powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Godunow zabrzmiał mocno

"Borys Godunow" Modesta Musorgskiego w reż. Iwana Wyrypajewa z Teatru Wielkiego w Poznaniu na XXIV Bydgoskim Festiwalu Operowym. Pisze Anita Nowak.

Drugi festiwalowy wieczór należał do artystów Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki z Poznania. Zaprezentowali oni monumentalne dzieło Modesta Musorgskiego "Borys Godunow" w reżyserii Iwana Wyrypajewa. Reżyser sięgnął po oryginalną wersję dzieła. Kompletną. Sporo tu np. inkrustujących historyczne dzieje czasu panowania Godunowa, ludowych piosenek przydających całości rosyjskiego klimatu. Nie zabrakło w nim też często pomijanego w innych inscenizacjach wątku polskiego. I jest on znaczeniowo niezwykle nawet wyeksponowany. Maryna Mniszech, córka Wojewody Sandomierskiego, niczym Lady Makbet pożądająca władzy, układa się z Samozwańcem i poprzez Jezuitów z Watykanem, byle tylko sięgnąć po carską koronę. Przy okazji to przytyk do mieszania się kościoła do polityki; wskazanie na ponadczasowość tego problemu, aktualność dzieła sprzed lat. Ale najbardziej współcześnie prezentuje się warstwa socjologiczna libretta, relacje między władzą, społeczeństwem, narodem.

Myślę jednak, że mało kto chodzi do opery, żeby pobierać wiedzę historyczną, czy rozkoszować się politycznymi aluzjami. Opera, to przede wszystkim piękne brzmienie i zachwycająca estetyka wizualna.

Twórczość Musorgskiego trudno przypisać jakiemuś konkretnemu kierunkowi. Jego kompozycje mają bardzo swoisty charakter, a formuła artystyczna jest wynikiem postrzegania sztuki, wyłącznie jako środka do komunikacji z drugim człowiekiem, a nie wartością samą w sobie. Komponując, wykorzystuje zawartą w emitowanych słowami emocjach, muzyczność ludzkiej mowy. Widać to niezwykle wyraźnie w monologu Borysa z aktu II.

Poznański "Borys Godunow" w każdym momencie, w każdej scence, brzmi rewelacyjnie.

Dzieło rozpoczyna się czterokrotnie powtórzoną cztero i pół taktową melodią rosyjskiej pieśni ludowej. Obejmuje ona septymą, czyli relatywnie malutkim kręgiem dźwięków swoje silnie napięte interwały. I ten charakter w mol jest bardzo słowiańsko wyrazisty. On jest najpierw grany unisono przez fagoty i angielskie rogi. Potem klarnetom towarzyszą rogi, a następnie dołącza się smyczkowe pizzicato. Najpierw delikatne, z czasem przechodzące w basy. Na końcu włączają się oboje. Finalizuje wszystko znów bas wzmacniając znacząco charakter melodii. Tych siedem wprowadzających taktów zapowiada niepowtarzalny klimat przedstawienia.

Wizualnym odzwierciedleniem płynących z orkiestronu dźwięków na scenie jest skupiony w okrąg chór; usytuowany nieco z boku, symbolizuje naród jako masę, wirującą na uboczu poprzez wieki w niezmiennej mentalnie postaci. I o tej roli mas w dziejach jest właśnie przedstawienie.

Kiedy po prologu pod klasztorem lud prosty pięknie brzmiącymi recytatywami zawiązuje akcję za pomocą bardzo efektownego tremolo wibrato, widzowie bezwiednie wciągnięci zostają w nastrój. Rosyjska muzyka ludowa brzmi tu niesamowicie w dużej mierze dzięki temu, że z całości od czasu do czasu wysuwają się pojedyncze głosy, snując własne wątki, wzbogacając w ten sposób brzmienie wypowiedzi chóralnej.

Osobliwym zabiegiem jest też realistyczne wykorzystanie specyficznych dźwięków kościelnych, w momencie, gdy naród wyraża swe zaniepokojenie losami Rosji. Można tu odczuć pewne nawiązanie do twórczości operowej Verdiego, romantycznych klimatów Czajkowskiego, późnego naturalizmu i weryzmu. W polskich scenach kompozytor sięgnął po nasze melodie i tańce - poloneza, mazurka.

Bardzo wiele melodyjnych recytatywów wykonuje Jerzy Mechliński jako Szczełkałow, sekretarz rosyjskiej Dumy. Jego brzmienie bardzo wzmacnia swym niezwykłym, silnym basem Alexey Tikhomirov w roli Borysa Godunowa. Odpowiada mu też ciekawie przy delikatnej instrumentacji miękko brzmiący chór pielgrzymów, który z czasem staje się czymś w rodzaju orkiestrowego hymnu.

Oprócz Alexey'a Tikhomirova wyróżniającą się kreację tworzy Magdalena Wachowska jako Maryna Mniszech. Jej silny mezzosopran brzmi niekiedy tak zimno i ostro, że ciarki widzów przechodzą. Bezwzględność w dążeniu do opanowania tronu odbija się nie tylko w jej głosie, ale też maluje na twarzy, odzwierciedla w gestach. Nie można mieć wątpliwości co do powodzenia jej zamiarów. To najbardziej wyrazista postać w tym przedstawieniu.

Oprawę plastyczną zredukowano tu do jakiejś symbolicznej figury opatrzonej cerkiewnymi wieżyczkami, a w polskich scenach wawelskiego arrasu. W wymiarze wizualnym nacisk kładąc raczej na operowanie światłem, tu głęboki ukłon w stronę Jacqueline Sobiszewski, i kompozycje choreograficzne, a nawet powiedzieć można- żywe obrazy, brawa dla Olega Glushkova.

Prym oddano dźwiękom, które przez bez mała cztery godziny brzmią wspaniale. Zwłaszcza, że u Musorgskiego dominują głosy niskie, a te w poznańskim zespole są naprawdę interesujące. Ciekawie prezentują się nie tylko soliści, ale i artyści chóru prowadzeni przez Mariusza Otto. A i orkiestra pod dyrekcją Gabriela Chmury grała w tym przedstawieniu wręcz zniewalająco. Idealnie synchronizując dźwięki poszczególnych instrumentów z brzmieniem głosów artystów.

Mówi się, że po "Tristanie i Izoldzie" Wagnera nie ma już chyba dzieła, które by tak poruszało wizjonerstwem jak "Borys Godunow". Poznańskie wykonanie rozwiewa już wszelkie w tym względzie wątpliwości.