powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Jak niebo i ziemia

Zajmując miejsca w Teatrze Collegium Nobilium czujemy na sobie wzrok bohaterów "Farmy". Bardzo intensywnie przyglądają się przybyłym, z dużą dozą zdziwienia i nieufności. Mimowolnie nasuwa się myśl, iż widzowie wtargnęli na nie swój teren, stanowią zagrożenie dla postaci - o "Farmie" w reż. Paolo Alessandriego z Akademii Teatralnej "Sofia Amendolea"w Rzymie, "Hohohoho" w reż. Guusa Diepenmaata z Uniwersytet Erazma w Brukseli, Królewskiego Instytutu Teatru, Filmu i Sztuk Audiowizualnych oraz "Houellebecq!" w reż. Andersa Carllsona z Akademii Teatralnej Uniwersytetu Sztuk w Helsinkach podczas IX Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych ITSelF w Warszawie pisze Katarzyna Bekielewska z Nowej Siły Krytycznej.

Na tyczkach używanych w rolnictwie, ustawionych w półkolu na scenie, umieszczono maski zwierząt. Tym obrazem zostajemy wprowadzeni w trudną historię zwierząt ciemiężonych na farmie przez starego MacDonalda - pijącego na umór tyrana, nie dbającego o gospodarstwo, sprawdzającego stan trzody zupełnie tak jak w ciężkich obozach pracy. Zwierzęta mają dość takiego traktowania. Zbierają się na obradach, by ustalić plan buntu, który ma doprowadzić do pozbycia się oprawcy i godnego życia na własnych warunkach. Najgoręcej przemawiają świnie, szczególnie dwie wyróżniają się śmiałym podejściem do zamachu, rozumem, do tego podpierają się słowami zmarłego ojca, knura Majora.

Spektakl Paolo Alessandri jest adaptacją "Folwarku zwierzęcego" Georga Orwella. Reżyser nie skupia się na antytotalitarnym znaczeniu powieści w jej historycznym kontekście. Buduje sytuację, w której równość istot wobec siebie zaciera się, a jednostki o silniejszym charakterze, z cechami przywódczymi, pyszne, rozbijają wspólnotę. Alessandri pozostaje przy bohaterach-świniach, pokazując je jako zwierzęta podstępne, nieszczere, zapatrzone w siebie, pożerające wszystko, co podsunie się im pod nos, zachłanne przy jedzeniu, generujące brud i smród. Rozumiemy, oczywiście, że ludzie nie różnią się od zwierząt, tyle że w n szym przypadku chodzi o brud duchowy. Testem na człowieczeństwo jest respektowanie nie tylko własnych pomysłów i potrzeb, ale także innych osób.

Przywódczynie świń w rzymskim przedstawieniu mają wymowne imiona - Kleopatra i Śnieżka. Pierwsza bohaterka to królowa władająca narodem twardą ręką, ale mądrze. Farmerska świnia o tym imieniu jest samozwańczą królową, stała się nią po odsunięciu od władzy MacDonalda. Baśniowa Śnieżka to postać pełna pokory, mieszkająca z krasnoludkami i troszcząca się o nich. Śnieżka-świnia dba o dobro zwierzęcej społeczności, popycha ku zmianom na lepsze, kieruje się szlachetnymi pobudkami, za co spotyka ją kara. Pada ofiarą kłamstwa, w wyniku fałszywych oskarżeń traci życie. Czy jej siostra czuje z tego powodu żal? Raczej nie, mianuje siebie zwierzchnikiem gospodarstwa. Od tego momentu folwarczna społeczność pracuje jeszcze ciężej. Moment, w którym aktorzy znów wkładają maski, to informacja, że rewolucjonistki wracają do początku historii, nie zostały spełnione podstawowe założenia buntu. Trójetapowy system zmian zaprowadził świnie do początkowej fazy walki o wolność.

Spektakl jest bardzo dynamiczny, nie brakuje śpiewu zagrzewającego do walki, wojowniczego tańca. To niemal musical. Dziecięca piosenki "Old MacDonald Had A Farm" początkowo bawi (jak samo wykorzystanie nazwiska jej bohatera), po chwili dociera jednak tragiczny wymiar kontekstu w jakim została umieszczona - tu nic nie jest dziecinne. Studenci rzymskiej szkoły dali popis zespołowej gry. Szczególnie partie, które wymagały synchronizacji ruchów i głosów wypadły bardzo profesjonalnie.

Kolejne dwa spektakle zaprezentowane piątego dnia festiwalu bardzo mnie zawiodły. Odbiegały od pierwszego zarówno pod względem wykonania jaki treści. Belgijski "Hohohoho" zaczyna się od tego, że na scenie widzimy czworo aktorów stojących w jednym rzędzie, z których jeden trzyma duży pręt. Przez cały czas, z małymi przerwami, trwa niczym niezmącona cisza. Oczekujemy akcji, rozwinięcia sytuacji, a nie dostajemy niczego. Przedstawienie jest niedoprecyzowane, widzimy nieprzerwaną improwizację. Na znak dzwonka aktorzy odrywają się od "zajęć" i wykonują za każdym razem inne działania. Tylko ich początek jest ten sam - krzyki "żołnierzy". Wieje nudą i to nie taką, którą próbowali zagrać aktorzy. Jedyną rozrywką były nieliczne śmieszne sytuacje, aczkolwiek pozbawione sensu: miny, dźwięki, ruchy ciała. Treść pozostała dla mnie (i wielu innych osób, które nie dotrwały do połowy spektaklu) niezrozumiała.

W opisie spektaklu czytamy: "W opuszczonej Europie pozostały tylko granice. Jednej z nich pilnuje czterech strażników - ale czego tak naprawdę pilnują? Trenują na wypadek ewentualnej konfrontacji, która jednak nigdy nie nadejdzie. A co się robi, jeśli nie ma się wroga? Wymyśla się go". W przedstawieniu nie ma żadnych znamion wymyślonego wroga. Bohaterowie krążą po scenie i wchodzą w niezrozumiałe interakcje. Przykładem jest moment przypominający naukę tańca, następuje po nim oderwanie się od siebie aktorów i ponowne bezsensowne chodzenie po scenie. Czytamy też, iż inspiracją twórców było niespodziewane pojawienie się wielu żołnierzy na ulicach Brukseli w listopadzie 2015 roku. Trudno to wyłuskać z tego, co oglądamy i zinterpretować tak, jak to czytamy w opisie: "Twórcy [...] wygłaszają pochwałę radości i wyobraźni, z drugiej mówią wprost o tym, że Europa chyli się ku upadkowi, a my po prostu na to patrzymy, nic nie robiąc". Nie pokazano żadnych symptomów upadku Starego Kontynentu, za to nic nierobienie jest bardzo widoczne i to w nieoczekiwanym kontekście.

"Houellebecq!" (na zdjęciu) zadziwia dojrzałym wiekiem studentów. To doktoranci Akademii Teatralnej Uniwersytetu Sztuk w Helsinkach. Scenariusz powstał na podstawie twórczości Michela Houellebecqa i odnosi się do jego analizy społecznych postaw w dobie hegemonii kapitalizmu. Połączenie tematu nieudolności seksualnej zachodnich Europejczyków z seksturystyką w Tajlandii sprawia wrażenie, że dziwne zachowanie postaci - wsypywanie piasku, lub innych materiałów do misek, uderzanie w naczynia łyżkami czy innymi przedmiotami znajdującymi się w zasięgu ręki - służy tylko odwróceniu uwagi widzów od dziwnych rozwiązań scenicznych. Choćby zamiana ról: to że mężczyzna gra kobietę i na odwrót, dałoby się obronić, gdyby decyzja ta miała osadzenie w treści. Tymczasem wszystkie elementy przedstawienia odklejają się od siebie a neurotyczne tańce zaczynają irytować.

Odnosi się wrażenie, że aktorzy zwyczajnie pajacują, ich ruchy nie znajdują oparcia w słowach, jakby poruszali się w bardzo niespokojnym, ale powolnym śnie, we własnych niejasnych fantazjach i urojeniach.

***

IX Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych ITSelF w Warszawie, 30 VI - 6 VII 2017, nurt konkursowy

"Farma"

na podstawie powieści George'a Orwella "Folwark zwierzęcy"

reżyseria: Paolo Alessandri

Akademia Teatralna "Sofia Amendolea"w Rzymie, premiera 11 V 2016

występują: Sophia Angelozzi, Ilaria Arcangeli, Alessandra Barbonetti, Selena Bellussi, Lucrezia Coletti, Daniele Flamini, Linda Lauretta, Gabriele Namio, Eleonora La Pegna, Sara Roscetti, Stefano Bramini

"Hohohoho"

scenariusz i reżyseria: Guus Diepenmaat

Uniwersytet Erazma w Brukseli, Królewski Instytut Teatru, Filmu i Sztuk Audiowizualnych, premiera 8 VI 2016

występują: Loes Carrette, Mira Helmer, Alexander Iwanov, Benjamin Mouchette

"Houellebecq!"

Ilja Lehtinen i Anders Carlsson na podstawie twórczości Michela Houellebecqa

reżyseria: Anders Carllson

Akademia Teatralna Uniwersytetu Sztuk w Helsinkach, premiera 2 XII 2016

występują: Wilhelm Enckell, Kristofer Gummerus, Tuuli Heinonen, Sannah Nedergrd

***

Katarzyna Bekielewska - studentka V roku polonistyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, studiuje specjalizację edytorską i teatrologiczną.