powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Ale czad!

Niekonwencjonalny sposób realizacji sprawia, że bodźce oddziałujące na widzów doskwierają, ale jednocześnie sprawiają przyjemność. Gra aktorska porywa. Zachęcona swobodą kontaktu publiczność szybko wchodzi w dialog - o spektaklu "Ziemianie" Jarosława Murawskiego w reż. Leny Frankiewicz we Wrocławskim Teatrze Lalek pisze Maria Maczuga z Nowej Siły Krytycznej.

Od kilku miesięcy media nagłaśniają problem zbyt wysokiego stężenia szkodliwych pyłów w powietrzu oraz bombardują zdjęciami kolejnych opustoszałych po wycince drzew miejsc. Na skutek zbyt uporczywej emisji podobnie ujętych informacji ekscytacja społeczeństwa tematem maleje, a odbiorcy znieczulają się na skandal. Natomiast zespołowi Wrocławskiego Teatru Lalek, który spektaklem "Ziemianie" w reżyserii Leny Frankiewicz zabrał głos w sprawie ekologii, udało się zainteresować widzów. Doskonale zadziałał pomysł, by publiczność odebrała sztukę wszystkimi zmysłami.

Po przekroczeniu progu sali teatralnej widzowie natychmiast i dotkliwie odczuwają problem. Przestrzeń zdarzenia, bo tak można nazwać to przedstawienie, wydzielona została blachami przywodzącymi na myśl ekrany dźwiękochłonne. Znajduje się tu mnóstwo śmieci: ścinków, plastików, rur. Swobodne przemieszczanie się utrudniają pnie ściętych drzew. Chaos potęguje dudniąca muzyka. Brakuje klasycznej widowni, nie ma foteli, ani nawet poduch. Widzowie siadają na podestach, w centrum akcji, między nimi przeciskają się aktorzy. Dym ogranicza widoczność.

Wielkie Ptaszysko (Kamila Chruściel) pochylone nad sadzawką, przypomina Szekspirowską wiedźmę na osnutym mgłą wrzosowisku, wieszczy koniec świata. Ostatnia Pszczoła (Anna Makowska-Kowalczyk) próbuje dociec co znaczy, że jak pszczół zabraknie to nic już nie będzie. Klimat (Grzegorz Mazoń) filozoficznie objaśnia jej definicję niczego oraz przyszłości. Para zaprzyjaźni się i spróbuje odmienić losy Ziemi. Okaże się to bardzo trudne, ponieważ przeszkadzać im będzie uwielbiający zasmradzanie Smog Podwawelski (Tomasz Maśląkowski). Żubr (Kamila Chruściel), jedyny sprzymierzeniec, zostanie zastrzelony przez opętanego żądzą ucywilizowania każdego fragmentu natury Ministra Bull Doggera (Grzegorz Mazoń), a hodowana w sztucznych warunkach, ale skłonna do poznania prawdziwej przyrody, Gardenia (Agata Cejba) zaginie.

Historia, w której przeplatają się zagadnienia zatruwania powietrza i wody, produkcji w nadmiarze pożywienia, stosowania pestycydów, wyrzucania śmieci do lasów, spożycia cukrów, ekspansywnego rozwoju przemysłu, dziury ozonowej, nie ma w sobie nic z nurzącego dydaktyzmu i moralizatorstwa. Niekonwencjonalny sposób realizacji sprawia, że bodźce oddziałujące na widzów doskwierają, ale jednocześnie sprawiają przyjemność.

Gra aktorska porywa. Zachęcona swobodą kontaktu publiczność szybko wchodzi w dialog. Nawet dorosłym zdarza się spontanicznie na głos wypowiedzieć spostrzeżenia. Nikt nie narzeka, raczej słychać śmiech, gdy płaczący Klimat, moczy ubrania widzów. Ciekawe czy na którymś ze spektakli ktoś z częstowanych widzów odważy się spróbować kiełbasy lub marchewki? Entuzjazm wzbudzają też partie wokalne. Okazało się, że dzieci można zaciekawić piosenką o feromonach. Artyści do większości ostrych utworów sami sobie akompaniują. W intymnych sekwencjach Klimat tworzy klimat, przygrywając cichutko na rozmaitych instrumentach.

Kostiumy zaprojektowane przez Michała Dracza, ogrywane są błyskotliwymi kwestiami. Smog, w czarnym sfilcowanym kożuchu o przedłużonym tyle, wyjaśnia, że nosi smoging. Gdy znika Gardenia, szuka "kwiatka do kożucha". Smog nie rozstaje się z piecem na kółkach, który raz jest wędzarnią, innym razem samochodem emitującym spaliny, ale przy każdym pojawieniu się zadymia salę. Topniejący Klimat ma na sobie płaszcz-lodowiec z półprzezroczystej białej tkaniny, z mnóstwem kieszeni wypełnionych plastikowymi butelkami. Gardenia, chowana przez troskliwego Smoga pod kloszem, bez której świat traci kolor, ubrana jest w sukienkę z czerwonych płatków, a głowę, tułów i ręce przykryte ma tiulowym abażurem. Gdy kwiatek wypija naturalną wodę, rozkwita, pozbywa się okrycia, a rozsypujące się płatki nadają Ziemi barw.

Młodzi widzowie zaproszeni do tego, by pomóc odrodzić się przyrodzie, ochoczo stawiają zieleniące się drzewa i sprzątają śmieci. Dzieci podobne są do Smoga, który nie jest ani zły, ani dobry, nie zna niezadymionego świata i potrzebuje przykładu, impulsu do przemiany. Dorośli z nieskrywaną satysfakcją wychwytują aluzje polityczne i społeczne. Śmieją się, gdy słyszą, że Gardenia Spehora-Douglas pachnie, na rowerze jeździ, mięsa nie je, na jogę chodzi.

Młodsi i starsi widzowie opuszczają teatr zadowoleni, trudno ocenić, kto bardziej. Czyżby artyści stworzyli "Ziemian" po to, żeby dzieci przyprowadziły do teatru rodziców i wspólnie, jak Pszczoła i Klimat, postarali się odmienić losy Ziemi?