powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Wielki człowiek do małych interesów, czyli w Gdańsku i gdzie indziej

Do pewnego teatru w Warszawie przyszedł razu jednego sam premier. Usiadł sobie z żoną w trzecim rzędzie i siedział czekając, aż się rozpocznie przedstawienie - pisał Erwin Axer w "Listach ze sceny".

W chwilę później zjawił się w teatrze zupełnie zwyczajny obywatel, który również zakupił bilet na ten wieczór. Obywatel spojrzawszy na ów bilet stwierdził ze zdziwieniem, że jego miejsca w trzecim rzędzie zajęte są przez premiera, którego nie trudno poznać chociażby po charakterystycznym uczesaniu. Niewiele się namyślając, podszedł do dygnitarza i po chwili omyłka była wyjaśniona. Premier usiadł w czwartym, zwykły obywatel w trzecim rzędzie i przedstawienie się rozpoczęło.

Nieco inaczej mają się sprawy na przykład w Gdańsku. Pojechałem niedawno na wybrzeże jako delegat SPATiFu. Opowiadam dyrektorowi tamtejszego teatru o moich kłopotach, a on mnie o swoich. Kłopoty nie stają się przez to mniejsze, ale łatwiej je znosić. On nie ma transportu i jeszcze czegoś, ja mieszkań i czegoś tam jeszcze, obaj nie mamy pieniędzy. Do starych kłopotów zdążyliśmy się już przystosować. Tym bardziej obawiamy się nowych. Rozmowa zeszła na tak zwaną "decentralizację". Pytam o współżycie teatru z lokalnymi władzami. Dyrektor pokazuje mi list. Oto on:

Prezydium

Miejskiej Rady Narodowej

w Gdańsku

Gdańsk, dnia 26.4.1956 r.

Dyrekcja i Zespół Państwowego Teatru "Wybrzeże" na ręce Dyrektora Ob. Biliczaka w Gdańsku

W załączeniu zwracam zaproszenie na premierę komedii Aleksandra Fredry "Wielki człowiek do małych interesów", ponieważ z zaproszenia tego postanowiłem nie skorzystać, ze względu na to, że w skład Prezydium jako kolegialnego organu władzy wchodzą poza Przewodniczącym trzej Zastępcy i Sekretarz, którzy od chwili zmiany Dyrekcji Teatru w zaproszeniach są pomijani.

Równocześnie zwracam uwagę, iż przesłanie Przewodniczącemu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej jako reprezentantowi władzy państwowej na terenie miasta karty wstępu na jedno z pośledniejszych miejsc dowodzi braku taktu ze strony Dyrekcji i zachowania najprostszych form grzecznościowych.

Za Prezydium Rady Narodowej

Julian Cybulski

Przewodniczący Prezydium

Sprawa jest jasna. Niepoślednia władza gdańska nie może siedzieć w trzecim, musi siedzieć w pierwszym rzędzie. Trzeci jest dla jakiegoś pośledniejszego obywatela. Może profesora Politechniki Gdańskiej lub robotnika portowego. Ostatecznie usiadłby tam premier, gdyby przyjechał na Wybrzeże. Przedstawicielowi władzy państwowej na terenie Trójmiasta stanowczo nie wypada. Władza Trójmiasta powinna siedzieć po prostu na scenie. Jak arystokracja w czasach Szekspira. I żeby uniknąć podejrzeń o kult jednostki, całe MRN razem. Kolegialny przewodniczący, z kolegialnym sekretarzem i wszyscy kolegialni radni - ulubieńcy ludu. Jakże chciałbym przyjść na takie przedstawienie i puścić w ruch obrotówkę... Wierzę w powodzenie tej sztuki.

A może byłaby to z mojej strony nieostrożność? Przecież ten przewodniczący rady narodowej i jego kolegialni zastępcy - którzy obowiązkowo mają być zapraszani do teatru (płatne bilety są dobre dla zwyczajnych obywatelki, którzy i tak nie wiedzą, co począć z pieniędzmi) - to przyszli władcy scen, panowie naszego życia i naszej śmierci w bliskiej już dobie decentralizacji. Czy nie należałoby się dobrze zastanowić nad skokiem w nieznane? Czy taki liścik pozornie zabawny nie jest przypadkiem poważnym ostrzeżeniem dla umiejących czytać? Centralny Zarządzie Teatrów! Kroczący ku demokracji SPATiFie! W czyje ręce nas oddajecie?

sierpień 1956

***

Erwin Axer, "Listy ze sceny. Seria druga", Czytelnik, Warszawa 1957, s. 133-135.