powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Zestaw poglądów z Ikei

"Muzułmanie" to zapis powszechnie obowiązującego zdania na "palące" tematy. Reżyser nie poddał tekstu obróbce, weryfikacji, własnym przemyśleniom, nie wszedł głębiej w temat - o "Muzułmanach" Artura Pałygi w reż. Piotra Ratajczaka w Teatrze Śląskim w Katowicach pisze Sławomir Szczurek z Nowej Siły Krytycznej.

Ostatnie premiery Teatru Śląskiego wpasowują się w trend stanowiący głos teatru w sprawie sytuacji społeczno-politycznej w Europie i na świecie. Jeszcze nie milkną echa po "Porwaniu Europy" Jarosława Marka Rymkiewicza w reżyserii Piotra Cieplaka na Dużej Scenie, a już wzięto na warsztat Sceny Kameralnej muzułmanów jako zagrożenia dla Polski.

Niestety, dostajemy medialną papkę na ich temat. Nic czego byśmy wcześniej nie usłyszeli, włącznie z określeniem "ciapaci". Szumnie zapowiadane przez katowicki teatr nawiązania do przenikliwej i pionierskiej twórczości Oriany Fallaci sprowadzone zostają do roli rekwizytów w postaci jej książki "Wywiad z sobą samą", wielkich okularów Młodej (Ewa Kutynia) oraz padającego kilkukrotnie nawoływania "czytajcie Fallaci". Tyle. Rozdźwięk pomiędzy problemami poruszanymi przez włoską pisarkę i dziennikarkę a tymi, z którymi na co dzień przychodzi zmierzyć się matce pracującej w galerii handlowej i niemającej możliwości przebywania z dzieckiem jest niespotykany. Autor, Artur Pałyga, pokusił się o zbliżenie tych światów, ale efekt jest niewiarygodny, wręcz niedorzeczny. Przeplatanie historii normalnych ludzi z problemami natury globalnej w żaden sposób nie współgra, normalność i przeciętność bohaterów posunięte są do granic prawdopodobieństwa. Trudno czasem określić przyczynę ich nieszczęścia, odczuwalny jest tylko jego nadmiar. To przypadek Młodego (Michał Rolnicki), który ma jasny umysł i gotowość do nowych wyzwań i wydarzeń jakie stawia przed nim świat i ludzie. Wszystko to pozostaje jednak w sferze planów, brakuje mu sprawczości, ogranicza się do rozważań, nic nie jest w stanie zmienić w życiu. Z kolei Stara (Bogumiła Murzyńska) zna i nazywa problemy, dotyczą one strachu o najbliższych i o to jak będzie wyglądał świat po rozstaniu się z bliskimi. Jej pytanie "co niosą nam dzieci bez matek?" jest retoryką, odpowiedź nie zależy od niej, jest efektem czyichś decyzji, które pozostaje jedynie zaakceptować.

Ilość narzekań na rzeczywistość (przoduje w nich Stary, grany przez Andrzeja Dopierałę), miedzy innymi na pracujące niedziele, jest przygniatająca i to nagromadzenie pozbawia historię wiarygodności. Nie ubliżając pracownikom elektromarketów, nie sądzę by podczas przerw czy ćwiczeń związanych z alarmem bombowym, czytali Fallaci i pochylali się nad losami świata. Przeżywamy istne bombardowanie truizmami: "polskie obozy koncentracyjne", mocno religijny Śląsk, "Arbeit macht frei", nie zapomniano o Żydach, pedałach, bezdzietności Oriany Fallaci, muzułmanach jako taniej sile roboczej, która zdolna jest wykonywać tylko proste prace fizyczne bądź pobierać zasiłek, o produkowaniu ubrań podszytych krwią robotników w Chinach oraz współczynnikach KPI (Key Performacne Indicators, czyli kluczowe wskaźniki efektywności) stanowiących zmorę każdego sprzedawcy. Istny zestaw poglądów rodem z Ikei - tanich, szybkich i posiadających instrukcje obsługi.

Niedorzecznością jest sugerowanie bliskości i doszukiwanie się powiązań pomiędzy pracą w centrach handlowych a rzeczywistością hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Jedyne co je zbliża to uniform, który dziś jest standardem w wielu instytucjach. W żaden jednak sposób nie obiera nikomu godności i indywidualności. Ułatwia rozpoznanie personelu oraz przyspiesza możliwość kontaktu. Zmęczeniu fizycznemu i ograniczonej czasowo przerwie na papierosa nie można przeciwstawiać wycieńczenia z głodu więźnia-muzułmana i przymusowej pracy w obozie. Jako wolni ludzie samodzielnie podejmujemy decyzje i ponosimy ich konsekwencje. A gdy nam coś nie odpowiada, zawsze możemy to zmienić. Bohaterowie chcą nawet w pewnym momencie zrobić pojedynek na argumenty. Nie udaje się. Albo poruszają się w obrębie spraw wielkich i wzniosłych, światopoglądowych za sprawą cytatów z Fallaci, albo lądują miedzy rakiem, współdzieleniem mieszkania z matką a rozwodami, za którymi stoją rzecz jasna "lewactwo i muzułmany".

Ruch sceniczny, bezcelowe krążenie aktorów, urywane sceny rodem ze szkolnego teatrzyku, okropna muzyka (nigdy nie spotkałem się w centrach handlowych z muzyką klasyczną przeplataną popem, czy electro), scenografia nawiązująca kolorystycznie do wizerunku jednego z popularnych elektromarketów, nie są w stanie zagłuszyć płycizny refleksji. Potoczny język, co chwile wyrzucane przekleństwa, w żaden sposób nie zbliżają nas do bohaterów, nie identyfikujemy się z nimi. Pałyga i reżyser Piotr Ratajczak pozostają głusi na bolączki dzisiejszego świata. Choć zauważają, że posiadanie mocnych poglądów uwalnia, przynosi ulgę, to powtarzają frazesy, stawiają trywialne pytania i pozostawiają je bez choćby próby odpowiedzi.

I tu świetnie znajdują się słowa Starej: "próbny ktoś podkłada próbne bomby". "Muzułmanie" to zapis powszechnie obowiązującego zdania na "palące" tematy. Reżyser nie poddał tekstu obróbce, weryfikacji, własnym przemyśleniom, nie wszedł głębiej w temat. Co gorsze mam poczucie, że to nie kwestia tego, iż coś poszło nie tak, ale tak właśnie być miało. Mieliśmy otrzymać "cienkie pozory dla gawiedzi" (cytat z Pałygi). Ani mniej, ani więcej. Niczym Młoda po spektaklu miałbym ochotę wyjść i się rozwalić. Niestety w okolicach Teatru Śląskiego nie ma ani Burger Kinga ani McDonald'sa.

--

Sławomir Szczurek - mieszka w Katowicach, z wykształcenia filolog polski (Uniwersytet Warszawski), wielki miłośnik teatru.