powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Realizm, prawda, odkrycia

W "Nocy listopadowej" bogowie, jak wiadomo, zmieszali się ze śmiertelnymi. Spotykają się z nimi w przedsionkach i na ulicach. Ich działania się krzyżują. Głosy ludzkie mieszają się z głosami Olimpijczyków - pisał Erwin Axer w "Listach ze sceny".

Jeżeli pominąć pewną niezgodność tej koncepcji z dość rozpowszechnionym mniemaniem, że ludzie poruszają się po ziemi co najwyżej z lekka podfruwając, bogowie zaś szybują na znacznych wysokościach - jeżeli pominąć tę, powiadam, niezgodność poglądów - sprawa jest jasna i pomysł Wyspiańskiego wyraźny.

Nie tak jednak uważał znakomity skądinąd reżyser Aleksander Węgierko, który powziąwszy myśl może nie najszczęśliwszą, kazał zbudować dwa poziomy podestów i zainscenizował "Noc listopadową", w której (przy wielu zresztą pięknościach ujęcia) ludzie poruszali się na poziomie płaszczyzny scenicznej, bogowie zaś co najmniej w połowie wysokości portalu.

Wilam Horzyca, ówczesny dyrektor Teatru Narodowego, zobaczywszy to przedstawienie powiedział: "Wyspiański miał pomysł, żeby zmieszać bogów z ludźmi; Węgierko odmieszał ich z powrotem. To się nazywa koncepcja!"

Jeżeli przyjąć prawdę metafizyczną o różnych poziomach bytowania bogów i ludzi za prawdę materialną, to opisana wyżej inscenizacja "Nocy listopadowej" stanowi prototyp owych "odkrywczych" koncepcji, które w imię swoiście pojmowanego realizmu pragną zastąpić prawdę artystyczną "prawdą" materialną.

W ubiegłych latach notujemy kilka, może nawet kilkanaście prób oparcia rewizjonistycznych inscenizacji na odtworzeniu jakoby autentycznych podstaw obyczajowych (bo do tego rzecz się zazwyczaj sprowadza) - epoki.

Ujrzeliśmy wiele przedstawień, w których pokazano nam "jak to było naprawdę".

Było kilka przedstawień Fredry, w których źródłem inspiracji reżysera stał się "prawdziwy" układ stosunków społecznych, nie zaś propozycja poetycka autora.

Widzieliśmy "Wesele Figara" wyjęte z ram, w które oprawił je autor, a oparte chyba tylko na wyobrażeniach twórców spektaklu o okresie oświecenia i rokoka.

Widzieliśmy "Dulską" z "prawdziwą" Hanką i "Maliczewską" z ubrązowioną Maliczewską. Słyszeliśmy o odkrywczym pomyśle wystawienia "Dziadów" jako polskiego Wertera, wypływającym z niezwykle oryginalnego przekonania, że u podstaw utworu musiała być niewątpliwie werterowska awantura i werterowskie przeżycie, reszta zaś to zbędne nadbudówki wymyślone przez niezupełnie odpowiedzialnego poetę.

Możemy chętnym przedstawić do dyspozycji parę własnych pomysłów w postaci sielankowego ujęcia sceny więziennej "Dziadów" cz. III, co niewątpliwie będzie zgodne z prawdą historyczną, ukazania, jak to naprawdę było z wejściem Kordiana na Mont Blanc, i wielu innych cennych idei.

Nie ulega wątpliwości, że nasze pomysły nie są całkowicie oryginalne. Pamiętamy wszyscy ujęcie prozaiczne wiersza "Testament mój" przez Osterwę lub czyjeś inne, znacznie mniej ciekawe próby ukazania, czym względnie kim "naprawdę" był Chochoł z "Wesela". Eksperyment pierwszy wynikał, jak sądzę, z naturalistycznego zamiaru odtworzenia psychicznych procesów Słowackiego - niestety kosztem jego koncepcji artystycznej, która wyraziła się przecież w poemacie, drugi eksperyment był zwykłą bzdurą.

Różne bywały motywy, dla których ścigano chimery i nie-chimery, omijając sens, logikę, formę artystyczną dzieła sztuki. Jednakże dopiero od niedawna usłyszeliśmy, ku niemałemu naszemu zdumieniu, że może się to dziać w imię realizmu.

Tak więc realizm "Dożywocia" to nie poetycka koncepcja życia z początku XIX wieku, lecz prozaiczne perypetie "prawdziwego" Łatki i Orgona. "Wesele Figara" to nie dworska komedia intryg, w której konwencjonalne z pozoru postaci rozświetlają błyskawice światoburczych myśli, lecz prawdziwy (czy prawdziwy?) Figaro-lokaj (może analfabeta?), wiejski przygłup Cherubin i "typowa" pokojówka Zuzanna.

Natomiast w sztukach Zapolskiej, które przecież rzeczywiście zawierają prawdę obyczajów, na przekór i jej, i artystycznej wymowie tekstu, Maliczewska to zapoznany talent, służąca z "Moralności" - rewolucjonistka, a szwaczka z "Ich czworo" jakoby postać pozytywna.

Niestety! Ubranie tonie nitki, kiełbasa to nie białko z wodą, a sweter nie wełna i nie baran, z którego tę wełnę zdjęto.

Niechaj uczony - jeśli to konieczne - ścina drzewko pomarańczowe, żeby podłubać w ziemi, z której wyrosło. Malarzowi widok owocu musi powiedzieć prawdę o glebie.

Sens "Zemsty" jest w "Zemście" samej, nie w realiach, które są inscenizatorowi inspiracją i pomocą - bynajmniej zaś celem.

Poprzez realizację artystycznej koncepcji autora - nie przeciwko niej - wyrażamy prawdy historyczne, które się odzwierciedlają w dziele sztuki.

Gdy nie ma sztuki, cóż nam z prawdy na scenie?

W teatrze nowatorstwo polega chyba na czym innym. Na oświetleniu tego, co w dziele klasycznym jest zdumiewająco nowe, prawdziwe i aktualne.

O to prosimy inscenizatorów.

Po resztę pójdziemy na uniwersytet i do muzeów.

***

Erwin Axer, "Listy ze sceny", Czytelnik, Warszawa 1955, s. 213-216.