powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Ktoś inny mógłby napisać mój pamiętnik

Najnowszy spektakl Teatru Wybrzeże w Gdańsku - prapremiera tekstu "Mary Page Marlowe" Tracy'ego Lettsa w reżyserii Adama Orzechowskiego - to popis aktorek tego teatru. To z pozoru banalna historia księgowej z Ohio, żony i matki, której życie nie jest naznaczone spektakularnymi wydarzeniami - pisze Wiktoria Formella z Nowej Siły Krytycznej.

Zmienia pracę, przeprowadza się, nie potrafi porozumieć się ze zbuntowaną nastoletnią córką, nie radzi sobie z moczącym się synem, a odpowiednim mężem okazuje się być dopiero ten trzeci. Nie tak miało wyglądać jej życie - jako nastolatka marzyła o podróżach do Paryża (a nie do Kentucky) oraz pełnej niezależności. Jest to więc typowa historia o niespełnionych młodzieńczych marzeniach, które zostały brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość.

Biografię jakich wiele przedstawiono w formie eksperymentu narracyjnego opartego o grę tożsamościową. To świat, który nie jest oparty na logice czasu i chronologii - jego konstrukcja podyktowana jest przez przypadkowość, emocje i impuls. Oglądamy strzępy z różnych okresów życia tytułowej bohaterki, w każdym obsadzono inną aktorkę. Kluczowa dla interpretacji jest scena z Mary Page graną przez Marię Mielnikow-Krawczyk: bohaterka woła męża, aby razem obejrzeć kolejny odcinek serialu "Dr House". Andy, będący w innej części domu, instruuje żonę, jak ma zatrzymać emisję, bowiem chce wieczorem razem z nią oddać się tej rozrywce. Mimo tłumaczeń męża, Mary nie wie jak ma to zrobić, kapituluje. Nie może zrozumieć, jak można przyspieszyć coś, co nie zostało jeszcze pokazane. Andy wyjaśnia, że może dowolnie manipulować nagraniem, lecz jedynie do momentu, który został już wyemitowany.

Podobnie jest ze wspomnieniami sześćdziesięciodziewięcioletniej Mary Page, która - będąc u progu śmierci - przywołuje epizody z życia, nie kierując się chronologią. Opowieść toczy się tak jakby bohaterka przeglądała zdjęcia złożone w pudełku, a nie skrupulatnie uporządkowane w albumie. Nie dziwi więc, że w jednej scenie Mary ma dziewiętnaście lat, w kolejnej czterdzieści cztery, a w następnej wraca do wieku nastoletniego. Pojawiają się wspomnienia ważne, kluczowe dla życia rodziny, ale także zupełnie trywialne i przyziemne, jak wieczorny relaks przed telewizorem i przekomarzanie się z mężem na temat profesji House'a.

Spektakl jest przejmujący dzięki obsadzie - zwłaszcza żeńskiej części, która mierzy się z tytułową rolą. Trudne zadanie przypadło Marzenie Nieczui Urbańskiej, najstarszej Mary Page, która przez cały czas przebywa na scenie i ma ograniczone możliwości ekspresji. Siedzi przy stole, przekłada karty i tylko podczas jednej sceny zabiera głos. Ogląda różne wersje siebie z przyszłości - niektóre obrazy wzbudzają w niej duży dystans, jakby były nierozpoznawalne i nie mogła zrozumieć, dlaczego dokonała takich wyborów. Inne natomiast wywołują jej politowanie czy wyrozumiałość. Debiutująca w Wybrzeżu Magdalena Gorzelańczyk świetnie wciela się w zbyt ekspresyjną, zbuntowaną dziewiętnastolatkę. Katarzyna Z. Michalska udowadnia, że Mary to także kobieta, która potrafi przejąć kontrolę - jest wyzwolona, wdaje się w pozamałżeński romans. Postać w interpretacji Moniki Chomickiej-Szymaniak jest matką, której trudno znaleźć nić porozumienia z nastoletnią Wendy czy zapanować nad problemami Louisa; wprost stwierdza, że nie obchodzi jej zdanie dzieci. Jest to widoczne tym bardziej, że aktorka w innej scenie wciela się w postać Pielęgniarki, która z czułością opowiada o licznej rodzinie. Mary Page w wykonaniu Ewy Jendrzejewskiej zupełnie nie może poradzić sobie z ciążącym nad nią wyrokiem, natomiast postać w interpretacji Katarzyny Kaźmierczak konkluduje, że nie potrafi być sobą. Maria Mielnikow-Krawczyk przedstawia Mary Page jako stateczną sześćdziesięciotrzylatkę, która porzuciła ekscesy na rzecz nudnych rytuałów, jednak w nich również próbuje odnaleźć pewien urok. Odtwórczyniom postaci tytułowej udanie partnerują aktorzy Teatru Wybrzeże, wcielający się w role jej partnerów.

Scenografia Magdaleny Gajewskiej tworzy klaustrofobiczną przestrzeń, ograniczoną z trzech stron ścianami, w której zawarto cztery pomieszczenia (sypialnię, salon, kuchnię i łazienkę)- symbolizowane przez podstawowe elementy wyposażenia, ozdobione tym samym staroświeckim wzorem - spłowiałym pąkiem kwiatów. Motyw ten znajduje się zarówno na pościeli, kanapie w salonie, zasłonie w kabinie prysznicowej czy ceracie i obciach krzeseł. Ten pomysł z jednej strony pogłębia uczucie przytłoczenia, ale z drugiej jest ciekawym, bo przewrotnym tropem - jakby wszystko pochodziło z jednego kompletu.

Powierzenie roli Mary Page dziewięciu aktorkom w różnym wieku i o zróżnicowanej urodzie, które prezentują jej życie na przełomie siedemdziesięciu lat, staje się symboliczne. Można interpretować to tak, jakby życie każdego człowieka było tworzone przez kilka zupełnie różnych osób, co zostało stwierdzone zresztą przez samą bohaterkę podczas sesji u psychoterapeutki: "Nie jestem osobą, którą jestem". Mimo to, suma doświadczeń tych różnych osób tworzy spójną całość - w epizodach powraca temat zagubienia i bezradności bohaterki.

Historia życia zwykłej kobiety przedstawiona w niespektakularnej formie ma jedną efektowną scenę, w której występuje dwunastoletnia Mary Page. Dziewczynka została ucharakteryzowana na Maddie Ziegler z teledysku do piosenki "Chandelier" Sia. Zuzanna Tynda świetnie odtwarza choreografię Wiolety Fiuk, zbliżoną do tej, którą znamy z klipu. Scenę pomysłowo włączono do historii jako próbę przed występem w szkolnym konkursie. Trudno uznać wykorzystanie akurat tej piosenki za przypadkowe, jej tekst ("One, two, three / One, two, three, drink / Throw 'em back, till I lose count") wydaje się być znaczący. Początkowo wręcz można się zastanawiać czy bohaterką tej sceny jest młoda Mary Page czy jej córka, która na złość matce wybrała właśnie tak sugestywny - traktujący o uzależnieniu od alkoholu - tekst. Okazuje się jednak, że oglądamy tytułową postać, a być może przypadkowy wybór piosenki o problemie z nałogiem jest przepowiednią jej życia.

Na szczęście "Mary Page Marlowe" nie stanowi studium alkoholiczki. Używka towarzyszy bohaterce w większości scen, jednak nie zdecydowano się na toporne rozwiązania, obecne w światowej prapremierze przygotowanej w 2016 roku w Steppenwolf Theatre Company z Chicago, w której Mary Page ma posiniaczoną twarz i złamaną rękę. W interpretacji gdańskich aktorek to postać, która świetnie się maskuje, ciągle kogoś gra, więc z pewnością zatuszowałaby ewentualne ślady nałogu. Widać to szczególnie w kreacji Sylwii Góry-Weber, do której należy finał. Czterdziestoczteroletnia kobieta dowiaduje się, że zaginął jej syn - wie, że Louise jest nadpobudliwy, bierze leki i ćpa, więc mogło wydarzyć się najgorsze. Mimo to zachowuje pozory spokoju, wmawia sobie, że nic się nie wydarzyło, a jej przerażenie obrazuje opróżniana butelka.

Spektaklu nie trzeba odczytywać jako historii osadzonej w konkretnym czasie i miejscu. Mimo że padają nazwy realnych miejsc (w wyliczance Louisa) bądź odniesienia do współczesności (piosenka "Chandelier" Sia), można go interpretować jako uniwersalną historię. Główna bohaterka wręcz stwierdza: "Ktoś inny mógłby napisać mój pamiętnik". Mówi to nie tylko dlatego, że jej życie jest banalne, ale również dlatego, że nie sposób nie utożsamiać się z którąś z zaproponowanych wersji Mary Page. Opowieść staje się rodzajem współczesnego moralitetu.

Przedstawienie zaskakuje tym bardziej, że trudno odnaleźć w nim prosty przekaz i odpowiedź, dlaczego Adam Orzechowski (wraz z grupą realizatorów zdominowaną przez mężczyzn: muzyka - Marcin Nenko, dramaturg - Radosław Paczocha i autor video - Marek Zygmunt) wziął na warsztat właśnie ten tekst - w końcu to kobieca perspektywa, los anonimowej, zwykłej osoby. To także spektakl grający z naszymi przyzwyczajeniami w odbieraniu fikcji, z poszukiwaniem w niej gotowych odpowiedzi zamiast pytań. Jest jak życie - u jego progu, choć tego oczekujemy, nie otrzymujmy prostej puenty.

***

Tracy Letts

"Mary Page Marlowe"

przekład: Małgorzata Semil

dramaturgia: Radosław Paczocha

prapremiera: 14 lipca 2017, Teatr Wybrzeże w Gdańsku, Duża Scena

reżyseria: Adam Orzechowski

występują: Monika Chomicka-Szymaniak, Magdalena Gorzelańczyk, Sylwia Góra-Weber, Ewa Jendrzejewska, Katarzyna Kaźmierczak, Katarzyna Z. Michalska, Maria Mielnikow-Krawczyk, Marzena Nieczuja Urbańska, Zuzanna Tynda, Bartosz Dwojakowski, Mirosław Krawczyk, Grzegorz Otrębski, Krzysztof Matuszewski, Marek Tynda

***

Wiktoria Formella - absolwentka teatrologii o specjalności dramaturgiczno-krytycznej na Uniwersytecie Gdańskim.