powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Konfrontacje klasyki

Formuła 42. Opolskich Konfrontacji Teatralnych "Klasyka Polska" zakładała podwójną ocenę spektakli. Komisja artystyczna wyłoniła z pięćdziesięciu inscenizacji zgłoszonych do Konkursu "Klasyka Żywa" siedmiu laureatów, którzy zaprezentowali się w Opolu i tu zostali poddani ocenie festiwalowego jury. Tu bezapelacyjnie wygrał "Ślub" w reżyserii Anny Augustynowicz, koprodukcja teatrów im. Kochanowskiego w Opolu oraz Współczesnego w Szczecinie - festiwal podsumowuje Piotr Urbanowicz z Nowej Siły Krytycznej.

Festiwal został bardzo dobrze zorganizowany, mam na myśli zarówno zagospodarowanie przestrzeni, obsługę, materiały promocyjne (czytelność!), jak i program. O ile wybór spektakli należał do komisji "Klasyki Żywej", to dobór imprez towarzyszących był domeną opolskiego teatru. A te wydają mi się trafione przynajmniej z kilku względów.

Po pierwsze koncerty (w przeważającej części bezpłatne) otworzyły teatr na odbiorców (głównie młodzież) niezainteresowanych głównym nurtem konkursu. Mieszkańcy Opola mieli okazję poznać teatr nie tylko jako miejsce uprawiania tak zwanej sztuki wysokiej, ale też przyjazne popowym gustom. Sygnał jest jasny: teatr to miejsce zaangażowane i stwarzające przestrzeń do wspólnego spędzania czasu. To bardzo potrzebne podejście szczególnie w kontekście prezentowania klasyki. Stawia bowiem na stworzenie wspólnoty i tym naturalnym sposobem próbuje zainteresować teatrem, zdjąć z niego nimb sztuki wysokiej, a więc w stereotypowym odczuciu hermetycznej, niezrozumiałej i obcej współczesnemu doświadczeniu.

Drugą sprawą jest włączenie w program propozycji studenckich: etiudy "Iwaszkiewicz. Współcześnie" Karoliny Szczypek z Akademii Teatralnej z Warszawy (planowano jeszcze pokaz "Mrożek. Współcześnie", ale zespół nie dojechał), dyplom wydziału lalkarskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu "Ćesky diplom" w reżyserii Piotra Ratajczaka. Pierwszy pokaz niestety zawiódł, a nawet zaniepokoił, ale to w końcu dopiero pierwszy rok reżyserii... Natomiast wrocławski spektakl wniósł dużo pozytywnej energii i dał powód do nadziei, że studenci lalkarstwa przestaną żyć w cieniu "dramatycznych" kolegów. Prace obecnych studentów skonfrontowano z nagraniem "Matki" Witkacego w reżyserii Wiesława Komasy, dyplomu rocznika 94' PWST w Warszawie. Tego rodzaju "spotkania" nie tylko stanowią platformę wymiany doświadczeń między różnymi pokoleniami aktorów, ale także dają szansę porównania estetyk, a w końcu otwarcia dość tajemniczych (dla szerokiej widowni) szkół teatralnych na publiczny ogląd .

Dobór repertuaru Konfrontacji dał możliwość zapoznania się z różnymi estetykami oraz sposobami interpretacji klasyki. Po bardzo mocnym otwarciu festiwalu "Ślubem", pokazano przeciętnego "Księcia Niezłomnego" Pawła Świątka. O ile pierwszy z tych spektakli odznaczał się świetnym odczytaniem Witolda Gombrowicza i wysokim poziomem realizacji, o tyle drugi był tego swoistym zaprzeczeniem. Twórcy z Teatru im. Jaracza w Łodzi sami zresztą przyznali się na pospektaklowym spotkaniu, że problem "niezłomności" nie był przedmiotem ich zainteresowania, chodziło im o znalezienie współczesnego języka scenicznego dla dramatu Calderona-Słowackiego. Przedstawienie pogubiło sensy dążąc do abstrakcyjnie pojmowanej nowoczesności przekazu.

Ciekawymi wydarzeniami były dwa spektakle Jakuba Roszkowskiego i zarazem odmienne próby zmierzenia się z teatrem lalkowym. Choć teatr formy ma nieco inną dynamikę niż dramatyczny, to różnica między tymi gatunkami w dużej mierze jest pokłosiem stereotypów. Aktorzy znakomicie poradzili sobie z podwójną rolą i harmonijnie łączyli oba warsztaty. Propozycje Roszkowskiego, czyli "Wesele" z Teatru im. Andersena w Lublinie oraz "Krzyżacy" z Teatru Miniatura w Gdańsku, stanowiły ciekawe odczytania klasyki przy użyciu formalnych środków wyrazu. Razem ze wspomnianym "Ćeskim diplomem" propozycje lalkowe dały nadzieję na wprowadzenie teatru formy do mainstreamu.

Mimo że Piotr Tomaszuk nie zaskoczył odczytaniem "Dziadów" części IV Adama Mickiewicza, od części publiczności otrzymał stojącą owację. Inscenizacja nie wniosła nic nowego do interpretacji utworu; jej celem było utwierdzenie przekonania o geniuszu autora i słowiańskiej mocy zaklętej w jego słowach. Postulowanej magii nie można było jednak odczuć w przedstawieniu Teatru Wierszalin w Supraślu. Recepcja "Dziadów - nocy pierwszej" pokazuje jednak, że ten typ teatru (operujący bezpiecznymi, ale anachronicznymi środkami przekazu) ma ciągle mocną pozycję, szczególnie dzięki starszemu pokoleniu teatralnych bywalców.

Na pokazie "Krakowiaków i Górali" w reżyserii Michała Kmiecika znaleźliśmy się na drugim biegunie teatralnego świata. Choć pomysł na spektakl wydawał się ciekawy, scena niestety "milczała" i tym milczeniem zweryfikowała niedostatki w reżyserskim i dramaturgicznym warsztacie twórców z Teatru Polskiego w Poznaniu. Na zakończenie festiwalu widzowie obejrzeli dobrze zrobioną, by nie powiedzieć solidną, i ciekawie zagraną "Kartotekę" w reżyserii Andrzeja Majczaka z Teatru im. Jaracza w Olsztynie. Brakowało jej jednak polotu, do jakiego prowokuje przecież utwór Tadeusza Różewicza.

Młode pokolenie reżyserów (Świątek, Kmiecik) miało poważne problemy z klasyką - mechanicznie stosowali rozwiązania formalne - a inscenizowane utwory dzielnie odpierały ich uwspółcześniające zakusy. Inaczej Roszkowski. Ten przeprowadził solidną i spójną koncepcję w bardzo dobrym aktorsko "Weselu", a w "Krzyżakach" wprowadził nieco dystansu, komizmu, w finale zaś zaprezentował mistrzostwo krytycznej interpretacji powieści Henryka Sienkiewicza. Augustynowicz zaimponowała doświadczeniem i dojrzałą interpretacją Gombrowicza, podobnie jak Majczak. A Tomaszuk, cóż... zakleszczony w swojej metafizyce odmówił nawet dyskusji po spektaklu.

Oceny komisji potwierdziły te przeczucia. Decyzją jury - w składzie Janusz Majcherek (przewodniczący), Małgorzata Leyko, Gabriela Muskała oraz Piotr Ratajczak - nagrodę dla najlepszego spektaklu otrzymał "Ślub". Nagroda za reżyserię trafiła także do Anny Augustynowicz. Wyróżnienia aktorskie otrzymali odtwórcy Chóru Starców z "Kartoteki" (Marian Czarkowski, Cezary Ilczyna, Maciej Mydlak). Natomiast pięć z sześciu (!) nagród aktorskich trafiło do obsady "Ślubu" (Joanna Matuszak za rolę Matki, Arkadiusz Buszko za rolę Pijaka, Grzegorz Młudzik za rolę Ojca, Jędrzej Wielecki za rolę Władzia), z czego główną nagrodę otrzymał wykonawca roli Henryka Grzegorz Falkowski. Wyróżnienie za poszukiwania wspólnego języka dla teatru formy i dramatycznego otrzymał Jakub Roszkowski. Komisja wyróżniła także Dominika Strycharskiego za muzykę do "Księcia Niezłomnego". Jury dziennikarzy, prezydenta Opola i społeczne poza "Ślubem" wyróżniły "Kartotekę", "Krzyżaków" oraz "Ćesky diplom" (na specjalnych warunkach jako spektakl nie konkursowy).

Jaki obraz wyłania się z tych konfrontacji klasyki? Próby jej formalnego uwspółcześniania zawiodły; klasyka wydaje się materiałem szczególnie odpornym. "Książę Niezłomny" tak jak był hermetycznym wyrazem mistyki Słowackiego, tak po Świątku jest nim nadal. Wokół dzieł kanonicznych przez lata narastają liczne interpretacje, które niełatwo prześcignąć. Ale klasyka bardziej niż inne dzieła jest zagrożona uproszczeniami. Obrasta mitami. Przedstawienie Teatru Wierszalin znakomicie to pokazało. W końcu Mickiewicz wielkim poetą był.

Niewielu reżyserów zadało sobie pytanie jak poszczególne sensy dzieła działają dzisiaj. W "Weselu" posłużono się diagnozą Wyspiańskiego - ale czy klasy społeczne jeszcze istnieją? "Inscenizacja "Kartoteki" skupiła się na przedstawieniu wątków egzystencjalnych w oparciu o realia ze świata dramatu. Ale czy dzisiejsze problemy w relacjach międzyludzkich i tożsamości nie są dotknięte innym kryzysem niż to było u Różewicza? Zwycięski "Ślub" dał do myślenia o problemie fikcjonalności rzeczywistości: na ile świat jest językowym konstruktem, a na ile możliwe jest w nim jeszcze autentyczne doświadczenie. Myśl dotyczy indywidualnego doświadczenia każdego z nas - życia w świecie mediów i konkurujących narracji, gdzie nie ma jednej, uniwersalnej prawdy, a jednak różni demiurdzy próbują nas przekonać, że istnieje i jest na wyciągnięcie ręki... Pacyfistyczni "Krzyżacy"[na zdjęciu] pokazali, że nie trzeba podawać widzowi (szczególnie młodemu!) dosłownych obrazów. Twórcy syntetycznie i nie bez ironii przewartościowali imperialistyczne zapędy Polaków końca XIX wieku. Polemikę z Sienkiewiczem przeprowadzili bardzo sprytnie - na jego własnym materiale. I właśnie taka interpretacja dobrze służy klasyce i teatrowi. Wyznacza także sposób debatowania nad autorytetami (także pisarskimi) - przez uważną lekturę oponentów i wysuwanie trafnych argumentów przeciw nim.

Te dwie realizacje najmocniej zostaną mi w pamięci. Można by więc powiedzieć, że polityka ustanowiła sposób odczytań klasyki. Nie była to jednak interpretacja publicystyczna (w tym kierunku podążał zbyt prosto Kmiecik), lecz zrodzona na gruncie egzystencjalnym i dotykająca problemów relacji międzyludzkich.

42. Opolskie Konfrontacje Teatralne "Klasyka Polska", 18-23 kwietnia 2017.

**

Piotr Urbanowicz - absolwent wiedzy o teatrze Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorant w Katedrze Performatyki UJ.