"W życiu ludzkim śmierć do rzecz nie nowa"

"Spowiedź chuligana. Jesienin" wg wierszy Siergieja Jesienina w reż. Krzysztofa Jasińskiego, koprodukcja Teatr Polonia w Warszawie i Teatru STU w Krakowie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Was.

«"Spowiedź chuligana. Jesienin" - tak nazwali monodram reżyser Krzysztof Jasiński i aktor Andrzej Grabowski, powracając tym samym do spektaklu sprzed laty, który wystawiany był na deskach Teatru Stu. Dzięki zachowanym zdjęciom z krakowskiego przedstawienie na scenie Teatru Polonia możemy skonfrontować dzisiejszego Jesienina Grabowskiego, z tym, który mierzył się ze strofami autora "Listu do matki" jako młodzieniec. W obydwu realizacjach rosyjski poeta jawi się nam jako człowiek nie tylko nie stroniący od alkoholu, ale przede wszystkim pełen tęsknoty, która wypełnia jego mroczną duszę. Miłość przeklęta razem z ziemią rodzinną to najczęstsze motywy jego tekstów, które dzięki sugestywnej interpretacji Grabowskiego zapadają głęboko w pamięć.

Scena jest prawie pusta - widzimy prostokątny stół, bardziej neutralny niż przypominający ten z moskiewskiej mordowni, krzesło, butelkę wódki, szklankę, świeczkę w lichtarzyku, album fotografii i stojącą w rogu gitarę. Przestrzeń ta mówi z pozoru niewiele, ale w swojej naturalnej dekoracyjności nie jest wcale obojętna wobec słów, które padają. Na swój sposób potęguje tajemniczą mroczność, w której pogrążona jest dusza poety - chuligana.

Najważniejsze, że ten brak nadmiaru nie uwiera. Jasiński z Grabowskim zadbali o to, by nie sprowadzić monodramu do czystej recytacji wierszy, zrezygnowali też z odtwarzania lokalnego kolorytu Rosji, co najczęściej kończy się sztucznością rodem z krajoznawczego katalogu. A dzięki wspomnieniom sprzed lat skala, w jakiej widzimy legendę Jesienina wędruje od młodości, chmurnej i bolesnej, do dojrzałości, która przynosi zgorzknienie, a czasami nawet coś na kształt kabotynizmu; jest jednak w sposobie prezentacji aktora coś niepojącego, rozedrganego, jakby po trosze cygańskiego; nawet częste wycieranie czoła czy ust chusteczką staje się swego rodzaju komentarzem do poezji, która niekiedy musi wydobywać się z trudem, rodzić w bólu i tęsknocie - zresztą trzeba niemałej sprawności artykulacyjnej, by nie zgubić jej rytmu, najdrobniejszego sensu tkwiącego w wyznaniach raz emocjonalnie gorących, to znów będących tylko lirycznym wspomnieniem.

Można by powiedzieć, że to obrazek dość stereotypowy i nie wychodzący poza oczywistości, które dobrze znamy. Dlatego tak ważna jest w tego typu sytuacjach scenicznych siła aktorskiego wyrazu i jego interpretacyjna, że tak powiem, czystość. A tych Grabowskiemu nie brakuje, zarówno w eksplorowaniu duszy szalonego pisarza, jak i jego zawadiackiej natury, skłonnej jednakże do uczuciowych ekscytacji pełnych piękna, prostoty, dlatego w nastroju przejmujących. Bo w spektaklu Jasińskiego najważniejsze są frazy Jesienina, one są sednem tego spotkania, a nie odtwarzanie zewnętrznej rzeczywistości z początku XX wieku. Grabowski siedzi w tej poezji, jest w jej wnętrzu i z ciemnej otchłani swojego raz młodego, to znów ciężkiego ciała, wydobywa czystość zapisanego w strofach bólu, raz przechodzącego niemal w skowyt, to znów wyciszonego i niemal lirycznego. Jest w tych wyznaniach również miłość do ważnych w życiu kobiet Jesienina, do matki poety, matki poezji i Matki Rusi.

Scenariusz prezentowany w Teatrze Polonia, skreślony ze strof autora "Pugaczowa", jest gorzką opowieścią o spotkaniu młodego Jesienina z tym, który nie dożył wieku dojrzałego i teraz patrzy na kruchość świata z perspektywy człowieka, nie potrafiącego przeciwstawić się temu wszystkiemu, co ten świat mu zaoferował. Człowieka, który musiał się ugiąć pod jego naporem, choć nigdy nie był mu obojętny.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego