Trzydzieści pięć lat minęło

Od początku, od kiedy był organizowany, budził wiele emocji i kontrowersji i sporo czasu upłynęło, zanim został zaakceptowany i uznany (także przez mieszkańców) za jedną z najważniejszych imprez w Jeleniej Górze. Mowa oczywiście o Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych - zainicjowanym w 1983 roku z myślą o miastach i miasteczkach w najbliższej okolicy Jeleniej Góry - pisze Urszula Liksztet w Nowinach Jeleniogórskich.

«W ówczesnej stolicy województwa odbywały się wówczas wyłącznie tak zwane "Karnawały" - jednodniowe prezentacje. To był festiwal "wędrujący", wszędzie, gdzie się pojawiali artyści, byli witani entuzjastycznie. To było święto w tych nieskłaniających do świętowania czasach. Festiwale trwały wtedy nawet dwa tygodnie i towarzyszyło im ogromne zainteresowanie: rozpisywała się regionalna i ogólnopolska prasa, realizowano reportaże telewizyjne. Oto, mimo szarzyzny stanu wojennego i siermiężnych lat po, udało się zrobić coś na przekór tym warunkom; festiwal miał uśmiechniętą twarz klauna Pinezki i białe skrzydła Teatru Snów.

A jednak, mimo tej wielkiej sympatii, aprobaty i tłumów na wieczornych spektaklach, o poranku na biurkach miejskich urzędników pojawiały się skargi mieszkańców Placu Ratuszowego, że głośno, że ogień, że fajerwerki, że brudno, że logo skandaliczne... W końcu chyba wszyscy się przyzwyczaili, iż podczas tych kilku szalonych dni tak być musi.

Minęło ponad trzydzieści lat, zmieniły się czasy, obyczaje - sztuka ulicy stała się w naszym kraju bardzo popularna, zespoły pojawiają się w wielu polskich miastach, jak grzyby po deszczu wyrosły festiwale uliczne: Malta w Poznaniu, Ulica w Krakowie, Sztuka Ulicy w Warszawie - to tylko kilka z wielkiej liczby festiwali ulicznych, które odbywają się latem w polskich miastach i miasteczkach. A Jelenia Góra? No cóż, też ma jeszcze swój festiwa -najstarszy w Polsce, jeden z najstarszych w Europie. Nie rozpisuje się już o nim ogólnopolska prasa, nie ma bezpośrednich relacji telewizyjnych, z rzadka pojawia się jakaś recenzja w pozaregionalnej gazecie albo na branżowym portalu internetowym.

I to wszystko. Dyskusje i polemiki dotyczące jeleniogórskiej imprezy toczą się głównie na portalach miejscowych mediów. Bywa, że anonimowe najczęściej komentarze nie zostawiają na organizatorach (także na władzach miasta) suchej nitki dowodząc, jak to festiwal i miasto zeszły na psy, a gdzieś tam w innych miejscach to to czy tamto,.. A w ogóle to lepiej zorganizować jakiś porządny koncert, a nie wydawać kasę na beznadziejne teatry. Śledząc te wpisy, można by sądzić, że miasto żyje teatrem. Nic bardziej mylnego: wystarczy odejść poza ciasny krąg widzów zebranych wokół miejsca prezentacji na Placu Ratuszowym, żeby się przekonać, że jednak życie pozafestiwalowe kwitnie: przy restauracyjnych stolikach goście rozmawiają, śmieją się głośno, bawią - rzec by można, że festiwalowe prezentacje w ogóle im nie przeszkadzają. Jak to więc jest z tym festiwalem - warto go organizować czy dać sobie spokój, bo sympatyków ubywa...?»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego