Epoka Klaty

Feliks Dzierżyński obok Kopciuszka, szacowna klasyka obok prób eksperymentów, rozmowa o Polsce i protesty prawicy. Stary Teatr Jana Klaty był różnorodny i budził skrajne emocje. Czas na podsumowanie tej epoki. Czy jego Stary Teatr był taki straszny, jak go malują? - pisze Witold Mrozek w Gazecie Wyborczej.

«Nowa epoka miała zacząć się od płynnego przejścia. Tak się złożyło, że wspólna konferencja Jana Klaty i Sebastiana Majewskiego z ustępującym dyrektorem Mikołajem Grabowskim odbyła się w dniu śmierci Jerzego Jarockiego. Stary miał być nowatorski, ale bez odcinania się od przeszłości.

Warto pamiętać, że nowych dyrektorów na początku było dwóch. Zastępcą Klaty i ważnym współtwórcą programu początkowych sezonów był Majewski, jeden z ojców sukcesu teatru w Wałbrzychu - miejsca kluczowego dla pokolenia twórców rozpoczynających kariery w XXI w, a także dramaturg Klaty-reżysera. Ten ostatni dla krakowian nie był żadną nowością - od 2006 r. do objęcia dyrekcji zrobił w Starym pięć spektakli, z których najgłośniejszym była chyba wystawiona z ironią Sienkiewiczowska "Trylogia".

Swinarski przysyła pocztówkę

Jak rozpoczęła się nowa dyrekcja? Po chłodno przyjętym "Poczcie królów polskich" Krzysztofa Garbaczewskiego, przyszedł pamiętny czerwcowy weekend 2013 roku, kiedy odbyły się w Starym aż trzy inauguracyjne premiery. Marcin Liber wystawił najmłodszego wówczas polskiego dramatopisarza, 22-letniego wówczas Michała Kmiecika. "Być jak Steve Jobs" było to ostre, choć zbudowane z klisz oskarżenie transformacji ustrojowej. Mocniejszym uderzeniem była "Bitwa warszawska 1920" duetu Strzępka i Demirski. To było symboliczne - artyści ci opisywani byli jeszcze niedawno jako barbarzyńcy, rehabilitujący w teatrze Jakuba Szelę, czy grzebiący przedwcześnie Andrzeja Wajdę, i skompromitowane ich zdaniem postsolidarnościowe elity. Teraz trafili na nobliwą narodową scenę. Obecny już wcześniej w teatrze tandemu wątek krytyki polityki historycznej połączył się z podjęciem tematu depresji jako społecznej choroby, odbierającej siłę do działania, wiarę w przyszłość i zmianę. Plagi uderzającej w klasę średnią co najmniej równie silnie, co kryzys finansowy. Zaś nowo zwerbowany do zespołu Marcin Czarnik rozpoczynał spektakl jako... Feliks Dzierżyński. Kat z CzK recytował Norwida i włączany tu był na nowo do historii narodu polskiego - był wypartym z pamięci kolegą Piłsudskiego (Michał Majnicz) - łączyła go z nim ta sama tradycja romantyczna, przeszłość w ruchu rewolucyjnym i szlacheckie pochodzenie.

Jednak to nie Dzierżyński budził w Krakowie największe kontrowersje, a inne nazwiska: Swinarski, Wajda i Lupa. Przedstawiony przez Klatę program oparty na starciu z pięcioma wielkimi reżyserskimi osobowościami z historii Starego spotkał się z oporem zarówno w przypadku strażników pamięci ubrązowionych zmarłych mistrzów, jak i wciąż żyjących artystów. W efekcie przedstawienie naprawdę wprost mierzące się z legendą powstało w Starym Klaty jedno. Weronika Szczawińska wystawiła "Geniusza w golfie" Agnieszki Jakimiak - Swinarski wypisywany był tam z polskiej tradycji romantycznej. W wieńczącej spektakl alternatywnej historii mistrz nie ginął w katastrofie lotniczej, przyjaźnił się z Godardem i pisał do Krakowa pocztówki "nigdy już tu nie powrócę".

Wbrew oskarżeniom o "jedną linię" i "autorski teatr" dyrektora, Stary Teatr Klaty był pluralistyczny, szczególnie na początku - pracowali w nim zanurzony w alternatywie Paweł Passini, lalkarz Konrad Dworakowski, łódzki reżyser filmowy Mariusz Grzegorzek czy znana z powściągliwego stylu Anna Augustynowicz, która w Krakowie wystawiła klasycznego "Edwarda II" Marlowe'a. Tuż obok czarnych kostiumów minimalistycznego przedstawienia Augustynowicz pojawiły się rozbuchane, neobarokowe spektakle Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak.

Bałkański desant i "hańba" narodowa

Punktem zwrotnym było przybycie do Krakowa 0livera Frljicia - przypomnijmy, że pierwszą próbę reżyserowania w Polsce późniejszy reżyser głośnej "Klątwy" podjął właśnie w Starym. "Nie-boska komedia. Szczątki" nigdy nie doszła do skutku, reżyser otrzymywał pogróżki, a do lokalnej prasy wyciekały fragmenty prób. Miał być to spektakl o polskim antysemityzmie i inflacji Zagłady jako tematu dla sztuki, odnoszący się do słynnej inscenizacji Swinarskiego z 1965 roku. Te zapowiedzi niechętni odczytali jako insynuację, że Swinarski był antysemitą i dowód, że Stary Teatr oszalał. Dyrektor zrezygnował wtedy ze współpracy z Frljiciem, za co lewa strona teatralnego środowiska - łącznie z piszącym te słowa - obwołała go cenzorem. Rok później Frljić ze swoimi współpracownikami zrobili w Krakowie niezależne przedstawienie nawiązujące do tamtych wydarzeń, wymierzone m.in. w dyrektora.

W 2013 r. Klata dostał od prawicy rykoszetem. Było to tuż po zamieszkach w trakcie stołecznego Marszu Niepodległości i pod Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Niechęć artystowskich krakowskich konserwatystów - spotkały się z emocjami kiboli-nacjonalistów w stolicy i wyznawców religii smoleńskiej. Frljić oburzał - ale to dyrektorskie "Do Damaszku" przerwał zorganizowany protest na widowni, okrzykami "hańba!" i "to jest teatr narodowy!". Przydany Staremu w latach 90. przymiotnik, który pierwotnie oznaczał po prostu ministerialne finansowanie - stał się powracającym zaklęciem, mającym "odzyskać" teatr dla wyznawców nacjonalistycznej ideologii, domagających się odwołania Klaty.

Ironią losu jest, że oprotestowane "Do Damaszku" wcale nie należy do jego najostrzejszych przedstawień. W gruncie rzeczy jest egzystencjalną opowieścią o kryzysach: wieku średniego, twórczym, małżeństwa i wiary. Spektakl był też bliższy klasycznemu tekstowi Strindberga niż głoszą jego oskarżyciele, nieraz tacy, którzy przedstawienia nie widzieli.

Królewska smuta

Po gorącej jesieni 2013 Stary w politycznych uderzeniach był już ostrożniejszy. Klata z czasem wycofał się też z koncepcji sezonów tematycznych, nazwiska legend zmieniając na wieloznaczne hasła - jak np. "Nie lękajcie się". Brzmiało to jakby na przekór puencie "Nie-boskiej komedii. Wszystko powiem Bogu!" Strzępki i Demirskiego, zrealizowanej w miejsce projektu Frljicia - z niezbyt trafionymi kpinami z lewicowej inteligencji i bardzo trafionym oddaniem nastroju narastającej niepewności i depresji. "Święty Boże, święty mocny, zmiłuj się nad nami" - taką lamentacją zakończył spektakl lewicowy duet.

W Starym nastał przejściowy okres zastoju. W twórczości samego Klaty objawił się on "trylogią królewską". Najlepszy był w niej chyba pierwszy tytuł - kameralny "Król Edyp" według Sofoklesa i Jeana Cocteau - dziwna elektropunkowa opera, gdzie Iwona Budner i Krzysztof Zawadzki śpiewali po łacinie do muzyki Roberta Piernikowskiego inspirowanej Strawińskim. Słabszy okazał się manieryczny, pusty "Król Lear" przeniesiony do Watykanu, z Jerzym Grałkiem jako Learem-papieżem. Zamykał ją "Król Ubu", gdzie estetyka Klaty zjadała własny ogon i przemieniała w autoparodię. Pytanie, na ile świadomą.

Ale Stary Teatr Klaty odbił się od ściany stagnacji. To chyba od wizjonerskiego "Hamleta" Garbaczewskie-go rozpoczął się nowy okres. Po odejściu Majewskiego współodpowiedzialność za program wziął na pewien czas młody dramaturg Michał Buszewicz.

Zamiast stawiać na laboratorium, jak za czasów Majewskiego - Stary zaczął eksponować przede wszystkim wizje wypróbowanych artystów, pełne rozmachu i spektakularne. Jak "Triumf woli" Strzępki i Demirskiego, przedziwne przedstawienie - próba przełamania depresji, opowiedzenia historii z happy endem za wszelką cenę, przeprowadzonej na scenie rysowanej rozrywkową kreską terapii śmiechem i śpiewem. Do sukcesów ostatniego etapu dyrekcji zalicza się też "Platonow" Bogomołowa - z kobietami grającymi mężczyzn i vice versa, dojmująco chłodny w ukazywaniu Czechowowskich relacji. Wreszcie, absolutny hit: "Kopciuszek" Anny Smolar - zdaje się pierwszy w historii Starego Teatru spektakl (nie tylko) dla dzieci. Mądry, błyskotliwy, nienachalnie emancypacyjny i rewelacyjnie zagrany przez młodych aktorów - Jaśminę Polak i Bartosza Bielenie.

Bilans epoki Klaty

Co się przez te lata nie udało? Poza spektaklem Frljicia, nie doszła do skutku premiera "Wojny i pokoju" - kolejnego spektaklu Bogomołowa. Odwołano też prace nad spektaklem performera i artysty wizualnego Woj tka Ziemilskiego - który miał zrobić o pamięci aktorów Starego Teatru, pracując ze starszą częścią zespołu na ich wspomnieniach. Wbrew ignoranckim tyradom swoich konserwatywnych krytyków, Klata nie robił "eksperymentów". Rozumiał teatr jako budowanie ról i wystawianie tekstów według reżyserskiej wizji - niejako pracę "z procesem" czy aktorską prywatnością.

A zespół? Owszem, po pierwszych nieporozumieniach zrezygnowali ze współpracy z Klatą Jerzy Trela i Anna Polony. Ale wielcy aktorzy pozostali znakiem firmowym Starego. Na nowo odkryte zostały Dorota Segda czy Dorota Pomykała. Wspaniałe role stworzyli Krzysztof Globisz i Jan Peszek. Mocno obecna była Anna Dymna. Sprawdził się przywieziony z nowym dyrektorem wrocławski desant - Marcin Czarnik i Michał Majnicz. Z kolei Monika Frajczyk, Polak i Bielenia to absolutna czołówka młodego polskiego aktorstwa.

Klata z biegiem lat przekonał do siebie część krakowskich oponentów i narobił sobie nowych wrogów. Po latach zmagań, poszukiwań i burzliwych, nie zawsze merytorycznych dyskusji - zostawia po sobie Stary jako jedno z najważniejszych miejsc na mapie polskiego teatru. Wiele wskazuje, że jeszcze zatęsknimy za epoką Klaty.

Na zdjęciu: konferencja prasowa przed premierą "Do Damaszku".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego