powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Biografia jak różą tańczona

"La Piaf" w choreogr. Mauro Bigonzettiego z Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu w Wilnie na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Anita Nowak.

Przywieziony na XXIV BFO spektakl "La Piaf" Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu, to artystycznie skomponowana biografia wybitnej francuskiej piosenkarki. Pełna aluzji i symboli, wyrażana poprzez ruch, obraz i dźwięk.

Pusta czarna przestrzeń i snopy światła skierowane na wbitą w środek sceny czerwoną różę oraz kobietę prowadzącą małą dziewczynkę z misiem w objęciach i zawiązanymi bandażem oczyma do pianina- zabawki. Róża, bandaż i miś to symbole najistotniejszych dla Edith Piaf wydarzeń. Czerwony kwiat oznacza miłość, która bardzo ważna była nie tylko w jej życiu, ale też stanowiła żelazny temat piosenek. Róża znika, kiedy Piaf umiera.

Bandaż w pierwszej scenie przypomina o czasowej utracie wzroku małej Edith, w końcowych kojarzony jest z romansem śpiewaczki z bokserem Marcelem Cerdanem, największą miłością jej życia. Kiedy sceniczne wcielenie Piaf spotyka mężczyznę, zdejmuje z jego ręki bandaż, chroniący dłonie zawodników na ringu; kiedy Marcel ginie w katastrofie samolotowej, bandaż opada do niej z nieba.

Miś, to nie tylko dziecięca zabawka. To przede wszystkim zmarła na zapalenie opon dwuletnia córeczka artystki. Co znajduje odzwierciedlenie w późniejszych układach choreograficznych.

Motywem przewodnim spektaklu jest piosenka "Non, rien de rien, Non, je ne regrette rien", czyli "Niczego nie żałuję" z roku 1956, co można potraktować jako motto życiowe Piaf. Oprócz utworów samej Edith Piaf, artyści prezentują układy choreograficzne do muzyki Jacquesa Brela, Gabriela Faure, Maurice'a Ravela, Francisa Poulenca.

Oryginalna choreografia Mauro Bigonzettiego łączy w sobie elementy tańca klasycznego ze współczesnym. Chwilami kojarzy się też z pantomimą. Gesty tancerzy są niezwykle wyraziste. Przebogata jest też i wiele mówiąca o doznaniach bohaterów ich mimika. Choć w postaci główne wcielają się różni soliści, historię snują jedną. I jest ona bardzo czytelna. Przepięknie malowniczo prezentują się sceny zbiorowe, kojarzące się z cyrkiem, w którym wczesną młodość spędziła u boku ojca akrobaty, z paryską ulicą, na której zaczęły się jej publiczne występy. Ciekawym pomysłem choreografa jest indywidualizacja ruchów i gestów w scenach zbiorowych. Niby takie same, a jednak u każdego z tancerzy bardzo osobiste. Dokładnie to, co zauważamy w podążającym w tym samym kierunku ulicznym tłumie.

Niezwykle wstrząsająca jest scena symbolizująca śmierć artystki. Tancerka osuwa się na małe pianino- zabawkę, otula je sobą, a z opadających szarf i rzucanych róż powstaje bryła przypominająca świeżo usypany grób.

Ogromnym walorem tego przedstawienia jest jego wizualna uroda. Na którą, oprócz choreografii, składa się też ciekawe operowanie światłem, co jest zasługą i Massimo Consoliego, i Carlo Cerriego, a także niezwykle stylowe kostiumy autorstwa Ugne Tamuliunaite i Mauro Bigonzettiego; no i arcymisterne fryzury z epoki!

Włosko-litewski zespół realizatorów opowiedział historię francuskiej piosenkarki w taki sposób, że potwierdziła się teza o uniwersalności wielkiej sztuki.