powiększwersja do drukupoleć znajomemu

DyBBuk, czyli żydowskie Dziady

"DyBBuk" jest bardzo nierówny. W przedstawieniu odnaleźć można kilka mocnych stron, ale równocześnie niektóre rozwiązania są zupełnie nieudane - o "DyBBuku" Artura Pałygi wg Szymona An-skiego w reż. Pawła Passiniego w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej pisze Agnieszka Kołek z Nowej Siły Krytycznej.

W Teatrze Polskim w Bielsku-Białej Paweł Passini wyreżyserował "DyBBuka" na podstawie dramatu bielszczanina Artura Pałygi, autora "Żyda" wystawionego na tej scenie w 2008 roku. Sztuka inspirowana jest dramatem Szymona An-skiego "Dybuk, czyli na pograniczu dwóch światów", uzupełnionym o historie bielskich Żydów.

Z utworu An-skiego Pałyga zaczerpnął historię tragicznej miłości Lei i Chanana. Buntowniczy idealista Chanan umiera, gdy dowiaduje się, że decyzją ojca Lei, jego ukochana ma zostać żoną innego. W czasie przyjęcia weselnego w ciało Lei wstępuje dybuk, czyli zbłąkana dusza Chanana. Według żydowskich wierzeń dybuk nawiedza ciało żyjącego człowieka. Spotykają się światy umarłych i żywych, wzajemnie się przeplatając i uzupełniając. Twórcom udało się stworzyć mistyczny klimat tajemniczości, niepokoju, zwłaszcza w scenach egzorcyzmów nad Leą, czy gdy dziewczyna przemawia głosem Chanana. To jednak nieliczne atuty spektaklu.

Pomysł, aby opowiedzieć historie żydowskich bohaterów pochodzących z różnych, odległych od siebie, czasów jest dobry. Oczekiwałam z niecierpliwością, w jaki sposób wplecione zostaną do tekstu opowieści o mistyku Abulaffim, który w 1280 roku przybył do papieża, aby "nawrócić" go na judaizm; czy o pralni z ulicy 11 listopada 63 w Bielsku-Białej, do której zwożono pranie z Auschwitz i przy tej okazji przekazywano grypsy. Przed wojną należała ona do Żydów, podczas okupacji stała się własnością Niemców, a po wojnie mieszkał w tym miejscu żydowski naukowiec, który miał prywatną synagogę - z jego inicjatywy sprowadzono do Bielska "Księgę znaku" Abulaffi. Są to historie niezwykle interesujące, ale sposób ich przedstawienia jest dla mnie nie do przyjęcia. Z kilku powodów.

Za dużo chaosu i improwizacji. Rozumiem, że intencją twórców było usytuowanie akcji poza czasem, ale niezrozumiałe są nagłe, niespójne przejścia między współczesnością a średniowieczem. A już scena, w której młodzi żydowscy chasydzi rozmawiają na Księżycu jest żenująca, gdy zwracają uwagę na to, że ich pejsy nie poddają się grawitacji. Chór na początku próbuje nas przekonać, że "to zawsze robi klimat, kiedy śpiewa chór, czy kiedy melorecytuje", ale właśnie nie udało się stworzyć klimatu. Partie wygłaszane chóralnie były momentami niezsynchronizowane i niedopracowane dykcyjnie. Za dużo irytującego krzyku i co chcę podkreślić - nieuzasadnionego. Stopniować napięcie można łagodniej, nie trzeba od razu "zakrzyczeć" widza.

"DyBBuk" jest bardzo nierówny. W przedstawieniu odnaleźć można kilka mocnych stron, ale równocześnie niektóre rozwiązania są zupełnie nieudane. Atutem jest scenografia oraz kostiumy Elbruzdy. W centrum sceny znajduje się synagoga, wokół której zorganizowana jest przestrzeń na tyle uniwersalna, że nadaje się do odegrania scen i z czasów średniowiecza, i współczesności. Stroje służą nie tylko oddaniu kolorytu żydowskiej obyczajowości, ale stanowią element dekoracji. Gdy mowa o pralni, spod sufitu opuszczone zostają rzędy bielizny, co przypomina nie tyle rozwieszone pranie, ile zwisające ciała.

Warto wyróżnić Ilonę Lewandowską wcielającą się w Leę i Dybuka. Stworzyła postać wyrazistą z dużym bagażem emocji. Uwagę przykuwa również Rafał Sawicki w roli Abulafii. Jego bohater nie jest jednowymiarowy.

"DyBBuk" to historia spotkania światów realistycznego oraz fantastycznego i mimo że te dwie sfery nieco się rozmijają, to jednak warto spektakl obejrzeć, chociażby dla scen przedstawiających historię żydowskich kochanków na miarę Romea i Julii.

***

Agnieszka Kołek - ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Laureatką I miejsca w konkursie na recenzję teatralną organizowanym przez Urząd Miejski w Bielsku-Białej w 2015 roku. Zdobyła wyróżnienie w Konkursie im. Karola Wojtyły na recenzję teatralną w 2016 roku.