Ze "Żniwami" trzeba było poczekać do lata

"Żniwa" w reż. Igora Gorzkowskiego w Polskim Teatrze Tańca w Poznaniu. Pisze Stefan Drajewski w Ruchu Muzycznym.

«Iwona Pasińska, obejmując we wrześniu 2016 roku dyrekcję Polskiego Teatru Tańca, częściej mówiła (bez konkretów) o Conradzie Drzewieckim niż o Ewie Wycichowskiej. W jej opowieściach przewijał się motyw polski: polska muzyka, polscy choreografowie, polskie tematy. Conrad Drzewiecki przywiązywał wielką wagę do muzyki polskiej; nie dopuszczał do pracy ze swoim zespołem - z małymi wyjątkami - innych choreografów. Tematycznie jednak bardziej niż polskość, czy Polska interesowała go egzystencja człowieka.

Nowa dyrektor wielkie znaczenie przywiązuje do jeszcze innego słowa zawartego w nazwie zespołu - teatr. Drzewiecki z dużą atencją odnosił się do tego pojęcia; twierdził wręcz, że choreograf jest jak reżyser. W rozmowie z Wacławem Pankiem już w roku 1975 mówił: "Zdobyte w teatrze dramatycznym spore doświadczenie potem mogłem wykorzystać przy tworzeniu form w Polskim Teatrze Tańca. Okazało się, że my też możemy posługiwać się pewnym językiem. [...] Czyli - istnieją w balecie odpowiedniki tekstowe i sytuacyjne; nie mniej my możemy przenosząc teatr na nasz teren operować nie tylko skrótem, ale przede wszystkim syntezą. [...] Współczesny teatr potrzebuje przecież form złożonych z coraz większej ilości środków wyrazu"1.

Pasińska ma jednak nieco inny sposób widzenia słowa teatr: postanowiła wesprzeć choreografa reżyserem. Zakłada, że odtąd będą pracować w parze nad każdym spektaklem. I jeszcze jedno porównanie. Conradowi Drzewieckiemu, kiedy w roku 1973 tworzył Polski Teatr Tańca, przyświecała idea Baletu Narodowego, czyli dużego, profesjonalnego zespołu mogącego realizować samodzielne widowiska (dlatego mógł wykreować "Epitafium dla Don Juana", "Cudownego mandaryna", "Krzesanego", "Ad Matrem Psalm" czy chociażby krotochwilną "Przypowieść sarmacką"). Nowa dyrektor Polskiego Teatru Tańca zmniejszyła zespół do piętnastu tancerzy i zamierza zatrudnić aktorów. A to odwrotny kierunek niż zakładał twórca Polskiego Teatru Tańca.

Rok 2017 Iwona Pasińska ogłosiła "rokiem Guślarzy", a zainaugurowała go spektaklem zatytułowanym Żniwa. To czas wyjątkowy na polskiej wsi: czas zbiorów, czas bogaty w obrzędy, zwyczaje, literaturę, muzykę. Ten ludyczny wątek stanowi oś konstrukcyjną widowiska, a przewodnikiem jest Adam Strug, ewokujący białym głosem sekwencje wiejskiej egzystencji: od "Tam na polu" po "Zachodźże słoneczko". Pomiędzy wiele może się zdarzyć i wydarza: Igor Gorzkowski (dramaturg i reżyser) oraz Iwona Pasińska (choreograf) wcale nie byli zainteresowani folklorystyczną rekonstrukcją, co najwyżej reinterpretacją. Ale i to nie było chyba dla nich istotne, chociaż polska wieś się zmieniła w stosunku do opowieści Zofii Kossak-Szczuckiej i żniwa w niczym nie przypominają tych, do których twórcy spektaklu się odwołują. Może trzeba było w tym obszarze próbować coś ciekawego znaleźć. Pasińska i Gorzkowski poszli dalej. Na tę sieć kolbergowsko-kossakowską nałożyli motyw Odysa z epopei Homera i "Powrotu Odysa" Stanisława Wyspiańskiego.

Przyznam szczerze, że gdyby nie zapowiedzi realizatorów, nie domyśliłbym się, że jedna z tancerek (Kornelia Lech) jest Penelopą, jeden z tancerzy Odysem, a inny Telemachem. Moje skojarzenia wiodły raczej w kierunku "Święta wiosny" bądź innych spektakli tanecznych odwołujących się do rytuałów. Gotów byłbym wysnuć zgoła inną opowieść, niźli podpowiadają autorzy. Drzewiecki prawie nigdy nie odkrywał tematu swoich baletów; zależało mu na tym, by widz interpretował to, co widzi. Przestrzegał: "Idee filozoficzne wyłożone językiem tańca muszą być z konieczności uproszczone, jeśli już ktoś bardzo upiera się tańczyć filozofię. To tak jak w tym starym powiedzeniu, że można zatańczyć: ja ciebie kocham, ty jesteś moim bratem, nasza rodzina nienawidzi sąsiadów, natomiast nie można zatańczyć sytuacji: ja jestem szwagrem kochanki mojego przyjaciela"2.

W "Żniwach" zbyt wielu było "szwagrów" - mimo to spektakl Iwony Pasińskiej jest bardzo ważny (a zarazem niepokojący). Ważny, bo dotyka istotnego problemu. Nieprawda, że wszyscy jesteśmy z dworków. Prawdą jest, że większość z nas jest ze wsi (w kolejnym już pokoleniu). I powrót do tradycji wydaje się istotny. Autorzy "Żniw" ostentacyjnie staromodnie opowiadają historię o dość osobnej zbiorowości, wspólnocie, która potrafi się wspierać i nienawidzić, która potrafi się bawić i pracować, ucztować i bić. Nie bardzo mogę się zgodzić na scenę z zalotnikami. W warstwie teatralno-choreograficznej przypomina sytuację, w której dziewczyna chętnie oddaje się wiejskim chłopakom. Scena określona w programie jako "Matka i syn" wydaje się nieczytelna. Natomiast powrót mężczyzny z wojny jest zbyt dosłowny, ale psychologicznie uzasadniony w swoim dalszym rozwoju.

Tę historię wiejskiej wspólnoty porządkuje melodia ludowa, a wypełnia wyjątkowo ilustracyjna i dosłowna - w zetknięciu z ruchem i dopisaną fabułą - muzyka Eugeniusza Rudnika (użycie jego kompozycji jest pięknym gestem, ponieważ twórca ten wielokrotnie współpracował z Drzewieckim, między innymi spreparował hiszpańską muzykę gitarową do "Epitafium dla Don Juana" - pierwszej premiery Polskiego Teatru Tańca z roku 1973). Ciekawy jest też ruch, jaki zaproponowała w minimalistycznej choreografii Iwona Pasińska. To ruch rytuału, a także ruch podpatrzony, czy może stworzony w wyobraźni choreografki, ale bliski temu, jakim posługują się rolnicy nie tylko podczas żniw.

Z jednym tylko trudno mi się zgodzić: sceną dożynkową, która w wydaniu Gorzkowskiego i Pasińskiej zakończyła się - by pozostać przy słownictwie rolniczym - młócką i komentarzem z Wyspiańskiego. Powstał dysonans. Podniosły Wyspiański i choreografia wywiedziona rodem z "Zabawy" Mrożka czy "Ferdydurke" Gombrowicza. Na dodatek w niczym nie przystaje do współczesnych dożynek, na których raczej się już nikt nie bije.

Na koniec raz jeszcze wrócę do Drzewieckiego. On, jak Diagilew, lubił trzyczęściowe wieczory baletowe, które albo układały się w logiczną całość, albo łączyły na zasadzie kontrapunktu. Tymczasem współcześni choreografowie uwielbiają długie formy, chociaż pomysłów starcza na pół godziny. Dłużyzn, niestety, w "Żniwach" nie brakuje. Gdzie był reżyser? Gdzie dramaturg?

***

1. Artyzm ruchu. 7. Konradem Drzewieckim rozmawia Wacław Panek. "Teatr" 1975/5.

2. Teatr Tańca. Z Conradem Drzewieckim rozmawia Rafał Augustyn. "Odra" 1976/3.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego