważne, ale w przystępny sposób. Od lat organizujemy ogólnopolski konkurs na współczesną polską komedię "Komediopisanie" i proszę mi wierzyć, napisanie komedii jest piekielnie trudne. Można nawet powiedzieć, że jeśli aktor zagra dobrze w komedii, to prawdopodobnie poradzi sobie z każdą rolą. Chcę powiedzieć, że my nie gramy komedii tak, jak wiele teatrów w Polsce, które mimo, że mają komedie i farsy w repertuarze, to jakby się ich wstydziły. Jakby w celach promocyjno-marketingowych nie przyznawały się do nich. My natomiast walczymy o dobre imię i dobry gust tego gatunku. Teatr Powszechny ma bardzo określone logo artystyczne, na które pracowaliśmy bardzo długo. Widz, który do nas przychodzi wie, że mamy bardzo szerokie spectrum repertuarowe - może obejrzeć tu zarówno współczesne komedie, sztuki Szekspira i Moliera, spektakl Adama Orzechowskiego, może uczestniczyć w projektach edukacyjnych czy w jednym z najstarszych festiwali teatralnych, jakie powstały po 1989 roku.

Wspomniała Pani o Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, porozmawiajmy o nim. Festiwal wyrobił już sobie ugruntowaną markę, jednak ciągle poszukujecie, każdego roku zaskakujecie nowościami. Tegoroczna odsłona pod hasłem "Awangarda jako stan umysłu" nawiązuje oczywiście do obchodzonego obecnie Roku Awangardy. A jakie są plany na kolejny rok?

- Każdego roku pojawia się coś nowego, cały czas jesteśmy w drodze, rozwijamy się. Zaskakujemy Państwa? To bardzo dobrze. Formuła festiwalu cały czas się rozwija, na początku był to Festiwal Sztuk Przyjemnych. Po drodze usłyszeliśmy publiczność, publiczność usłyszała w jakim kierunku festiwal podąża, pojawił się człon "nieprzyjemnych" i inny repertuar. Nie wszystkim się to podobało, część publiczności w naturalny sposób odeszła, bo dla nich ta część "przyjemna" była wystarczająca i ja to rozumiem i szanuję. Jednak przez te lata udało nam się zbudować to, co najważniejsze - wspólnotę, która jest fenomenalna i którą dostrzegają przyjeżdżający do nas twórcy - naprawdę wielkiego formatu - którzy mówią o tym, że nasza publiczność jest wymagająca i znakomicie przygotowana do odbioru sztuki. Festiwal się rozwijał, miał czas aby zbudować swoją markę, aby stawiać kolejne pytania. Odnosząc się do tegorocznego hasła "Awangarda jako stan umysłu" - sięgnęłam do tego zdania tylko po to, by zadać pytanie i otworzyć dyskusję na temat: na ile awangarda jest obecna we współczesnym teatrze? Każdego roku pojawia się temat, który jest reakcją na to, co nas otacza, bo teatr jak w soczewce skupia to, co wokół nas, to co dzieje się w świecie. Myślę, że te tematy, które podejmujemy podczas kolejnych edycji, stają się swoistą płaszczyzną dyskusji - i jak się często okazuje - odbijają się echem w środowisku.

Plany na kolejny rok? Nasz Festiwal nie ma wąskiej specjalizacji jak "klasyka", "współczesna dramaturgia" czy "reżyseria", które narzucałyby mi kierunek czy sposób doboru spektakli. Temat kolejnych edycji rodzi się z tego, co w nas pulsuje. Śmieję się, że mam to szczęście, że robię to, co kocham - przez co nie czuję, że pracuję. Staram się oglądać dużo, by mieć jak najpełniejszy obraz tego, co dzieje się na polskich i europejskich scenach. Zawsze tak było. Dlatego budowanie kolejnych edycji następuje w sposób naturalny. Przychodzi moment, kiedy wybieram kilka spektakli i wyłania się temat, który okazuje się być inspiracją do istotnych debat czy innych wydarzeń towarzyszących festiwalowi.

Teatr zmienia ludzi?

- Zmienia, edukuje i rozwija. Teatr może pokazać inne spojrzenie na świat, nauczyć otwartości na drugiego człowieka, wsłuchać się w jego potrzeby.

Jak się sprawdza mała scena?

Wydaje mi się, że była zawsze. Nie mogę sobie przypomnieć czasu, kiedy jej nie było. Funkcjonuje już cztery lata i była nam naprawdę niezbędna. Duża Scena, która za chwilę będzie modernizowana, wymaga używania określonych środków aktorskich - tymczasem zespół, żeby mógł się rozwijać, musi dotykać różnych gatunków, sięgać odważnie po różne teksty. Mała Scena pozwoliła nam na prezentację pełnego spectrum komedii i na odważne sięganie po teksty, które do tej pory nie były przez nas wystawiane.

Wspomniała Pani, że Duża Scena będzie remontowana, co w tym momencie stanie się z teatrem?

- Będziemy grać w innym miejscu, w dawnym kinie Bałtyk. Modernizacja przy Legionów potrwa dwa lata, przebudowana zostanie m.in. cała Duża Scena łącznie z widownią. Ale na pewno nasi widzowie nie stracą swojego teatru z jego repertuarem i wszystkimi projektami, po prostu będzie on pod innym adresem - na Narutowicza.

Czym od października zaskoczycie publiczność w Bałtyku?

- Na początek, na dobrą wróżbę, zagramy "Szalone nożyczki".

Czy jest taki moment, kiedy zejdą ze sceny?

- Nie. Ten spektakl to fenomen, który trafia się "raz na sto lat". Zagraliśmy go już ponad 1100 razy i cały czas mamy komplety widzów. Na ten fenomen złożyło się wiele rzeczy, to był pierwszy interaktywny spektakl, który pojawił się w Polsce w latach 90. To było ogromnie ryzyko artystyczne, ale mimo obaw reżysera i aktorów, publiczność przyjęła go świetnie. I od prapremiery polskiej, która odbyła się w naszym teatrze zdobywa on triumfalnie teatralne sceny w całej Polsce. O sile spektaklu stanowi również zespół aktorski, który dba o poziom spektaklu. Do stałego składu, co pewien czas dochodzą nowi aktorzy, co niejako pozwala "wpuścić powietrze" i sprawia, że spektakl zachowuje swoją świeżość i energię. Ale za sukcesem tego spektaklu stoi również dbałość o szczegóły - regularnie aktualizujemy dekorację, dostosowując ją do współczesnych realiów - słowem profesjonalizm.

Na koniec zapytam o Pani marzenia związane z teatrem?

- Kiedyś powiedziałam głośno jakie mam marzenie i nastąpiło nieoczekiwane "trzęsienie ziemi". Od tej pory powtarzam, że nic tak Pana Boga nie bawi jak nasze marzenia, więc stosuję zasadę "żyjmy tak jakbyśmy mieli żyć sto lat albo jutro odejść.".