Kiedy nadejdą "muzułmany", czyli rzecz o złości i nienawiści w Teatrze Śląskim

- Dla mnie jest to spektakl o znajdowaniu - w każdej sytuacji - kozła ofiarnego. Nie godzimy się z tym, że coś dzieje się przez przypadek. Zawsze ktoś musi być winny. Obecnie powtarza się sytuacja z lat 30. XX wieku - wtedy winny wszystkiemu był Żyd, dziś jest to islamista - mówi Piotr Ratajczak, reżyser "Muzułmanów" Artura Pałygi, przed premierą w Teatrze Śląskim w Katowicach.

«"Muzułmany" to tytuł najnowszej premiery, która w piątek pokazana zostanie na scenie kameralnej Teatru Śląskiego. Autorem sztuki jest Artur Pałyga, dramaturg katowickiej sceny. Reżyseruje Piotr Ratajczak [na zdjęciu podczas próby]. Prapremiera 5 maja o godz. 19. Kolejne spektakle 6, 10 i 14 maja. Bilety: 30-35 zł.

Rozmowa z Piotrem Ratajczakiem, reżyserem spektaklu

Marta Odziomek: Tekst Artura Pałygi "Muzułmany" posiłkuje się twórczością kontrowersyjnej pisarki Oriany Fallaci.

Piotr Ratajczak: - Zainspirowaliśmy się (bo sam również brałem udział przy powstawaniu scenariusza i reżyserowałem jego dwukrotne głośne czytanie) trzema książkami napisanymi przez Fallaci po 11 września 2001 roku. Są to: "Wściekłość i duma", "Siła rozumu", "Wywiad z samą sobą. Apokalipsa". Robiły wówczas na czytelnikach niesamowite wrażenie, były przekonujące poprzez literacką pasję, radykalizm, prosty podział na dobre i złe. Zachód był dobry, kultura islamska, intensywnie rozwijająca się w Europie - barbarzyńska. Wtedy, po zamachu na WTC, teksty te mocno oddziaływały na ludzi, dziś mamy bardziej krytyczne na nie spojrzenie, bo, poza "patosem niezgody", brak nam bowiem pomysłu, jak funkcjonować w zachodnich społeczeństwach z emigrantami ze Wschodu u boku. Sama Fallaci w Polsce zyskała na znaczeniu wtedy dopiero, kiedy imigranci tłumaczeni przez media jako terroryści islamscy - nadeszli do bram Europy. Wtedy stała się ważna dla tych, którzy są przeciw ich przyjmowaniu.

Kim są bohaterowie spektaklu?

- Bohaterami "Muzułmanów" są pracownicy galerii handlowej dotknięci różnymi problemami życiowymi. Ktoś z nich jest chory, ktoś inny ma konflikt w rodzinie, za mało zarabia etc. Poprzez przypadkową lekturę książki Oriany Fallaci nabierają oni przekonania, że winni wszystkiemu są muzułmanie, że ich światu realnie zagraża dżihad.

To para młodych i para starszych ludzi. Coś ich łączy?

- Trwa między nimi permanentny konflikt. "Stara" to konserwatywna katoliczka, "Stary" - korwinowiec albo kukizowiec, który karmi się internetowymi fejkami, codziennie opowiada w pracy o kolejnych obłędnych wizjach, mnoży teorie spiskowe. Jest wśród nas wielu takich ludzi, którzy żyją w "obłędzie". Próbują interpretować rzeczywistość, niełatwą przecież, przez gotowe opinie, których dostarcza im internet. "Młody" to inteligent pracujący w sklepie na umowie śmieciowej. On jako jedyny do samego końca próbuje się nie zarazić tą obopólną niechęcią do uchodźców. Chce być racjonalny. Przyznaje, że czegoś nie wie, że chce rozumieć, ale nie potrafi. Z kolei "Młoda" to samotna matka z dzieckiem, która próbuje jakoś wiązać koniec z końcem. Ma jedno tylko dziecko, więc nie ma "500 plus". Jest najbardziej wściekła. Agresję zaczyna lokować w muzułmanach właśnie. Na naszych oczach staje się taką, przepełnioną emocjami, Orianą Fallaci. Generalnie, wszyscy bohaterowie narzucają innym swoje opinie i racje.

19. Kino na Granicy na półmetku. 1,5 tysiąca widzów, 150 filmów i energia

Jaki wydźwięk mają "Muzułmany"?

- Dla mnie jest to spektakl o znajdowaniu - w każdej sytuacji - kozła ofiarnego. Nie godzimy się z tym, że coś dzieje się przez przypadek. Zawsze ktoś musi być winny. Obecnie powtarza się sytuacja z lat 30. XX wieku - wtedy winny wszystkiemu był Żyd, dziś jest to islamista. Bohaterowie spektaklu nasączają owo uzasadnienie wszelkich krzywd, które odczuwają, nienawiścią do muzułmanów. Ale tak naprawdę to oni sami są muzułmanami. I mówią, głosem pełnym złości, o sobie samych. O swoich tendencjach do okazywania przemocy, o niedostosowaniu się do rzeczywistości. To władza czyni z nich takich ludzi - władza ekonomiczna i polityczna. I poprzez strach manipulująca swoimi obywatelami, by utrzymać nad nimi kontrolę.

Dlaczego obywatele są źli i szukają ofiar w obcych?

- Winny jest chyba system, władza, która odwraca uwagę od różnych realnych problemów, by przekierować wrażliwość ludzi na wskazanego przez władzę złego. Proces taki ma miejsce i w Polsce, i na świecie. Problemy ekonomiczne są na przykład przerzucane na emigrantów, którzy utożsamiani zostają z zamachowcami - wszyscy. To absurd, ale jest to też wabik, który doskonale uwodzi ludzi i świetnie działa, aby skierować ich uwagę w inną stronę. A ludzie zawsze chętnie znajdą winnych. Ja osobiście nie wierzę w dobrego człowieka, niewiele trzeba - jak pokazuje historia - by uruchomić w nim niedobre instynkty. Dziś jest to jeszcze łatwiejsze. Medialna rzeczywistość jest bowiem bardziej realna niż ta prawdziwa i bardzo łatwo za jej pomocą można ludzi zmanipulować.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego