powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Klasa dojrzałej damy

Publiczność wypełniająca widownię opery na Targu Węglowym po brzegi inscenizacją "Cyganerii" Giacomo Pucciniego nie mogła poczuć się rozczarowana. Najdłużej grany w tej samej inscenizacji spektakl The Metropolitan Opera to klasyka opery na bardzo dobrym poziomie. Oprócz frekwencji dopisała też pogoda - pisze Łukasz Rudziński w portalu Trójmiasto.pl.

Jeszcze raz okazało się, że frekwencja na imprezach plenerowych zależy od pogody. Wprawdzie wieczorem przed projekcją "Cyganerii" zapowiadano przelotne opady deszczu, te jednak do centrum Gdańska nie dotarły. W tej sytuacji projekcja opery na Targu Węglowym przyciągnęła tłum chętnych na obejrzenie i wysłuchanie opery poświęconej wzruszającej i trudnej miłości Mim i Rodolfa oraz relacji Musetty i Marcella, przez Jerzego Snakowskiego - prowadzącego wieczór wspólnie z Katarzyną Hołysz - zwaną "historią o tym, jak nie zamarznąć w zimie".

W istocie rzecz dotyczy XIX-wiecznego Paryża, gdzie bohaterowie "Cyganerii", należący do miejscowej bohemy artystycznej, wegetują usiłując przetrwać zimę. Poeta Rodolfo dla odrobiny ciepła poświęca własny, niewydany dramat. Po chwili jednak zrobi mu się gorąco, gdy do drzwi mieszkania jego i jego biednych kolegów artystów-współtowarzyszy niedoli zapuka śliczna nieznajoma, mieszkająca tuż obok hafciarka Mim. Podręcznikowa wręcz miłość od pierwszego wejrzenia przynosi zakochanym odrobinę szczęścia i wiele zgryzot.

Rodolfo jest chorobliwie zazdrosny o swoją ukochaną, a przy tym nie ma środków, by walczyć z jej gruźlicą. Uznaje więc, że lepiej będzie porzucić chorą dziewczynę, by ta znalazła zabezpieczenie finansowe w osobie możnego sponsora i stała się czyjąś utrzymanką. Druga para na oczach widzów II aktu wraca do siebie po burzliwym rozstaniu. Uwodzicielska Musetta stara się z powodzeniem ponownie zawrócić w głowie Marcellowi. Ten związek również nie przetrwa próby czasu.

Inscenizacja The Metropolitan Opera jest fenomenem. Powstała w 1981 roku i od tego czasu niemal co roku jest odświeżana przez kolejny zespół realizatorów, z którymi pracują uznani reżyserzy i dyrygenci. Wersja podziwiana w sobotni wieczór na Targu Węglowym powstała w 2014 roku. Reżyser Franco Zeffirelli nie wprowadza rzecz jasna żadnej rewolucji - jego rola sprowadza się raczej do odświeżenia spektaklu i poprowadzenia solistów. Nagranie, które poznaliśmy na Targu Węglowym, pochodzi z 5 kwietnia 2014 roku, kiedy to przeprowadzono z The Metropolitan Opera bezpośrednią transmisję "Cyganerii" na cały świat. Towarzyszyły temu niecodzienne okoliczności.

Dzień przed planowaną transmisją wybitna łotewska sopranistka Kristine Opolais śpiewała w Metropolitan Opera kluczową partię Cio-Cio-San w "Madame Butterfly" Pucciniego. Partię Mim wykonać miała Hei-Kyung Hong, która jednak zachorowała na grypę. Zorganizowano nagłe zastępstwo, angażując w trybie awaryjnym Opolais. Ta, śpiewając już wcześniej partię Mim w innym teatrze, zgodziła się uratować transmisję i przygotować do występu w kilka godzin. I uczyniła to z doskonałym skutkiem.

Spektakl Metropolitan Opera oparty jest na bogatej, pełnej przepychu scenografii (szczególnie w II akcie, podczas wizyty w klubie Momus) i świetnych głosach w czołowych partiach. Najjaśniej błyszczy tu właśnie Kristine Opolais, obdarzona ciepłą, głęboką barwą o bardzo przyjemnym brzmieniu. Jej Mim ma doskonałe towarzystwo w osobie Rodolfa w wykonaniu włoskiego tenora Vittoria Grigolo - perfekcyjnego w każdym dźwięku. Oboje z najlepszej strony "przedstawiają się" w pierwszym akcie ariami "Che gelida manina" (Rodolfo) i "S, mi chiamano Mim" (Mim), by zaraz przekonać, że w duecie również brzmią doskonale ("O soave fanciulla").

Wokalnie nie ustępują im baryton Massimo Cavalletti, grający Marcella oraz Susanna Phillips, czyli sceniczna Musetta. Ta ostatnia jednak od pozostałej trójki gorzej wypada aktorsko. Oczywiście nie byłoby sukcesu The Metropolitan Opera, gdyby nie zawsze prezentująca bardzo wysoki poziom Orkiestra pod batutą Stefano Renzaniego oraz bardzo dobre zespoły Chóru i Chóru Dziecięcego nowojorskiej opery.

Wielu widzów, pomimo dokuczliwego chłodu pod koniec projekcji, wytrwało do końca. Nic dziwnego, bo spektakl w tej statecznej, dojrzałej inscenizacji zawiera wszystko, co potrzebne do operowego sukcesu spod znaku The Metropolitan Opera - głośne nazwiska solistów, świetne głosy i rozmach inscenizacyjny. Pozostaje - podobnie jak Jerzy Snakowski - mieć nadzieję, że za rok znowu publiczność zgromadzona na Targu Węglowym obejrzy kolejne wielkie dzieło operowe "pod chmurką".