powiększwersja do drukupoleć znajomemu

To skomplikowane

"Bóg w dom" nie rzuca nowego światła na trudny i tak bardzo aktualny temat, wciąż obecny w międzynarodowym dyskursie. Nie prezentuje świeżego spojrzenia, nie daje możliwości otwarcia nowych dróg jego interpretacji - o spektaklu w reż. Katarzyny Szyngiery w Teatrze Polskim w Bydgoszczy pisze Barbara Pitak-Piaskowska z Nowej Siły Krytycznej.

Na długo przed premierą "Bóg w dom" w reżyserii Katarzyny Szyngiery głośno było w mediach o pracach nad spektaklem. Temat z jakim postanowiono się zmierzyć w Teatrze Polskim w Bydgoszczy jest ważny i potrzebny we współczesnej debacie społecznej. Porusza kwestię muzułmańskich imigrantów w Europie, terroryzmu, rodzących się w związku z tym radykalizmów oraz stosunku katolickiego duchowieństwa do tych spraw. Pomysłodawcy - Katarzyna Szyngiera i Mirosław Wlekły - pojechali do Francji i Belgii, by zebrać materiały do przedstawienia. Będąc w miejscach uważanych za siedlisko radykalnych muzułmanów i terrorystów (brukselska dzielnica Molenbeek czy podparyskie Saint Denis), przeprowadzili rozmowy z mieszkańcami, chcąc dowiedzieć się jak po ostatnich zamachach terrorystycznych w Europie wygląda tam życie. "Pojechaliśmy tam, by przekonać się czy - jak donoszą niektóre media - miejscami tymi rzeczywiście zawładnęli islamscy radykałowie oraz zapytać mieszkańców jak żyje się wśród terrorystów, w miejscach nękanych zamachami. Wreszcie chcieliśmy dowiedzieć się w jakim stopniu polski strach przed muzułmanami jest uzasadniony" - czytamy w opisie spektaklu.

Szyngiera i Wlekły zebrali dużo cennego materiału. Przeprowadzili rozmowy z blisko czterdziestoma osobami: muzułmanami, katolikami, ateistami - różnej płci, w różnym wieku, o różnym statusie społecznym. Wszyscy z własnej perspektywy mówili o nękającym Europę terroryzmie i islamofobii. Bogactwo i zróżnicowanie zgromadzonych informacji zasługuje na uznanie. Nie można też odmówić twórcom zaangażowania w projekt. Jako że podejmowany przez nich temat jest aktualny, trudny i arcyważny, to oczekiwania względem efektów ich pracy były wysokie. Ilość osób na prapremierze przerosła ilość miejsc na widowni.

Przestrzeń sceny pomyślano jako wspólną dla aktorów i widzów. Publiczność umieszczono po dwóch przeciwległych stronach sceny a nad głowami zawieszono telebimy. Środek zaś oddano do dyspozycji aktorom.

Otwierająca sekwencja to inscenizacja mszy. Słowa głoszone z ambony nawiązują do kontrowersyjnego kazania księdza Romana Kneblewskiego z kościoła pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy, straszącego islamskimi najeźdźcami, w którym jest mowa o dokonywanych przez nich gwałtach na polskich kobietach i podrzynaniu gardeł. Pojawia się też fragment przemówienia księdza Jacka Międlara wygłoszonego podczas Marszu Niepodległości przed Stadionem Narodowym w Warszawie w listopadzie 2015 roku. Nie zabrakło fragmentów wypowiedzi "zwykłych ludzi", które znaleźć można w Internecie. Przedstawione w monologu Martyny Peszko, stały się dla mnie jedynym, dojmującym momentem przedstawienia. Pełne nienawiści i agresji słowa wygłaszane w rytm psalmu wyzywają muzułmanów od ścierwa, nawołują do tego by wybić to "plugastwo" do cna i polać świńską krwią "ich ryje". Nagromadzenie epitetów, wulgarny język, płynąca z tych słów wściekłość i pogarda wobec wyznawców innej religii, dotykają i przepełniają strachem przywodząc na myśl najgorsze skojarzenia. Nie sposób zrozumieć jak możliwa jest tak głęboko zakorzeniona wrogość do drugiego człowieka tylko dlatego, że pod jakimiś względem - koloru skóry czy wyznania - jest inny od nas.

Niestety, w dalszej części wieczoru nie wydarzyło się już nic wyjątkowego. Reszta prawie trzygodzinnego spektaklu pozostawia wiele do życzenia. Kolejna scena, przedstawiająca uliczny wywiad przeprowadzany przez reporterów z przypadkowo spotkanymi mieszkankami Paryża, jest nużąca i przegadana. To nic niewnosząca, beznamiętna wymiana zdań, podczas której rozmówcy milkną kilka razy i kiedy wydaje się, że to już koniec dziwacznej dyskusji, wracają by o coś jeszcze dopytać. Ten powtarzający się motyw potęguje poczucie monotonii.

Podobnie rzecz ma się z drugą częścią "Bóg w dom", w której pokazano wywiady na przykład z Lhaj Thami Breze odpowiedzialnym za edukację w Unii Organizacji Islamskich we Francji czy z Abdelhay Bakkali Tahiri i Redouane Ahrouch z partii Islam. Na telebimach wyświetlono najpierw oryginalne fragmenty nagrań wideo, po czym aktorzy odegrali całość rozmów. Zastanowiła mnie sensowność takiego zabiegu. Równie dobrze moglibyśmy te wywiady w całości zobaczyć na ekranach. Abstrahując już od kolejnych przydługich dialogów, często chaotycznych i zahaczających o różne kwestie, wrażenie, że to, co widzę jest odtwórcze, spotęgowało przekonanie, iż ogrom zebranego materiału nie został właściwie opracowany. Nie wystarczy bowiem poszatkować wszystko na sceny i skleić bez szczególnego uporządkowania. Mam silne poczucie, że gdzieś wśród chaosu zebranych informacji twórcy zagubili to, co można by nazwać myślą przewodnią - oś, wokół której dałoby się stworzyć sceniczną narrację.

Przez cały wieczór narastało we mnie przekonanie, że nie dowiaduję się niczego nowego ponad to, co mogę usłyszeć i zobaczyć na co dzień w mediach. "Bóg w dom" nie rzuca nowego światła na trudny i tak bardzo aktualny temat, wciąż obecny w międzynarodowym dyskursie. Nie prezentuje świeżego spojrzenia, nie daje możliwości otwarcia nowych dróg jego interpretacji.

Być może spektakl dałoby się jeszcze obronić, gdyby na przykład skrócić go o godzinę, dokładniej opracować materiał i bardziej go zdynamizować. Niestety, kiedy po bodaj dwóch i pół godzinie, siedzący wśród publiczności inspicjent zamknął scenariusz, nie oznaczało to końca przedstawienia. Martyna Peszko rozpoczęła monolog, zaczynając od słów: "To skomplikowane". Przez następne kilkanaście minut przywoływała wypowiedzi kolejnych osób, z którymi przeprowadzono wywiady, by zakończyć stwierdzeniem: "Nie wiem, co mam wam jeszcze powiedzieć", które w moim przekonaniu mogłoby stać się mottem tego przedstawienia.

***

Barbara Pitak-Piaskowska - teatrolożka i kulturoznawczyni, członkini Polskiego Towarzystwa Badań Teatralnych, doktorantka na Uniwersytecie Warszawskim, autorka sztuk teatralnych, prac naukowych i recenzji.