powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nieszczęście zrodzone z wolności

"Mewa" poruszyła wyobraźnię i zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem, nad tym, czy wygląda ono tak jak ja chcę, czy tylko spełniam oczekiwania otoczenia i staję się marionetką w rękach losu - o "Mewie" Antoniego Czechowa w reż. Wojciecha Farugi w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Katarzyna Bekielewska z Nowej Siły Krytycznej.

Siedząc w Teatrze Powszechnym na widowni Sceny Małej czuje się niezwykle intymny klimat, choć przestrzeń gry z dwóch stron otaczają rzędy krzeseł z wpatrzoną w aktorów publicznością. Światło padające na twarze artystów uwypukla skrywane emocje postaci. Nie widzimy już aktorów, przed nami są bohaterowie dramatu Antona Czechowa. Od razu przenosimy się w świat rosyjskiej prowincji końca XIX wieku, ale jednocześnie nie możemy oderwać się od otaczającej współczesności. Nie pozwala na to kamera i dwa ekrany zawieszone pod sufitem. Dzięki nim i z pomocą Konstantego Trieplewa (Grzegorz Artman) jeszcze lepiej zobaczymy bohaterów "Mewy", wnikniemy w ich psychikę, a może nawet duszę. Spektakl Konstantego, który oglądamy na początku "Mewy", trwa bardzo krótko, nie tylko z powodu krytycznych uwag matki, Arkadiny, to punkt zapalny dla dalszego przebiegu inscenizacji Wojciech Farugi.

Reżyser ciekawie skonstruował sylwetki bohaterów Czechowa. Nina (Julia Wyszyńska) i Arkadina (Maria Robaszkiewicz) mają te same fryzury, zdarza się, że dziewczyna mówi te same zdania, które padają z ust matki Trieplewa. Zupełnie tak, jakbyśmy widzieli tę samą osobę, tylko w różnych fazach życia - u progu i na krańcu kariery aktorskiej (w obsadzie postać grana przez Wyszyńską nazywa się Nina / Arkadina).W niedługim czasie okaże się, że jedna z nich nie spełni marzeń związanych ze sztuką, natomiast druga padnie ofiarą własnych ambicji. Miedwiedienko (Oskar Stoczyński) kocha bez wzajemności Maszę (Karolina Adamczyk), która żywi niespełnione uczucia względem Konstantego. Ten z kolei jest zakochany w Ninie, którą nieświadomie oczarował literat Trigorin (Jacek Beler). Poplątane związki międzyludzkie, a właściwie ich brak, są pretekstem do rozważań nad tym, jak otoczenie wpływa na wszystkie aspekty życia jednostki: od przeżyć duchowych i artystycznych po sposób funkcjonowania w rzeczywistości.

Spektakl rozpoczyna się od przedstawienia ludzi zajmujących określone miejsca na scenie. Widzimy w strudze światła Arkadinę w objęciach młodszego od niej partnera, Trigorina. Wtula się w niego plecami, z głową odwróconą w stronę widowni i nieobecnym wzrokiem. Słucha ze skupieniem, co mówi syn. Dość szybko widz dowiaduje się, że znana i wybitna aktorka, opiekująca się potrzebującymi, to tak naprawdę megalomanka, traktująca swój zwód jak świętość niedoścignioną przez żadną inną profesję, a jej dobroczynność to poza. To kobieta, która realizując ambicje, zapomniała o najważniejszej roli życia - matki kochającej dziecko. Ciągle robi synowi przytyki, że nie o taką sztukę jej chodziło, jaką on proponuje. Siebie stawia za wzór tym, którzy myślą o karierze teatralnej, ale już nie cieszy się z ich sukcesów. Uważa, że tylko ona jest w stanie przekraczać granice w tej dziedzinie i dawać świadectwo prawdziwego artyzmu.

Trigorin, gdy kamera kieruje się na jego twarz, zasłania się, zupełnie tak, jakby nie chciał brać udziału w poczynaniach syna kochanki. Okrzyknięty zdolnym i znanym beletrystą, wydaje się być wycofany, jest przeciwieństwem Arkadiny. Traci chłód i zdradza emocje gotujące się w duszy, dopiero gdy się z nią kłóci. Arkadina rozkazuje mu oddać ubrania, które ma na sobie. Trigorin rozbiera się, zostając w opuszczonych pod pośladki spodniach. Tarza się po ziemi, błaga kobietę, by go nie zestowiała.

W tej scenie aktorzy zdają się prowokować widzów do reakcji. Tych prób jest więcej. Masza wygłaszając przygnębiające monologi, zrzuca suknię jakby chciała uwolnić się z krępujących ją więzów. Miejscowy lekarz, Dorn (Mateusz Łasowski), po przedstawieniu go widowni, wita się, kładąc na podłogę i poklepując się po nagich pośladkach (reszta ubrania jest w nienagannym stanie). Można odnieść wrażenie, że lekceważąco podchodzi do sztuki Konstantego, do niesnasek między nim a Niną, do toczącej się walki w rodzinie Arkadiny. Ma swój punkt widzenia na świat i nic nie jest w stanie zmienić jego zachowania. Scena, w której Dorn na oczach Sorin (Aleksandra Bożek) kopuluje z krzesłem, to krytyczny moment sprawdzania wytrzymałości widza. Zachowuje się jak zwierzę niemogące opanować popędów. Wie, co czuje do niego kobieta i testuje jej wytrzymałość, bawiąc się jej uczuciami przy każdej nadarzającej się okazji. Po pocałunku Sorin pyta go, czy to było prawdziwe - Dorn śmieje się jej prosto w twarz. Kpi z jej uczuć, a siebie utwierdza w przekonaniu, że potrafi manipulować każdym bez najmniejszego problemu. Faruga zmienił płeć roli- postać męską zaprezentował jako kobietę. Sorin Aleksandry Bożek jawi się jako skryty obrońca postulatów siostrzeńca. Jest jak gorszy sort człowieka. Z dwóch marzeń, które miała w życiu, nie zrealizowała ani jednego: nie wyszła za mąż i nie została pisarką. Jest przeciwieństwem Arkadiny, która zyskała sławę i zdobyła młodszego, znanego pisarza. Zestawienie tych losów to kolejne nawiązanie do tematu oddziaływania otoczenia na życie jednostki. Mimo życiowej stagnacji, w tych ludziach wciąż buzują skrajne emocje, wylewają się pod wpływem sytuacji granicznych. Mimo to wszystko zostaje tak jak było, nic już nie da się zrobić.

Czechow skupia się na nieoczywistych aspektach tworzenia. Trieplew wydaje się jego odbiciem, dwudziestopięcioletni dramaturg, żyjący w cieniu matki, nieakceptowany tak przez nią, jak i przez otoczenie. Autor "Trzech sióstr" też nie był rozumiany, jego twórczość uważano za wymysły słabego człowieka. "Mewa" została nazwana przez niego komedią, choć niewiele w jej treści na to wskazuje. Bohaterowie traktują swoje życie jako żart i to bardzo ponury. Z ust Arkadiny i Niny padają słowa, że w utworze Trieplewa nie ma akacji i miłości, dlatego gra się go ciężko. W odpowiedzi słyszymy, że sztuka polega na tym, by pokazywać życie jakim jest, a nie jakim chcemy, żeby było. Postać kreowana przez Grzegorza Artmana to Czechow przemawiający do ludzi XXI wieku, którzy zamiast uporać się z własnym jestestwem, próbują je odegrać, a dążąc do wspaniałej przyszłości, zamazują i fałszują teraźniejszość.

Konstanty jest przewodnikiem publiczności w trakcie spektaklu. Mówi, że zaraz coś nastąpi, ustawia kamerę w takim miejscu, by każdy z widzów miał dobry ogląd na rozgrywającą się na scenie akcję. Komentuje to, co jego zdaniem wymaga wyjaśnienia. Kierując na siebie obiektyw, pozwala dojrzeć skutki oddziaływania rodziny i znajomych na jego stan ducha. Tłumaczy, dlaczego postępuje w ten a nie inny sposób, niejako uprzedza wydarzenia, mówiąc o nich wprost do kamery. Jego wywody da się również interpretować jako pamiętnik, którego treścią chce się komunikować z publicznością. Jest poza normalnym przebiegiem wydarzeń i jednocześnie "żyje" w świecie Czechowa: reaguje na Sorin i bolesne uwagi matki, cierpi z powodu braku zainteresowania Niny. Trieplew jest zawieszony między dwoma światami - rzeczywistym i tym, który Faruga pokazuje w Powszechnym. Widzowie intuicyjnie przechodzą wraz z nim z jednej "przestrzeni" w drugą.

Tę dwoistość obrazują też pojawiające się po dwóch stronach ekranu cyfry - czy podczas wyświetlania wizerunków kolejnych bohaterów, czy wywiadu Trieplewa z matką. Jedna jest odwrócona jak w lustrze. Liczby z każdą kolejną projekcją zmniejszają się, to odmierzanie czasu: do końca spektaklu, do rozwiązania konfliktu, do ostatecznej konfrontacji bohaterów, w której wszystko ulegnie destrukcji. Chwilą tą staje się samobójstwo Trieplewa.

Przestrzeń sceniczna to prostokąt, lecz "gra" cała Scena Mała. Po obu jej stronach widzimy czarne, metalowe bramy, które są przesuwane w kulminacyjnych momentach. W jednym z nich bohaterowie palą jointy i tańczą, tracąc nad sobą kontrolę, uwalniają pokłady wolności drzemiące w uśpionym i cenzurowanym ciele. Przestrzeń zostaje zamknięta, a wszyscy odcięci od świata, nikt nie może do nich przeniknąć. To jedyna chwila, w której stanowią niczym nieskrępowaną wspólnotę, zjednoczoną w akcie wyzwolin. Jednoczą się w onirycznym szale, by za chwilę znów zamknąć się we własnym świecie, nie dopuszczając nawet tych, wśród których przed chwilą mogli czuć się swobodnie. Na ekranach ruch aktorów został spowolniony i wyostrzony. Można wychwycić ekstatyczny charakter sceny, poczuć jej energię.

Cała Scena Mała stanowi pole działań aktorskich - z każdej strony oddziałuje też na widzów. Julia Wyszyńska, zanim pojawi się jako postać, biega kilka razy wzdłuż ścian. Dlaczego po prostu nie wchodzi na scenę zadyszana, nie zagra, że Nina jest zmęczona drogą, którą pokonała z domu do majątku Arkadiny? Reżyser wprowadza w statyczną sytuację ruch, nie tylko angażując zainteresowanie widzów, ale też ożywia to, co dzieje się na scenie, by gra stała się bardziej wiarygodna.

Na ścianach widnieją plakaty i zdjęcia aktorek inspirujących Ninę, kilka krzeseł, pianino, a także worki sygnowane mottem i logo Teatru Powszechnego, cytatem z patrona Zygmunta Hübnera: "teatr, który lubi się wtrącać". To sygnał, że miejsce to podejmuje ważne tematy, a tą premierą wtrąca się w rzeczywistość pytaniem o wolność, jej miejsce w sztuce oraz życiu człowieka, który na każdym kroku musi hamować indywidualizm w obawie przed niezrozumieniem, odrzuceniem i niesprawiedliwą oceną. Wbrew pozorom wolność, którą mamy, jest ograniczana. Cenzurujemy sami siebie, inni powodują nasze zachowania. Mewa, którą zabija Trieplew może oznaczać zabijaną z każdej strony wolność jednostki. Jeśli nie chroni się jej z całych sił, stanie się strzępkiem wspomnień, zostaną po niej wyblakłe ślady krwi.

"Mewa" poruszyła wyobraźnię i zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem, nad tym, czy wygląda ono tak jak ja chcę, czy tylko spełniam oczekiwania otoczenia i staję się marionetką w rękach losu. Spektakl daje niepowtarzalną okazję, by w każdym z bohaterów znaleźć cząstkę siebie i zdecydować, czy odpowiada mi taki wizerunek własnej osoby.

--

Katarzyna Bekielewska - studentka V roku polonistyki na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, realizuje dwie specjalizacje - edytorską i teatrologiczną.