powiększwersja do drukupoleć znajomemu

W duchu Witkacego

"Opowieści spod stołu, czyli absurdalny świat Stasia Witkiewicza" w reż. Tomasza Kaczorowskiego w Teatrze Lalki "Tęcza" w Słupsku. Pisze Justyna Borkowska.

Reżyser Tomasz Kaczorowski i scenografka Agnieszka Wielewska - młodzi i zdolni artyści - pokazali, że nie zatrzasnęli drzwi do świata dzieciństwa, i że wciąż pamiętają wrażenia jakie daje spojrzenie z perspektywy dziecka.

Spektakl jest kierowany do odbiorcy powyżej 10. roku życia, jednak z pewnością niezapomnianych wrażeń dostarczy także dorosłym, nie tylko miłośnikom Witkacego, którzy już zapomnieli jak to było...

Spektakl, w duchu Witkacego, jest mistrzostwem formy! Już odsłonięcie kurtyny, niczym przełknięcie magicznego eliksiru, przenosi widza w świat dziecka - ciasny, zamknięty i skupiony na fragmencie zbyt szerokiej do ogarnięcia rzeczywistości. Scenografia od razu wymusza zmianę perspektywy spojrzenia. Scenę wypełniają olbrzymie nogi stołu i fragment zwisającego obrusu spod którego, do swojego świata fantazji, zaprasza jedynak - ośmioletni Staś Witkiewicz.

Wychodzący z ram spektaklu chłopiec staje się jawnym i świadomym reżyserem wydarzeń, które będą działy się na scenie. Chłopiec - reżyser dysponuje pełnym instrumentarium teatralnym: sceną, którą stanowi przestrzeń pod stołem, rekwizytami - maskami, kukiełkami, pacynkami ale również - aktorami, którymi chętnie zostają jego rodzice. Ma także kamerę, którą wszystko może nagrywać!

Dochodzące z oddali (z góry) odgłosy rozmawiających i spożywających kolację dorosłych, dostarczają siedzącemu pod stołem chłopcu inspiracji; są impulsem pobudzającym wyobraźnię dziecka. Dochodzące z oddali słowo "chmara" (świetnie zaakcentowane technikami reżyserii dźwięku) daje początek pierwszej inscenizacji - niesamowitej historii ("Karaluchy"), stworzonej przez wyobraźnię Stasia.

Na uwagę zasługuje kompozycja spektaklu - trochę szkatułkowa, nieco fragmentaryczna oraz odrzucenie konwencjonalnej formy aktor - scena - publiczność.

Spektakl jest mistrzowskim dopracowaniem zastosowanych form. Każdy z trzech prezentowanych dziecięcych dramatów Witkacego, jest wysmakowanym i inteligentnym połączeniem charakteru, artyzmu autora ze współczesną wiedzą o artyście.

Przemyślana, doskonale dobrana forma przedstawienia "Karaluchów", przy współgrającej z akcją i potęgującej wrażenia muzyce Miłosza Sienkiewicza, pogłębia stopień onirycznego zanurzenia w świat wydarzeń przedstawionych na scenie. Za pomocą rzutników i przeźroczy, poznajemy świat wyobraźni Kalunia, który łączy świat baśni z rzeczywistością realną.

Forma przedstawienia "Karaluchów" - za pomocą rzutnika - implikuje pojęcie projekcji, a dzięki starannemu dograniu aktorów i doskonale wykonanym przeźroczom (wykorzystującym późniejsze prace plastyczne Witkacego), poznajemy a nawet możemy zobaczyć, napisaną w 1893 roku fantastyczną historię o nadciągającej groźnej chmarze karaluchów i bohaterskiej postawie mieszkańców Królestwa, z psem Mopsem na czele.

Świat dziecięcych zabaw jest kruchy. Do bawiącego się pod stołem syna zaglądają czasem rodzice - troskliwa matka i oddany ojciec - przyjaciel, którzy przypominają o podziale: realne - nierzeczywiste, lecz jedyny (i od najmłodszych lat wyjątkowy) syn z łatwością wciąga rodziców do swojego świata - teatru wyobraźni.

Doskonałe, wykonane na podstawie zachowanych fotografii, kostiumy aktorów grających rodzinę Witkiewiczów, są jakby potwierdzeniem i uwiarygodnieniem tej fantastyczno-onirycznej wizji, jaką na deskach sceny i pośród niby niewidocznej widowni odgrywają aktorzy: Anna Rau, Maciej Gierłowski i Mateusz Krzyżewski.

Celowy chyba zamysł reżysera - wprowadzenie niczym podczas seansu hipnotycznego w świat wyobraźni dziecka, został zrealizowany a efekt osiągnięty.

Scenografia, kostiumy, muzyka i "chwyty formalne" (o których pisał dorosły już Witkacy - artysta, estetyk, twórca teorii Czystej Formy) przenoszą widza w inny wymiar (czas i miejsce) i narzucają przyjęcie zapomnianej już perspektywy "spod" przypominając, że najciekawsze i najbardziej tajemnicze jest zawsze to, co znajduje się pod spodem i jest często niezauważane.

Z innej perspektywy i zwielokrotnione - to zabiegi formalne, które charakteryzują późniejszą twórczość Witkacego, a które trafnie i w sposób dobitny zaakcentował reżyser.

Świat Stasia Witkiewicza, przedstawiony przez Tomasza Kaczorowskiego i Agnieszkę Wielewską w formie z jakiej Witkacy chyba byłby zadowolony, przenosi widza do czasów początku XX wieku i o wiele dalej - do świata legend, baśni i czarów.

Pogłębienie wiedzy wyjaśni, że postaci dramatu z juwenaliów Stanisława Ignacego, oprócz tych wywodzących się ze świata fantazji, są często alter ego osób rzeczywistych - członkowie jego rodziny i otoczenia. Dzięki czemu, dostajemy niepowtarzalną szansę spojrzenia na znane nam dziś z historii nazwiska, właśnie z perspektywy dziecka.

Świat Stasia Witkiewicza to kochający i troskliwi rodzice, to dom otwarty o tradycjach szlacheckich, to wybitne postacie życia społecznego - wpisane niemal w codzienność rodziny Witkiewiczów. Świat Stasia to świat będący kompilacją dziecięcej fantazji, wyobraźni, zasłyszanych historii i... przeczytanych dramatów Szekspira. To świat nietuzinkowy, niezwykle barwny, bogaty, fascynujący i inspirujący. A czy absurdalny? Chyba nie.

--

Justyna Borkowska

Akademia Pomorska w Słupsku