powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Człowiek człowiekowi wilkiem

Peruwiańskie "Psy" odnoszą się nie tylko do zmysłowości Indian, ale także ich duchowości, otwartej i na katolicyzm, i na pogaństwo. Spektaklem, którym głęboko wchodzi w międzyludzkie problemy i namiętności jest "Pelikan. Zabawa z ogniem" w reżyserii Jana Englerta z Akademii Teatralnej w Warszawie. Piąty dzień festiwalu zakończyła "Wojna" w reżyserii Malcolma Tulipa z Uniwersytetu Michigan - o spektaklach IX Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych ITSelF w Warszawie pisze Katarzyna Bekielewska z Nowej Siły Krytycznej.

Siedząc w pierwszym rzędzie Teatru Collegium Nobilium i czekając na występ studentów Państwowej Wyższej Szkoły Sztuki Dramatycznej w Limie, od razu dało się poczuć klimat ich spektaklu - dosłownie. Zawieszone na scenie sznury czosnku, aromaty różnych przypraw oraz suszonych i świeżych kwiatów - wszystko to pobudzało zmysły widza, który widząc i czując taką scenografię, mógł wyobrażać sobie to, co zobaczy. Peruwiańskie "Psy"(na zdjęciu) odnoszą się nie tylko do zmysłowości Indian, ale także ich duchowości, otwartej i na katolicyzm, i na pogaństwo.

W małej, wiejskiej chacie mieszka matka z córką, przygotowują się do uczczenia dnia św. Michała. Starsza kobieta gromadzi produkty własnego wyrobu na sprzedaż, aby według zwyczaju przyszły rok obfitował w urodzaj. Wyjście do kościoła w dzień św. Michała wiąże się również z "łapaniem szczęśliwego dnia" i niekoniecznie jest to dzień związany z tym świętem. Ursula, młodsza bohaterka, trzymając w ręku święty obrazek mówi, że będzie łapać któryś dzień października. Może podczas uroczystości dostaje się kartki z wizerunkami świętych? A może składa się modły na konkretne dni? Tego możemy się tylko domyślać.

Spektakl nabiera magicznego wymiaru nie tylko przez ludowe wierzenia. W chwilach zapadania ciemności, z różnych zakątków sceny wyskakują postaci pomalowane ciemną farbą, o kruczoczarnych włosach, zwinnych kocich ruchach, z obłędem w oczach. Biegają i skaczą, ich wściekłe, dzikie ruchy mogą budzić niepokój, a nawet strach. Dziwadła zapowiadają nieszczęście, według podań krążą po świecie, aby dusze ludzkie sprowadzić na złą drogę. Są z pogranicza jawy i snu, pojawiają się, gdy bohaterowie zostają ze swoimi przemyśleniami, lękami. Kąsają bohaterów "od środka", sieją zamęt i strach. Tytułowe "psy" mogą odnosić się właśnie do nich, do ich zwierzęcego zachowania. Innymi bohaterami z ludowej kultury mogą być zamaskowane postaci na szczudłach. Starają się być uzupełnieniem dzikich bestii, ale dramaturgicznie ich obecność wydaje się zbędna.

Ursula nie chce iść z matką do kościoła. Męczy ją prześladujący wzrok jednego ze starszych mieszkańców wioski. Dziewczyna czuje się zagrożona, matka zbywa ją twierdząc, że nic nie może jej się stać, jest jeszcze za młoda, aby mogła spodobać się tak dojrzałemu mężczyźnie. Z podobnymi obawami przychodzi do chaty kuzyn Ursuli. Opowiada, że słyszał o umowie między Borsukami (bandytami na zlecenie) a panem, który chce dzisiejszej nocy porwać dziewczynkę z domu. Postać kuzyna wnosi dodatkowe erotyczne napięcie, widać to wyraźnie w sposobie, z jakim obchodzi się z jej sukienką: tuli się do materiału, próbuje w nią wpełznąć, imituje ruchy kopulacyjne.

Nie spodziewamy się, że starsza kobieta skrywa straszną tajemnicę. Zabrana z domu siłą jako dziecko przez mężczyznę, którego nie kochała, została przez niego pozbawiona niewinności. Oddalona od domu, wiodła ciężki żywot, była jego własnością, zabawką, zdana na łaskę i niełaskę mężczyzny. Gdy opowiada swoją historię córce, Ursula zostaje niepostrzeżenie zabrana z domu. Spuszczone psy i tym razem nie zaszczekały, historia zatacza koło. Córka podziela los matki.

Dialogi są pełne ekspresji, aktorzy mówią podniesionym tonem, wyraźnie i z przekonaniem. Dynamiczne ruchy wypełniają historię dodatkowymi emocjami. Śpiewane modlitwy są dziękczynieniem i prośbą o lepsze czasy. Tworzą klimat pierwotnej ludowości. Bezbronność słabszych i biedniejszych wobec panów to temat "Psów". Jeśli ktoś chce wyrządzać krzywdę drugiemu, nic go przed tym nie powstrzyma - żadne modlitwy, zabobony. Ludzie kierują się rządzami jak zwierzęta, instynkty górują nad moralnością, a cierpieniem oprawcy nie zaprzątają sobie głowy.

Kolejnym spektaklem, którym głęboko wchodzi w międzyludzkie problemy i namiętności jest "Pelikan. Zabawa z ogniem" w reżyserii Jana Englerta z Akademii Teatralnej w Warszawie. Połączenie dwóch jednoaktówek Augusta Strindberga sprawiło, że mamy do czynienia z bardzo ciekawym studium natury ludzkiej. Widzimy dwie rodziny, w których zdrada jest tak oczywista jak następstwo pór roku. Na początku wydaje się, że zakazane uczucia między bohaterami (teściową a zięciem, czy kobietą a gościem pomieszkującym, tak jak ona z mężem, w domu teścia) są dobrze skrywane. W toku wydarzeń staje się jasne, że wszyscy wiedzą o sytuacji panującej w domu. Jeśli dodać do tego pieniądze, które zawsze są przyczyną sporów i motorem działania chciwych ludzi, mamy doskonałe tło do rozważań o człowieku.

W "Pelikanie" jednym z najbardziej przejmujących momentów jest scena, w której Fryderyk trzyma w objęciach siostrę. Gerda najprawdopodobniej umiera w wyniku zatrucia dymem z pożaru. Młodzi nie rozmawiali ze sobą szczerze od dawna, rodzice nie znosili się nawzajem, matka okradała dzieci. Patologiczna sytuacja nie mogła dobrze wpłynąć na rodzinę. Wyrzucanie sobie błędów, niesprawiedliwości nie sprzyjało zacieśnianiu więzów. Nie było na nie miejsca, co pokazuje sytuacja, gdy Fryderyk tuli się do znienawidzonej rodzicielki. Już wydaje się, że nadeszła chwila pojednania, jednak u Strindberga nie ma łatwych zakończeń. Chłopak zostaje odtrącony przez matkę, doznaje kolejnego upokorzenia.

Aktor grający Fryderyka (Kamil Studnicki) został bardzo dobrze obsadzony. Jest w nim coś, co pozwala nam wierzyć, że właśnie tak ma wyglądać chuderlawy bohater tej jednoaktówki. Nie można tego powiedzieć o Gerdzie. Postać ta rozmyła się. Jej obecność nie stała się niczym wyjątkowym, po prostu widzimy niezbędny element "Pelikana", rola nie został odpowiednio zaznaczona na scenie.

Poniżenie to słowo-mianownik tego przedstawienia. Bohaterowie uwikłani w namiętności i słabości nieustannie sprawdzają wytrzymałość innych. Badają jak daleko mogą posunąć się w działaniach, zadają sobie pytanie o własne położenie. Toczą niebezpieczną grę, igrają z ogniem, którym parzą się nieustannie, a mimo to dalej brną w sytuacje bez wyjścia.

Druga część jest o wiele bardziej dynamiczna. Bohaterowie pozwalają wybuchać emocjom. Krzyki, szarpaniny, zwroty akcji powodują, że z wypiekami na twarzy śledzimy rozwój wydarzeń. Aktorzy dozują emocje, nie możemy być pewni, czy wdanej chwili zobaczymy spokojnego, niemal zobojętniałego na wszystko pana domu, czy też rozgorączkowanego i rozkochanego w swych sprzecznościach syna. Bartosz Mikulak, grający Knuta, jest absolutnie rewelacyjny. Charakterystyczny i dokładny w kreowaniu roli. Jesteśmy pewni, że wszystko to, co Knut próbuje nam przekazać, jest autentyczne i bardzo przekonujące.

Taką jest też niewątpliwie historia miłości żony Knuta i Axela (Hubert Paszkiewicz), gościa zamieszkującego wraz z nim w posiadłości ojca. Kobieta (Lidia Pronobis) przyznaje, że go kocha, trzyma jednak uczucia na wodzy, podobnie jak mężczyzna. Knut lubi Axela, choć widząc go z żoną zaczyna czuć zazdrość. Dopiero wtedy budzi się w nim jakiekolwiek uczucie do kobiety. Chora sytuacja ciągnie się do chwili, w której kochankowie ujawniają uczucie. Kończy się to odejściem Axela. Początkowo chłodna i wyniosła bohaterka siedzi przy stole z mężem oraz teściami i dusi łzy. Jako jedyna jest przegrana w tej obłudnej rodzinie.

Piąty dzień festiwalu zakończyła "Wojna" w reżyserii Malcolma Tulipa z Uniwersytetu Michigan. Widzimy matkę i dwie córki. Kłócą się ze sobą, w rodzinie panuje chaos. Nie przelewa się im, na scenie tylko stołek, brudne materace i pudło, w którym trzymają najpotrzebniejsze rzeczy. Młodsza z dziewcząt pyta, jak wyglądała, gdy była mała, na co otrzymuje odpowiedź siostry, że odpychająco. Jesteśmy w czasach po wojnie (najprawdopodobniej II wojny światowej, ale sytuacja jest dość abstrakcyjna), atmosfera nie wpływa na sielankowe wspomnienia z przeszłości. Kobieta - głowa rodziny - z trudem walczy o przeżycie. W domu nie okazuje się uczyć, jedyne co można usłyszeć to odpyskiwanie i przedrzeźnianie. Gdy młodsza dziewczynka zagaja na temat ojca, czuć, że to kwestia niewygodna i bolesna. Matka ze starszą córką są przekonane, że mężczyzna zginął w czasie wojny, natomiast młodsza wierzy, że ujrzy jeszcze tatę. Jej marzenie spełnia się: w progu staje ojciec i mąż. Obdarty, okaleczony na ciele (utrata wzroku) i duszy. Jego obecność wprowadza jeszcze większy zamęt w życie kobiet, zasady panujące przed wybuchem wojny przestały obowiązywać, a mężczyzna nie jest tego świadom. Zastaje w domu nowe porządki, o których nie ma pojęcia. Żona związała się z jego bratem, mężowi mówi, że podobno nie żyje. Ukrywa przed nim prawdę, ale nie może to trwać wiecznie.

Spektakl pokazuje załamanie świata pod wpływem konfliktu zbrojnego. Unicestwieniu uległy obowiązujące normy, każdy żyje tak, aby przetrwać, nie ważne jakim sposobem to osiąga. Starsza z sióstr sprzedaje ciało, by zdobyć pieniądze dla rodziny; matka ceruje rzeczy nadające się tylko do wyrzucenia; najmłodsza dziewczynka jest w swej naiwności irytująca; a ojciec wracający z tułaczki staje się tyranem - nie ma współczucia dla najbliższych, jego słowa są pełne pogardy, a wygłaszanym przekonaniom brak logiki.

Przestrzeń życiowa bohaterów sztuki Larsa Noréna w przedstawieniu amerykańskich studentów ograniczona jest do białego kwadratu - sceny otoczonej rzędami krzeseł. Są zdani na łaskę i niełaskę własnych charakterów. Nie żyją w symbiozie. Ivan, obecny partner gospodyni, przejąwszy rolę ojca rodziny, przestaje nim być, względny ład zostaje zburzony. Każdy z aktorów starał się oddać skomplikowany charakter postaci, ale najciekawiej wypadli studenci grający małżonków. Ryan Rosenheim znalazł niebanalny sposób na zagranie ślepego, a Lila Hood umęczonej matki z początkami depresji, próbującej znaleźć wyjście z beznadziejnej sytuacji. Pozostałe aktorki były niejako tłem ich scen, uzupełniając historię, budziły w widzu raz irytację, raz współczucie, chociażby odmiennością postaw od zupełnego rozczarowania po łatwowierność.

***

IX Międzynarodowy Festiwal Szkół Teatralnych ITSelF w Warszawie, 30 VI - 6 VII 2017, nurt konkursowy

Elena Garro

"Psy"

reżyseria: Jorge Sarmiento Llamosas

Państwowa Wyższa Szkoła Sztuki Dramatycznej w Limie, premiera 1 VI 2015

występują: Fantasia Guevara, Marcia Romero, Joel Soria, Rocio Antero, Omar Cruz, Erick Otero

August Strindberg

"Pelikan. Zabawa z ogniem"

tłumaczenie: Zygmunt Łanowski

reżyseria: Jan Englert

Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, premiera 27 II 2017

występują: Joanna Balas, Dominika Kachlik, Michalina Łabacz, Lidia Pronobis, Ewa Prus, Maria Sobocińska, Mateusz Kmiecik, Filip Krupa, Bartosz Mikulak, Hubert Paszkiewicz, Kamil Studnicki, Hubert Zapiór

Lars Norén

"Wojna"

reżyseria: Malcolm Tulip

Uniwersytet Michigan, Wydział Dramatu i Teatru, premiera 18 XI 2016

występują: Lauren Balon, Zoey Bond,Lila Hood, Aaron Huey, Ryan Rosenheim

***

Katarzyna Bekielewska - studentka V roku polonistyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, studiuje specjalizację edytorską i teatrologiczną.