powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Anegdoty o Schillerze

Schiller nie oszczędzał aktorów grających w jego reżyserii. Pewnego razu bardzo źle wyraził się o aktorze Y. Zapytany przez uczniów, dlaczego Y jest złym aktorem, odrzekł: "Bo źle przedstawia na scenie" - pisał Erwin Axer w "Listach ze sceny".

Schiller najłatwiej porozumiewał się z intelektualistami. W stosunku do innego rodzaju ludzi odczuwał rodzaj skrępowania czy zażenowania, które szczególnie wyraźnie przejawiało się w obecności dzieci. W sztuce Devala "Rodzina Massoubre" (La prire pour les vivants) występowała pięcio- może sześcioletni chłopczyk. W czasie próby generalnej, która przeciągnęła się do drugiej w nocy - dziecko obudzone ze snu rozpłakało się na scenie. Schiller żachnął się: "No, nie, proszę pana, w ten sposób nigdy nie skończymy próby".

*

Na generalnej "Fieska" w Narodowym czterdziestu statystów niesie ciało zabitej Leonory. Wtem z głębi widowni odzywa się głos: "Pan czwarty od lewej, ulubieniec publiczności, proszę trochę wolniej!".

Schiller miał swoje sympatie i antypatie także wśród statystów.

*

Zwalczany w TKKT Schiller obchodził w Łodzi demonstracyjny jubileusz setnej inscenizacji. Po przedstawieniu "Nieboskiej" w jednej z łódzkich knajp odbywał się dalszy, półoficjalny ciąg uroczystości. Jubilat był w świetnym humorze, dużo śpiewał i grał na pianinie. W pewnej chwili popłynęły dźwięki "Międzynarodówki". Ówczesny wiceprezydent Łodzi, szczególnego autoramentu socjalista, poruszył się niespokojnie: "Panie dyrektorze - powiedział - po cóż pan to gra? To już było".

"To jeszcze wróci" - odrzekł Schiller i spokojnie grał dalej.

*

Schiller przerwał próbę "Dziadów" i gniewnie przywołał dyrygenta do porządku: "To nie ma być wiolonczela" - krzyknął - "Jeszcze raz".

Za drugim razem incydent powtórzył się i dokładnie te same słowa padły z ust reżysera.

Kiedy za trzecim razem Schiller znów przerwał orkiestrze, rozległ się tupot nóg i blady z gniewu kompozytor wbiegł na scenę, groźnie potrząsając nutami: "Więc co to ma być" - ryknął. - "Cień wiolonczeli" - brzmiała odpowiedź.

*

Schiller do końca życia nie przebolał straty swojej wspaniałej biblioteki przywalonej gruzami wieżowca na placu Napoleona. Kompletował tę bibliotekę przez długie lata i gdy rozmowa schodziła na ulubione książki, zapominał o wielu innych sprawach. Pewnego razu, jeszcze przed wojną miał zdawać u niego egzamin nasz kolega M. zagrożony w swoich studiach z powodu zaniedbanych kollokwiów. Już od dwóch godzin siedział sam na sam z kierownikiem wydziału w salce teatralnej szkoły. Zaniepokojeni, a zarazem zaciekawieni, wkradliśmy się na scenę i przez dziurę w kurtynie spojrzeliśmy na plac boju: stosy książek przyniesionych przez M. przechodziły z ręki do ręki. Schiller trzymał w ręku portfel. Transakcja dobiegała końca.

*

Jeden z naszych kolegów, utalentowany dekorator C., o nieco rubasznym usposobieniu, odezwał się arogancko. Schiller wyrzucił go za drzwi. Był to jedyny bodaj wypadek w historii oddziału. C. wyszedł trzasnąwszy drzwiami.

Wieczorem po wykładach poszliśmy do "Europejskiej", gdzie bywał C., żeby go namówić do okazania skruchy. Zastaliśmy winowajcę siedzącego nad jedną głębszą przy barze. Obok niego nad drugą siedział Schiller.

*

Jeden z reżyserów nie chciał obsadzić aktorki cieszącej się szczególnym poparciem dyrekcji.

- Musi ją pan obsadzić - powiedział Schiller - bo w przeciwnym razie trzeba będzie zamknąć Polskę.

*

Próba techniczna z "Celestyny" Rojasa trwa wiele godzin. Aktorzy i elektrotechnicy padają ze zmęczenia. Reżyser po raz x-ty zmienia układ reflektorów.

Główny elektryk od dawna już stracił głowę:

"Na kogo mam świecić, dyrektorze?" - pyta.

"Niech się pan orientuje po gażach" - mówi Schiller.

Erwin Axer Listy ze sceny, Czytelnik, Warszawa 1955, s. 255-258.