powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Teatr wciąż potrafi zachwycać, czyli Teatralny Ty-Dzień Dziecka - część II

W szczecińskim Teatrze Lalek "Pleciuga" zakończył się właśnie Teatralny Ty-Dzień Dziecka, zainaugurowany 27 maja prapremierą tekstu jednej z najbardziej znanych autorek sztuk dla dzieci, Maliny Prześlugi - "Wodnej opowieści" w reżyserii Roberta Drobniucha - pisze Klaudia Kasperska z Nowej Siły Krytycznej.

Projekt był swego rodzaju interdyscyplinarnym festiwalem łączącym teatr, warsztaty edukacyjne i zabawę, skierowanym do najmłodszych szczeciniaków z okazji ich święta, które co prawda wypada 1 czerwca, ale jeśli świętować można dłużej, to... czemu nie. Tym bardziej, jeśli impreza jest międzynarodowa. Organizatorzy zaprosili instytucje z krajów basenu Morza Bałtyckiego - oglądać więc można było spektakle teatrów lalkarskich z Danii, Islandii, Szwecji, Finlandii, Norwegii. Niejeden festiwal by pozazdrościł! Ponadto każdy z małych widzów po przedstawieniu honorowany był balonem, a w holu wrzała produkcja waty cukrowej - najprawdziwsze święto dzieciaków, ale i przy okazji święto teatru lalkowego.

Szczeciński teatr (oferujący repertuar nie tylko dla dzieci) mógł zrealizować projekt dzięki dofinansowaniu z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu "Wydarzenia artystyczne dla dzieci i młodzieży". Z dobrą oceną i bardzo wysoką punktacją zajął siódme miejsce na trzydzieści jeden przyjętych projektów, spośród ponad trzystu złożonych. Dobrze wydano te pieniądze. Spektaklom towarzyszyły warsztaty plastyczne i spotkania edukacyjne dla dzieci i rodziców, których tematami były przyroda i kultura krajów skandynawskich. To świetny sposób na zorganizowanie rodzicom czasu, który spędzają z dzieckiem - tu nie chodziło o to, by rodzic przez chwilę miał "spokój"...

Co "Pleciuga" zaproponowała widzom podczas ostatnich dni projektu? Islandzka grupa Bibi og Blaka opowiedziała o tamtejszej (a jakże by inaczej) pogodzie poprzez... taniec współczesny. Ruch to nie tylko zdrowie - to również artystyczne medium rozwijające zupełnie inny rodzaj wrażliwości niż literatura czy plastyka. Aktorka, zwinnie manewrując ciałem pośród instalacji z parasolek i lampek choinkowych, tworzących scenografię, pomysłowo ogrywała walkę z wiatrem, gołoledzią czy mrozem, raz po raz wprawiając młodych widzów w osłupienie i wyrywając z ich ust pytania "jak ona to robi?".

Kolejną wspaniałą propozycją był tradycyjny lalkowy spektakl "Drzewo" [na zdjęciu] norweskiej grupy Kompanii13. Ujął moje serce zaskakującą sceną zjadania muchy przez pająka, która nieoczekiwanie zmieniła się we wspólne śpiewanie "Manam-manam", znane wszystkim z "Ulicy Sezamkowej". Najgłośniej śpiewali dorośli. I to nie ci, którzy stali na scenie.

Ostatni dzień projektu był dniem zachwytów. Najpierw Bernd Ogrodnik z islandzkiego Worlds of Puppets pokazał się w "Metamorfozach" w reżyserii Augusta Skuladottir. Przedstawienie składające się z kilku różnotematycznych etiud zauroczyło w równej mierze dzieci, co dorosłych, udowadniając, że teatr formy poruszać potrafi każdego, bez względu na wiek - i w tym tkwi jego piękno. Dzieci nie potrafiły powstrzymać okrzyków zdumienia, dorośli wzdychali z uznaniem, a kiedy przychodziła kolej na śmiech - zanosili się nim wszyscy tak samo. A zachwycać się było czym - nieprawdopodobne zdolności i warsztat Bernda Ogrodnika wyjaśnić mogę tylko magią, ponieważ teatrologiczny dyskurs akademicki nie zna stosownych ku temu pojęć. Jeśli ktoś kiedyś zapyta mnie o piękno teatru w czystej formie, odeślę go na Islandię i zagwarantuję przeżycia, które przywrócą być może utraconą wiarę w teatr! Drugie w kolejce do zachwytu tego dnia stały artystki z duńskiego Teatret Lampe, przedstawiające adaptację bajki "Brzydkie kaczątko" w reżyserii Gitta Malling. Chociaż był to typowy dziecięcy teatrzyk, w którym gra się maskotkami, a za tło do akcji służą ręcznie malowane płótna, to porywała niezwykła energia artystek, w pełni udzielająca się widowni. Warto wspomnieć najbardziej fantazyjną hybrydę kota i węża, jaką kiedykolwiek widziałam, a której użycie rozbawiło mnie do łez. Projekt zakończyło widowisko plenerowe "Teatralne jam session", w trakcie którego dzieci pod opieką artystów "Pleciugi" uczyły się grać na samodzielnie przygotowanych instrumentach, przygotowując własny spektakl. Wszystko we wspaniałej, ciepłej atmosferze sprzyjającej kreatywności młodych artystów.

Jedno jest pewne: lalkarze pokazują, że teatr wciąż potrafi zachwycać, a ten dedykowany dzieciom dodatkowo udowadnia, że zachwycania się również można uczyć. Dziś, kiedy teatr dramatyczny stał się na wskroś krytyczny, polityczny i rozwrzeszczany, jest to trudniejsze, niż mogłoby się zdawać. W pewnym momencie teatroman przeżywa zmęczenie wywołane ciężarem brudu mielonego na co dzień przez teatry dramatyczne. Z pomocą i ukojeniem przychodzi wtedy lalkarstwo, przywracając wiarę w teatr. Jak dobrze, że są wciąż instytucje, jak szczecińska "Pleciuga", które teatr lakowy twórczo rozwijają - jak szkoda, że wciąż nie potrafimy ich w pełni doceniać!

**

Teatralny Ty-Dzień Dziecka, 27 maja - 3 czerwca 2017, Teatr Lalek "Pleciuga" w Szczecinie.

*

Klaudia Kasperska - studentka wiedzy o teatrze na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (trzeci rok), współautorka projektu www.projekt-jarocki.blog.pl.