powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Pochwała niezadowolenia

U źródeł twórczości teatralnej nie może być pogody i ducha. Gdzie zaczyna się pogoda ducha, tam kończy się teatr. Teatr powstaje ze złości, z gniewu, z namiętności, z rozpaczy - z niezadowolenia. Tylko taki teatr krwią pisany może bawić, cieszyć, wzruszać, zaciekawiać, pobudzać, uczyć, podnosić (na duchu), krzewić itd., itp., itp. Tylko taki teatr jest zdrowy dla nas i dla was, i dla mas. Jak upust krwi - pisał Erwin Axer w "Sprawach teatralnych".

Niezadowolenie zatruwa organizm ludzki, przyspiesza choroby starości i nieuchronny zgon. Tak twierdzą starzy, doświadczeni ludzie, i nawet lekarze. To ostatnie nie oznacza jeszcze nieprawdziwości spostrzeżenia. Wprost przeciwnie. Wodząc palcem po nekrologach teatralnych Michał Melina dowodził zawsze, że umierają z reguły ludzie dotknięci rozmaitymi nieszczęściami, zwłaszcza jeżeli nie umieją ich znieść w pogodzie ducha. Ludzie pogodni i zadowoleni w zasadzie wcale nie umierają, chyba że w przypływie złego humoru, któremu nie potrafią się obronić. Pewien psychiatra wyjaśnił mi przyczynę znanej długowieczności aktorów i stosunkowo rzadkich w tym zawodzie wypadków choroby umysłowej pracą na scenie, sprzyjającą wyładowaniu nagromadzonego w człowieku niezadowolenia.

Jego teorie potwierdzają pewne moje własne spostrzeżenia, znam bowiem pokaźną grupkę potencjalnych wariatów, których scena przez lata utrzymuje w granicach bliskich normy. Jedyny kłopot z tego gatunku ludźmi polega na ich nadmiernej skłonności do demonstrowania aktów emocjonalnych, zwłaszcza ataków gniewu, niezależnie od wymagań roli i teatru. Trudno jednak nie przyznać, że uleganie kaprysom złego humoru jest zjawiskiem mniej nierozsądnym na scenie aniżeli teatralne gesty, krzyki i inne objawy niezadowolenia w życiu. Jest to metoda i higieniczniejsza, i mniej szkód przynosząca. Szkoda, że jej dobroczynnemu działaniu nie podlegają reżyserzy i dyrektorzy teatru, którzy odwrotnie na kształt piorunochronów muszą przyjąć na siebie poza własnym całą nadprodukcję cudzego niezadowolenia. Gdzie uziemienie? Toteż trudno się dziwić, że tak nafaszerowani przedwcześnie tracimy zęby i włosy. Nie każdy skrojony jest na miarę Szyfmana, miara krawca częściej się zdarza. A to jest miara skromna, na bardzo ludzkie kształty obliczona. Sądzę więc, że nie raz i nie dwa przeciętny reżyser i dyrektor marzy o pokoju powszechnym, o powszechnym - jak powiedziałby wieszcz - "wyanieleniu", które oczyściłoby głębiny życia teatralnego od wszelkich nieczystych namiętności, które by położyło koniec niesnaskom, intrygom, kłótniom, sporom ambicyjnym, zatargom konkurencyjnym, zawiściom, walkom prestiżowym i na końcu bezinteresownemu wariactwu, najstraszliwszemu, bo nieobliczalnemu jak żywioł, beznadziejnemu i tragicznemu. Prędzej czy później musi ono powalić każdego racjonalistę i tylko głęboka, mistyczna wiara zakładająca pełny irracjonalizm zjawisk może uzbroić reżysera czy dyrektora w hart nadludzki potrzebny dla utrzymania w łożysku strumienia łagodnego, choć upartego obłędu, którego źródło bije spod każdej sceny. Pomimo tego że, jak zgodnie powtórzyliśmy za psychiatrą, choroby umysłowe sensu stricto teatru się nie imają. Może dlatego, że wszyscy są już immunizowani. Podejrzewam, że to właśnie irracjonalna mistyczna wiara pomagała takim ludziom jak Limanowski, Osterwa, Horzyca pełnić skutecznie ich posłannictwo. Co więcej, podejrzewam w zgodzie ze starymi przesądami, że bez szczypty wariactwa obchodzą się tylko bardzo złe i - przesądni zechcą mi wybaczyć - bardzo dobre teatry. Co prawda nie u nas. Podejrzewam wreszcie, że oddałem się rozważaniom utopijnym, i kto wie, czy nie szkodliwym.

Bo rozważmy... Gdyby pismo "Teatr" miało nakład równy "Przekrojowi", a moje słowo moc stawania się ciałem, gdyby wszyscy aktorzy nagle stali się aniołami, a zwyczajny rozsądek stanowił wystarczającą kwalifikację do kierowania hufcem anielskim - co wtedy stałoby się ze sztuką? Z taką przez wielkie "S", jak mawiają ludzie pretensjonalni. Czy nie zamilkłyby jej źródła? Czy dobry humor, równowaga umysłu i ducha, zdrowy rozsądek mogą płodzić kreacje aktorskie, przedstawienia teatralne? Przedstawienie może niewątpliwie stanowić źródło dobrego humoru, zadowolenia, radości, i pogody, i jak tam kto chce jeszcze, ale dla publiczności. I u źródeł twórczości teatralnej nie może być pogody i ducha. Gdzie zaczyna się pogoda ducha, tam kończy się teatr. Teatr powstaje ze złości, z gniewu, z namiętności, z rozpaczy - z niezadowolenia. Tylko taki teatr krwią pisany może bawić, cieszyć, wzruszać, zaciekawiać, pobudzać, uczyć, podnosić (na duchu), krzewić itd., itp., itp. Tylko taki teatr jest zdrowy dla nas i dla was, i dla mas. Jak upust krwi.

Powiadają, że kiedy przed laty proszono Rubinsteina - ojca, aby namówił sławnego syna na przyjazd do kraju, stary Izraelita namyśliwszy się chwilę, głową pokiwawszy, rzekł sceptycznie: "Przeciwko komu on tam będzie grać?".

Tak więc nawet drobne namiętności lepsze są u podstaw sztuki od pogody ducha. Niezadowolenie, zły humor, zawiść mogą stanowić źródło energii nie gorsze od stosu atomowego. Niejeden już zmienił je w wielkie idee, dzwoniące słowa, zadziwiające myśli.

Bądźmy więc z naszych wad porządnie niezadowoleni, ale nie wypleniajmy ich doszczętnie. Kto wie, może jeszcze wydadzą owoce?

grudzień 1959

Erwin Axer, "Sprawy teatralne", PIW, Warszawa 1966, s. 92-94.