powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Duchy Starego Miasta

"Dziecię Starego Miasta" wg Ignacego Józefa Kraszewskiego w reż. Cezarego Studniaka w Teatrze WARSawy. Pisze Agnieszka Górnicka w Teatrze dla Was.

W powieści "Dziecię Starego Miasta" Józef Ignacy Kraszewski barwnie opisuje dzieje Warszawy w przededniu krwawego Powstania Styczniowego z 1863 roku. Jego socjologiczna przenikliwość połączona z poetyckim, pełnym finezji językiem, tworzą przejmujący portret miasta i jego mieszkańców, wrzuconych w wir Wielkiej Historii. Powstańców i kombatantów, generałów, studentów, bogobojnych katolików, matek i synów, młodych i starych.

Cezi Studniak, wykorzystując groteskową estetykę horroru, stworzył na scenie Teatru WARSawy niezwykle spójny, zaskakujący i wciągający koncert upiorów Starego Miasta - duchów niepogodzonych z tragicznym losem własnego narodu. Bohaterowie Kraszewskiego, zawieszeni pomiędzy młodzieńczymi ideałami a rozczarowaniem, które z czasem zastępuje nadzieję, rozprawiają o sensie patriotyzmu, o wierze i wierności. O bohaterstwie i lekkomyślności. O miłości i nienawiści do Polski.

Głównym bohaterem powieści jest młody Franek Plewa (Dawid Rafalski) - student Szkoły Sztuk Pięknych, patriota wierny ojczyźnie, zniewolonej przez rosyjskie imperium. Jego niezgoda na uległość i bierność wobec oprawców przejawia się uczestnictwem w licznych antyrosyjskich manifestacjach. Postawa buntu i sprzeciwu eskaluje w nim stopniowo, doprowadzając do jego tragicznej śmierci na Placu Zamkowym. Wierną towarzyszką codzienności Franka jest jego Matka - Stara Jędrzejowa (Jolanta Olszewska), przekupka, dewotka i bogobojna katoliczka, która wylewa łzy pod pomnikiem świętej Matki Boskiej. Błękitna figurka Mater Dolorosy (Małgorzata Różniatowska), znanej nam z praskich uliczek i kamienic, otoczona neonowymi lampkami, stanie się ironicznym komentatorem postaw i działań bohaterów, przypominając nieco warszawską, jarmarczną przekupkę.

Scena zaaranżowana na malarską pracownię młodego studenta przypomina wnętrze Muzeum Narodowego - a może raczej nieistniejące Muzeum Pamięci i Historii, malowane krwią powstańców walczących w Powstaniu Listopadowym, Styczniowym, Warszawskim, i wielu innych. Przyozdobione portretami władców i królów Polski, szlachciców, sarmatów, kontrreformatorów. Gdzieś spostrzec możemy słynne, surrealistyczne "Rozstrzelanie" Andrzeja Wróblewskiego, gdzieś przebija się równie znany "Autobus" Bronisława Wojciecha Linkego - wyraz pesymistycznej diagnozy stanu społeczeństwa polskiego i przegląd narodowych przywar.

Choć spektakl Studniaka uderza w patetyczne tony, poruszając temat odwiecznej walki i poświęcenia Polaków, niepozbawiony jest on gorzkiej i sarkastycznej refleksji podsumowującej naszą historię XIX i XX wieku. Przegrane powstania, zawiedzione nadzieje, "stosy trupków" i morze rozlanej krwi brukające spokojne i ciche uliczki Starego Miasta, walka o niepodległość, narodowe zrywy, przegrane rewolucje... "Dziecię Starego Miasta" to portret nie tyle Warszawy, ile obraz jej przegranej walki i upadku pod naporem dramatycznej Historii.

W tej krwawej aurze przebija się młodzieńcza radość Anny (Ewa Jakubowicz) i Franka - zakochanych nowożeńców, którzy pragną "ukraść chociaż godzinę ciężkiemu życiu". Młodzi, zwłaszcza Anna, żyją w świecie "różanych nadziei", który burzą słowa przestrogi i rozsądku starszych pokoleń.

Oddzielnym głosem staje się głos inteligenta (Marcin Januszkiewicz) kształcącego się na niemieckich uniwersytetach, dla którego dobra edukacja i zagraniczne standardy decydują nie tylko o stanie majątkowym i statusie społecznym, ale i o stanie umysłu, uwolnionym z martyrologicznej postawy lamentujących Warszawiaków.

Blisko "Dziecięciu Starego Miasta" do krzykliwej, ironicznej i kolażowej estetyki teatru Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego. Wprowadzenie songów wykonywanych na żywo, kłęby dymu, upiorni bohaterowie zawieszeni między życiem, a śmiercią, polityczno-społeczna tematyka spektaklu, prowokacyjne rozwiązania sceniczne, a przede wszystkim błyskotliwość, dowcip i wyczucie reżysera, scenografa i aktorów w efekcie tworzą niezwykle udaną i ciekawą adaptację zapomnianej powieści Kraszewskiego.

Nie sposób na końcu nie zwrócić uwagi na postać graną przez Małgorzatę Rożniatowską, która we wzruszającej pieśni wieńczącej spektakl, śpiewa smutnym, barowym głosem o miłości i nienawiści do Polski, o potrzebie przynależności i jednocześnie o chęci odrzucenia dramatycznej i krwawej historii, która jak bumerang powraca do każdego z nas. Teatr WARSawy ożywił Warszawską Mater Dolorosę, która strzeże malowniczych uliczek Starego Miasta. Z plastikowymi siatami u stóp, z neonowymi lampkami na baterię, z przepalonym głosem, ciętym komentarzem i smutnym wyrazem twarzy. Jest w niej więcej prawdy i szczerości, niż w niejednej kamiennej, nieruchomej figurze.

"Kto nie bywał na Starym Mieście w Warszawie, ten nie zna najpiękniejszej części naszej stolicy. Z labiryntu Starego Miasta przegląda jeszcze historia przeszłości, obyczaj, życie czasów niespokojnych walkami." Twórcy spektaklu w historię przeszłości tchnęli nowy oddech. Zrobili to w teatrze położonym w sercu warszawskiej Starówki.

***

Agnieszka Górnicka - absolwentka kulturoznawstwa na UKSW, recenzentka portalu TeatrDlaWas, pracuje w redakcji miesięcznika "Teatr"