powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Teatr lasem pachnący

"Strach ma wielkie... zęby" Karoliny I. Kalety w reż. Laury Sonik w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu. Pisze Anita Nowak.

Spektakl rozpoczyna się niepostrzeżenie. Postaci siedzą wśród nas, wiodąc między sobą dialogi. Po chwili dopiero powoli, nadal rozmawiając, przechodzą na scenę.

A dokładniej - zanurzają się w lesie. Pachnącym drewnem, korą, igliwiem i liśćmi. Bo oprawa tej bajki jest w pełni ekologiczna. Urzeka nie tylko wonią natury, ale też pięknem wizualnym, a nawet brzmieniem. Dzięki wykorzystaniu przez Miłosza Markiewicza w ścieżce dźwiękowej instrumentów drewnianych, kojarzących się z odgłosami lasu i natury. Takie usytuowanie zdarzeń zwraca uwagę dzieci na piękno przyrody, uczy dla niej szacunku. Choć nie jest to jedyny cel wychowawczy tego przedstawienia. Zgodnie z intencją autorki dramatu, Karoliny Kalety, głównym przesłaniem jest tu uświadomienie widzom, że nie strachem, a dialogiem warto normować stosunki społeczne.

Znakomitym wyborem było powierzenie reżyserii tego spektaklu Laurze Sonik. Urodzona i wychowana w Borach Tucholskich artystka, jak mało, kto czuje ducha lasu. Dzięki temu postaci zwierząt poruszają się po scenie niezwykle wiarygodnie. Dotyczy to zwłaszcza Sarny. Złożona z głowy, krótkiego pieńka imitującego tułów a prostych patyków- nogi, przez kilkoro aktorów animowana jest w taki sposób, że wydaje się prawdziwa.

Nie bez znaczenia jest tu symbiotyczna niemal współpraca reżyserki ze scenografką, Justyną Bernadettą Banasik, rzeźbiarką, twórczynią autorskich lalek. Pomysłowe było też np. wyposażenie głowy Łosia w ulistnione gałęzie kształtem i ułożeniem idealnie przypominające poroża. A i kryjący się za tymi postaciami aktorzy bardzo dobrze fizycznie do siebie przystają. To ważne, bo Agnieszka Niezgoda i Mirosław Szczepański sugerują rodzący się między Sarną i Łosiem romans. I tu otucha

dla przychodzących do teatru z wnukami dziadków

Ale ważniejszą oczywiście w tej bajce parą są Mysz i Wiewiór. Drobne, wzruszająco wręcz z różnych materii utkane istotki, zwinne i szybkie tak dalece, iż niekiedy mijają się wzajemnie, nie zdążywszy nawet tego zauważyć. Grająca Mysz Dominika Miękus i do tej postaci zdaje się być specjalnie stworzona. Drobniutka w szarym kostiumie i chusteczce, ruchami zdaje się naśladować prowadzoną lalkę. A już tego, w jaki sposób użycza jej głosu, nie warto tu opowiadać, bo każdy kto tylko może dotrzeć do Baja, powinien to usłyszeć sam, wprost ze sceny.

Wysoki, szczupły Krzysztof Parda linią świetnie przystaje do smukłego też, dzięki ogonowi, Wiewióra- lalki. Posturą pasuje też do Myszki. To dobrze. Bo i tu można dopatrzyć się iskierek emocji. Wszakże Wiewiór nie pozwala, powodowanej wyrzutami sumienia przyjaciółce, odejść z lasu. A wręcz pomaga jej ułożyć lepsze, niż miała wcześniej relacje z resztą borowiaków.

Edyta Soboczyńska z pacynką na prawej ręce, a skrzydłem na lewej, na plecach wyposażona w długi ogon, fruwa po scenie niczym prawdziwa Sroka.Wyrzeźbiona z drewnianych klocków postać Borsuka dzięki wyobraźni jej twórczyni i odpowiedniej animacji lalki przez Jacka Pysiaka zdumiewa prawdą natury tego ociężałego zwierzaczka.

W spektaklu dużo ciekawych układów choreograficznych Grzegorza Suskiego. Atutem tej inscenizacji jest też mistrzowskie operowanie światłem. Wszakże las to przestrzeń, w której promienie słońca o różnych porach dnia, wywołują rozmaite, osobliwe efekty. I tu w pełni, niczym w lustrze, wykorzystano ten potencjał blasków i cieni proponowany przez naturę.

***

(Recenzja prezentowana na antenie Polskiego Radia PiK 12 marca 2016 roku w (Śniadaniu z Muzami)