powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Pozostał.ości

Upodobał sobie Jacek Poniedziałek - reżyser - dramaty rodzinne Tennessee Williamsa. Sam je przełożył a teraz konsekwentnie wystawia. Lubi także Poniedziałek - reżyser - uwertury w swoich spektaklach. Początki, które zwiastują koniec zarazem. W "Kotce na gorącym blaszanym dachu" w Teatrze Ludowym w Krakowie, który nabiera nowego oddechu za sprawą dyrekcji Małgorzaty Bogajewskiej, dwukrotnie oddech się traci. Oddech robi się ciężki, ale i powoduje, iż ma się ochotę na więcej - pisze Sławomir Szczurek z Nowej Siły Krytycznej.

Reżyser serwuje powolne, pełne napięcia wyzbywanie się męskości przez Skippera. Staje przed nami ktoś, kto mocuje się z własnym wizerunkiem - przyszedł tu wprost z boiska sportowego, w kasku i ochraniaczach - z wyobrażeniem o silnym, barczystym i bezwzględnym wobec przeciwników sportowcu. W tej chwili "po" może już być w pełni sobą. Jest niemalże nagi, jak gdyby chciał pokazać kim jest naprawdę, wyzbyć się tego, co go ogranicza a zarazem szufladkuje. Pręży i napina mięśnie, jak gdyby chciał udowodnić męskość, sam siebie o niej przekonać i przy okazji innych. Za każdym razem, kiedy wydaje się już być temu bliski - pasuje. To tylko gra. Ale udawać nie może, nie potrafi, być może nie ma już na to nawet ochoty. Niepowodzenie w wykrzesaniu z siebie męskości i w przekonaniu żony przyjaciela, że się ją posiada, staje się powodem tragedii, która pociągnie za sobą kolejne dramaty.

Znamienna jest wymiana bohaterów. Po tanecznej uwerturze Skippera jego miejsce zajmuje Margaret (Iwona Sitkowska). Ona nie potrzebuje sobie nic udowadniać. Ma świadomość tego, jaka jest, swojej seksualności, ciała i ma to, co najważniejsze - powszechne przyzwolenie na bycie z mężem. Akceptacja środowiska to jednak za mało, by być szczęśliwą. Nie można osiągnąć pełni w sytuacji, gdy mąż woli opierać się na kulach, niż zaufać żonie, nie sypia z nią, a w opinii najbliższych "kobieta, która nie rodzi dzieci, traci czas". Jakież to upokorzenie dla kobiety błagać o jakikolwiek przejaw zainteresowania za strony męża. Zdaje się, że jest coś jeszcze bardziej upokarzającego. To widok kobiety, która musi walczyć o względy mężczyzny nie z inną kobietą, ale z innym mężczyzną.

Skippera dawno nie ma, ale pamięć o nim jest żywa. Brick (Wojciech Lato) robi wszystko, by skończyć jak on, czyli "wypić na tyle, żeby się uspokoić". Szansą na uspokojenie są urodziny Dużego Taty (rewelacyjny Kajetan Wolniewicz). To drugi po tanecznym popisie Skippera moment w spektaklu, kiedy wstrzymuje się oddech - rozmowa ojca z synem. Starcie pozornie dwóch różnych światów, nie tylko ze względu na wiek, ale i upodobania łóżkowe, staje się szansą na unormowanie relacji. Rozpoczyna się światopoglądowa rozmowa o pryncypiach. O tym, co w życiu jest ważne, co się zrobiło, co się osiągnęło, ale też o tym, czego się żałuje i czego się nie zrobiło, albo robiło wbrew własnej woli. To także prawdziwa walka jaką ojciec, niezależnie jakim gburem i chamem by nie był, stoczyć musi o dziecko, o to, by było szczęśliwe, żyło jak chce a nie tak, jak się od niego wymaga.

Duży Tata uspokaja członków rodziny, wielokrotnie powtarzając "cicho". Apeluje o chwile rozmysłu, zatrzymanie się i wsłuchanie się w siebie na nowo. Dochodzi do strasznych wniosków, wytyka to każdemu . Cisza weryfikuje wszystko, a trudne sytuacje (choroba) nakazują odwrót od hipokryzji. Ojciec zwraca uwagę, że ludziom ciężko się rozmawia. Powszechne rozgadanie, paplanie, zagadywanie rzeczywistości jest domeną świń, bo to one ryczą, człowiek winien siedzieć cicho. Sam jednak tego nie robi. Wyciąga rękę do syna, nie jest mu obojętny jego los i fakt powolnego staczania się. Stara się dociec powodów tego. Zdaje się być także gotowy przyjąć prawdę o relacjach łączących niegdyś jego syna ze zmarłym przyjacielem. Oddech śmierci wywołał potrzebę rozliczenia się ze wszystkimi, wyrażenia niezadowolenia z życia. Z beznadziei codziennych sytuacji, z których nie wiemy jak się wyplątać, narastają w nas i prędzej czy później odezwą się, wrócą z uśpienia.

Brick nie jest gotowy na szczerą rozmowę, zarzuca ojcu, że zawsze kończy się to tym, że nie ma mu nic do powiedzenia. W "najładniejszych domach w całym mieście" życie nie wygląda tak kolorowo, jakby się mogło wydawać. Pełno w nich skrywanych żali, nieszczęść, zazdrości, kompleksów, a nade wszystko potrzeby bycia kochanym. Ta najbardziej emocjonująca z rozmów, w której ojciec oskarża syna o to, że wpędził do grobu przyjaciela, nie będąc gotowym na przyjęcie jego prawdy na temat ich relacji, układa spektakl. Sprowadza go do puenty, że żyjemy w systemie opartym na kłamstwie. Pół biedy jeśli oszukujemy innych, najgorzej gdy robimy to samym sobie. Tu każdy jest nieszczęśliwy, kogoś gra i chce coś ugrać dla siebie. Wyrzuty sumienia stają się przyczyną ataków na najbliższych, wstręt do siebie odbiera chęć życia i pozbawia jej także innych. Motorem zmian mogą być jedynie trudne chwile i nieszczęścia, niestety najczęściej przychodzą zbyt późno, gdy jest już po wszystkim i nie można zrobić absolutnie nic. Dał nam Jacek Poniedziałek kolejną lekcję, jak nie być rodziną. Dlatego emocje związane z drugą rodziną, tymi, których dobieramy sobie jako przyjaciół (Brick i Skipper) są nieśmiertelne. Bo jak mówi pierwszy z nich: "przyjaźń polega na mówieniu prawdy".

Poniedziałek postawił na prawdę przekazu, redukując do minimum scenografię. Zwalniając przestrzeń, dał aktorom możliwość przedstawienia historii postaci, jak gdyby każda była jedyna i najważniejsza i miała prawo wybrzmieć bez wartościowania. W oczach Bricka widać tęsknotę za prawdziwą przyjaźnią, w przeciąganiu się Maggie - palący głód bliskości, w rozmowie pełnej dobrych rad - nieszczęście Dużego Taty, a w podszytej kłamstwem trosce Maei i Goopera - chęć odziedziczenia majątku. Wszyscy są tu podobni do swoich dzieci. Niczym kadłubki, których łebki i ciała nie mają żadnego łącznika, nie sposób ukręcić im kark, bo go nie mają. Nie pozostało zbyt wiele, tylko ości wiszące ponad widownią.

**

Tennessee Williams

"Kotka na gorącym blaszanym dachu"

przekład i reżyseria: Jacek Poniedziałek

premiera: 6 maja 2017, Teatr Ludowy w Krakowie, Duża Scena (obejrzany spektakl: 22 maja 2017)

występują: Beata Schimscheiner, Iwona Sitkowska, Mirosława Żak, Tomasz Bazan, Wojciech Lato, Jan Nosal, Patryk Palusiński, Kajetan Wolniewicz

*

Sławomir Szczurek - mieszka w Katowicach, z wykształcenia filolog polski (Uniwersytet Warszawski), wielki miłośnik teatru.