powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Co zrobisz, gdy nagle wybuchnie ci świat?

Na scenie stoi pokój - skompresowana wersja mieszkania klasy robotniczej w radzieckim blokowisku. Na kilku metrach kwadratowych przestrzeni przez lata gromadzony był dobytek rodzinny: od ulubionego, znoszonego swetra, poprzez skromne sprzęty domowe, pamiątki, na zdjęciu babci i akwarium z rybką kończąc. Na ścianach wiszą dywany i obrazy, roślinki w akwarium bujnie unoszą się na wodzie - o "Gęstości zaludnienia. Historii wybuchu" w szczecińskim Teatrze Kana pisze Klaudia Kasperska z Nowej Siły Krytycznej.

Znaczenie słowa akwarium wydaje się tu być podwójne: rybie znajduje się w tym ludzkim - sześciennym, o przeźroczystych, nieistniejących ścianach, przez które podglądamy mieszkańca. W skupieniu pochylamy się do przodu, ponieważ scenografka Anna Wołoszczuk umieściła pokój na końcu niewielkiej (bądź co bądź) sceny szczecińskiego Teatru Kana, oddalając go od widza możliwie jak najbardziej.

Mężczyzna (Dariusz Mikuła) nerwowo i w pośpiechu pakuje znoszone swetry i zdjęcia babci do pudeł, które kilkakrotnie zakleja taśmą. Po chwili w pokoju zostają już tylko dywany i obrazki zawieszone na ścianach oraz akwarium. Tak, w ciągu kilku minut, skończyło się dotychczasowe życie mieszkańców ukraińskiej Prypeci, którzy po katastrofie reaktora w czarnobylskiej elektrowni atomowej zostali ewakuowani, zostawiając domy, zwierzęta i wspomnienia normalnego życia, jakie jeszcze do niedawna prowadzili. To wydarzenie stało się tematem reportażu "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" Swietłany Aleksijewicz, którego adaptację można obejrzeć w Kanie w reżyserii Krzysztofa Popiołka.

To absolwent Wydziału Reżyserii krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, zadebiutował w 2013 roku "Snem nocy letniej" w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Na tekstach białorusko-ukraińskiej noblistki pracował już wcześniej - w 2015 roku w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie wystawił "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". Spektakle realizuje ze stałą grupą współtwórców - scenografką Anną Wołoszczuk oraz kostiumografem Piotrem Popiołkiem. To intrygujący, młodzi twórcy z Krakowa, nadający warstwie wizualnej swoich przedstawień wyjątkowy charakter.

"Niechlujne" kostiumy przyciągają uwagę dopracowanymi detalami, które zdają się prowadzić równoległą dramaturgiczną narrację o noszących je postaciach. Ktoś wciąż ma na sobie kapcie, ktoś podarty mundur, ktoś niedbale i w pośpiechu założone body. Niby zwykłe ciuchy, a jednak podsuwają widzom intrygujące pytania. Dramaturgię spektaklu współtworzą również rozwiązania przestrzenne. Opisywana instalacja pokoju jest miejscem akcji jedynie na początku i końcu przedstawienia: w międzyczasie opustoszały pokój, z bezrybnym akwarium pośrodku, uparcie majaczy zza pleców czwórki aktorów, niczym wspomnienie, którego nie da się wymazać, czy trauma, która niepostrzeżenie dewaluuje rzeczywistość. Albo i jedno i drugie: pojęcia należące do porządku przeszłości, w sposób destrukcyjny zagarniające teraźniejszość, obecne zawsze, choćby z tyłu głowy.

Wypomnieć jednak można niewykorzystany potencjał efektownej syntetycznej (radioaktywnej, czarnej) chmury, wiszącej nieustannie nad głowami aktorów. Zarzut podciągnąć można pod niedramaturgiczną pracę światłem, które nie buduje przestrzeni. Oświetlenie to nie tylko technika, to też kompozycja i kolejna warstwa teatralnej narracji! Być może to uwaga do Adama Dzidziszewskiego, być może do trójcy realizatorów. Podobnie wątpliwości wzbudzają projekcje wideo, wydawać by się mogło: użyte wedle zasady, że teatr współczesny to intermedialna dziedzina sztuki, jednak proponowane hiperteksty to wadliwe odsyłacze - ani nie wnoszą za wiele fabularnie czy problemowo, ani nie pracują wizualnie. A przynajmniej znaczna ich większość.

Kolejną wartą uwagi kwestią jest prowadzenie aktora przez tekst oraz widza przez narrację. To spektakl sekwencyjny i klamrowy, konsekwentnie składający się z powtórzeń i zapętleń. Mają one uwarunkowanie i kontekst w opowieści kolejnych postaci, które powracają do "kiedyś", a i owo "kiedyś" nieustannie zagarnia ich teraźniejszość. Porzucone domy, zmarli w wyniku choroby popromiennej bliscy, utracone życia - to widma stale obecne w rzeczywistości bohaterów Aleksijewicz i Popiołka, zakłócające ich czasoprzestrzeń.

Bohaterowie nie potrafią sobie poradzić w rzeczywistości po wybuchu, tkwią w stanie zawieszenia. Na scenie jest ich czwórka (brawa dla zdolnego zespołu Kany), w rzeczywistości było ich tysiące. A gdyby jako "wybuch" potraktować każdą tragedię, która się wydarzyła lub dzieje na świecie? Takich traum będziemy mieli miliardy - nawet, jeśli wybuchem miałaby być nieoczekiwana śmierć ukochanego psa. Reżyser w ramach pracy nad spektaklem zapytał szczecinian, na co czekają, co zrobią, jeśli wybuchnie wojna, czy czego się boją. Po zaprezentowaniu nagrań odpowiedzi zostawił widza z własnymi przemyśleniami - albo ich brakiem, bo jak można przewidzieć, co się zrobi, gdy nagle wybuchnie ci świat?

Prowadzenie narracji polegającej na mówieniu w skupieniu, spokoju i bezruchu, jest niezwykle trudnym zadaniem: dla aktora, by zbudować wiarygodną rolę; dla widza, by w narracji wytrwać; a przede wszystkim dla reżysera, by zainteresować formą ubogą w bodźce, w której z łatwością wychodzą na wierzch niedostatki aktora i tekstu. Spektakl Krzysztofa Popiołka broni się jednym i drugim: świetnym, trzymającym w napięciu tekstem Swietłany Aleksijewicz i zespołem, który ma energię. Co by było jednak, gdyby obronić musiała się sama reżyseria...?

**

"Gęstość zaludnienia. Historia wybuchu"

na podstawie "Czarnobylskiej modlitwy. Kroniki przyszłości" Swietłany Aleksijewicz

przekład: Jerzy Czech

adaptacja i reżyseria: Krzysztof Popiołek

premiera: 3 czerwca 2017, Teatr Kana w Szczecinie (spektakl oglądany)

występują: Bibianna Chimiak, Karolina Sabat, Dariusz Mikuła, Piotr Starzyński

*

Klaudia Kasperska - studentka wiedzy o teatrze na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (trzeci rok), współautorka projektu www.projekt-jarocki.blog.pl.