powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Burżuj nie umiera nigdy

"Stroiciel grzebieni" Krzysztofa Niedźwiedzkiego w reżyserii autora w Teatrze KTO w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.

Chodzi się na aktorów, na reżyserów albo na bankiety, ale ja tym razem poszedłem na tytuł. Bo ktoś mnie wreszcie uwzględnił w tytule! Czyli po krakowsku, poszedłem NA SIEBIE (por. Agata Duda-Gracz, "Teatr" 2017, nr 2). I o dziwo tytuł, w którym się dostrzegam, wcale nie brzmi "Więcej niż możesz zjeść". Jeszcze tylko Krzysztofa Stroińskiego dorwę gdzieś i zrecenzuję - i mogę umierać. Jak również dlatego poszedłem, że spektakl obiecywał być pięknie nieważny. W dobrym sensie nieważny - być tylko spektaklem, nie jakąś kocówą, dziś się mówi: inbą. Była pewność, że będzie to teatr przedpostdramatyczny, krócej: dramatyczny, z bohaterami i z rozmową bohaterów, i ze wzruszającą puentą.

"Stroiciel grzebieni" to historia zza grobu jak w "American Beauty" lub "Bulwarze Zachodzącego Słońca". Komedia post mortem. Główna, tytułowa postać nie żyje, ale swoje powie. Jest tak bardzo mieszczuchem, że nawet martwego drażni go muzyka, jakiej słuchają sąsiedzi. Really. Ba: jest mieszczuchem Z KRAKOWA, więc to bardzo ważne, bardzo statusowe, gdzie go pochowają. Nic poniżej Murzasichla! Miało być na Rakowicach, przecież, ale nastąpił pogrzebowy fakap, pośmiertna komedia omyłek. Toteż się dziad snuje, krzywo pochowany, zombie z klasy średniej. Możesz zabić mieszczanina, ale nie jego mieszczaństwo!

Żeby być pełnoziarnistym bourgeois de Cracovie, trzeba mieć nie tylko w swoim życiu Rakowice, ale również tło społeczne: kochankę, doktorat i rozmówców z klas innych. Chociażby, jak tutaj, wójta, księdza i górala. Taki polski small talk między panem, wójtem a plebanem. Przewodnikiem umarłego po krainie żywych jest kobieta niczym w "Weselu" albo w "Uwierz w ducha". Scenografia śladowa, stół, trzy krzesła i komoda, piwniczny realizm. Ciuchy bardzo realistik, na przykład garsonka z miejsca coś przestawia w głowie i jest się, choćby się nie chciało, noszącą garsonkę. Ja wiem, że tekst dramatu wygrał jakiś konkurs, ale co mogę powiedzieć, literacko to to nie jest. Zresztą co ja będę gadał, sami oblukajcie: Rozpisani.pl.

W trakcie wyszło na jaw, że nie wiedząc o tym, przyszedłem jednak na aktorów. Na Macieja Słotę, którego w Krakowie dawno nie widziano, i Tadeusza Łomnickiego, którego podobnie, bo gra w Nowej Hucie, nawet jeżeli na Rynku. Wspaniali aktorzy i mieli nawet jedną scenę wspólną. Słota w ogóle nie schodzi ze sceny, zaczyna show i kończy etiudą "czacha dymi". Łomnicki gra księdza, to widać, słychać i czuć. W czarnej koszuli prasowanej W KRZYŻ.