powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Och Janda!

"Pomoc domowa" Marca Camolettiego w reż. Krystyny Jandy w Och-Teatrze w Warszawie. Pisze Maciej Łukomski.

Farsy i komedie to bodaj najbardziej ulubione gatunki teatralne polskiej publiczności. Spróbujcie kupić bilet na "Szalone nożyczki" do warszawskiego Kwadratu, czy na "Mayday" do Ochu. Nie ma szans. Nic dziwnego, że Polacy lubią się pośmiać w teatrze. Polska rzeczywistość ostatnio przecież nas nie rozpieszcza... Żeby się wyluzować można się upić, jak bohaterowie farsy "Pomoc domowa" albo spędzić dwie godziny z "bananem" na twarzy w Och-Teatrze i zapomnieć o wrednym szefie, podwyżkach, kredycie na 100 lat i szalonej posłance.

Tym razem na scenie przy Grójeckiej Krystyna Janda wyreżyserowała farsę "Pomoc domowa" Marca Camolettiego. W Polsce najbardziej znaną sztuką tego francuskiego dramatopisarza jest "Boeing, Boeing", która z powodzeniem grana jest od wielu sezonów m.in. w Teatrze Studio Buffo.

"Pomoc domowa", jak większość fars operuje znanym schematem: mąż, żona, kochanka, kochanek, którzy nagle znajdują się w jednym miejscu i czasie. Na pomoc rusza szalona pomoc domowa, która próbuję ratować sytuację.

Na scenie oglądamy galerię przezabawnych typów. Ola, żona Roberta (Katarzyna Gniewkowska), każdym swoim spojrzeniem i gestem zachęca do nocnych igraszek. Uwodzi, wzdycha, nosi obcisłe ubrania podkreślając swoje walory. Robert, jej mąż (Krzysztof Dracz), szef działu zamówień, 40-parolatek, łowca młodych, atrakcyjnych dziewczyn. Jest jeszcze Maja, kochanka Roberta (Barbara Wypych), która lubi różowy kolor, tipsy i bogatych, żonatych mężczyzn. Jest naiwna, głupiutka i lubi dużo się śmiać. Najbarwniejszą postacią jest Beata, pomoc domowa, wielbicielka Roberta, pieniędzy i drogich alkoholi.

Od pierwszych minut spektaklu akcja zaczyna nabierać tempa, żeby pół godziny później mknąć z szybkością co najmniej Pendolino. Nad wszystkim czuwa pomoc domowa, która z każdą kolejną minutą jest coraz bardziej pijana. Zresztą, jak większość bohaterów tej farsy.

Nie lada wyzwaniem jest wyreżyserowanie sztuki, w której w każdej minucie serwowane są dowcipy o miękkości członka i stosunkach damsko-męskich, tak, aby nie było to wulgarne i miało dobry smak. Na szczęście Krystynie Jandzie udało się nie przekroczyć granicy dobrego smaku. Duża w tym zasługa aktorów. Z przyjemnością ogląda się Katarzynę Gniewkowską, która rewelacyjnie pokazuję seksualne rozwibrowanie swojej bohaterki. Znakomitą kreację stworzyła młodziutka Barbara Wypych, jedna z najzdolniejszych aktorek ostatnich lat, która zachwyca swoim talentem widzów warszawskiego Teatru Współczesnego, tutaj stworzyła postać Pszczółki, która w sposobie bycia przypominała Dodę w połączeniu z bywalczyniami osiedlowych dyskotek.

Rewelacyjna jest Krystyna Janda, jako pomoc domowa. Widać, że ogromną frajdę sprawia jej ta rola, granie na scenie z kolegami i koleżankami. Aktorka ciągle się śmieje, biega, wszędzie jej pełno, kiedy trzeba, w uroczy sposób potrafi zagrać pijaną, ale i też przeklnąć. Och!, ta Krystyna Janda, chciałoby się powiedzieć. Klasa.

Zachwyca scenografia Macieja Marii Putowskiego, z pięknymi lustrem, czarno-białymi meblami i dodatkami. To synonim dobrego smaku i gustu.

Wpadnijcie do Ochu, z rodziną, znajomymi, bo warto pośmiać się, zapomnieć na dwie godziny o problemach, o tym co nas boli i uwiera. Śmiech to najlepsza terapia na wszystkie smutki. Wyjdziecie z teatru wyluzowani i od razu życie staje się bardziej kolorowe.