powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Manifesto!

W filmowym performansie "Manifesto" Cate Blanchett wciela się w 13 ról, by przypomnieć widzom fragmenty niemal 60 manifestów, które w formie 12 kolaży ułożył i wyreżyserował Julian Rosefeldt. Kiedy wróciłam z kina, w mailu czekał na mnie manifest Kultury Niepodległej. Piękny zbieg okoliczności, w niedobrych dla kultury czasach - pisze Dana Łukasińska.

Reżyser "Manifesto" wybierając określone cytaty z manifestów o historycznej już wartości pokazuje ich ponadczasowy charakter, ale też drwi z nich i odsłania ich intelektualne mielizny. Większość cytowanych manifestów była pisana przez mężczyzn. Rosefeldt oddaje głos kobiecie i zabieg ten wyjątkowo obnaża męską skłonność do pychy i mitomanii. Słyszymy je w formie monologu wewnętrznego, czasem kobieta przemawia do innych, a nawet przeprowadza wywiad sama ze sobą. Fragmenty manifestów wygłaszane są w formie mowy pogrzebowej, modlitwy przed jedzeniem albo wynurzeń punkówy, która ewidentnie coś zażyła. Wśród 13, odgrywanych przez Blanchett, ról są między innymi role pracownicy w fabryce utylizacji śmieci, nauczycielki w podstawówce, telewizyjnej spikerki, naukowca, choreografki, lalkarki czy wdowy.

Fragmenty artystycznych manifestów kłócą się ze sobą, niekiedy męczą przeintelektualizowanymi wywodami, śmieszą, albo budzą refleksję. Niektórych widzów zdecydowanie znudziły, o czym świadczyły wycieczki tych, którzy opuszczali seans. "Manifesto" bowiem nie jest filmem fabularnym. Nie ma jednej, spójnej historii. Cate Blanchett wypowiada słowa deklaracji artystycznych często wbrew logice słów, ale zgodnie z intencją odgrywanej postaci, więc idąc za emocją gry aktorskiej można zgubić sens głoszonych postulatów. Więc czy warto? Tak. Choćby dla sceny z rodzinnym obiadem czy tej w klasie, z uczniami ślepo powtarzającymi: tak, rozumiemy. Tak, będziemy tak robić. Tak, będziemy pamiętać.

Tego samego dnia Nowych Horyzontów oglądałam "Gods Own Country" ("Piękny kraj") Francisa Lee. Piękniejszego manifestu o miłości dawno nie widziałam. Brytyjski farmer kontra rumuński emigrant. W tle surowe piękno Północnej Anglii, narodziny jagniąt i ta cholerna potrzeba kochania i bycia kochanym.

Manifesto, że warto!