Zaczyna się od ciszy. Na widowni zajmowanie miejsc, zwykły szum, chaos, rozmowy. Orkiestra stroi instrumenty. Odsłonięta scena jest wielka i chłodna - lśniąca podłoga, zamykająca przestrzeń ogromna metalowa krzywizna-zjeżdżalnia, wyznaczające główne pole gry metalowe ażurowe kolumny. Na lśniącej podłodze pary tańczące walca. Rozwiane falbaniaste sukienki, koki, makijaże, połyskująca biżuteria, spodnie w nienaganny kant, brylantyna na włosach. Taniec też jest pełen powagi, uroczysty: tancerze na wielkiej scenie wydają się maleńcy. Ten piękny, harmonijny na pierwszy rzut oka obraz balu bez muzyki jednak niepokoi; tancerzami są dzieci przebrane za dorosłych. I zachowujące się jak dorośli, a przynajmniej wykonujące ich gesty, powtarzające niestosowną dla ich wieku formę. Ten pierwszy obraz to delikatny sygnał chorego, pękniętego świata Wozzecka, w którym wszyscy chcą być kimś innym niż są. Za tańczącymi parami pojawia się mężczyzna w
Źródło:
Materiał nadesłany
Didaskalia nr 71/02.2006