powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Światopogląd aktora

W procesie o kolaborację, toczonym przed laty przeciwko - niewielkiego zresztą kalibru - aktorowi, zeznawał świadek obrony, również aktor. Wystąpił on z twierdzeniem, że zawód sceniczny, polegający na wcielaniu się w coraz inne postaci o coraz to innej moralności, przytępia poczucie etyczne aktora, a zatem w jego pojęciu oskarżony nie całkowicie odpowiada za popełnione czyny - pisał Erwin Axer w "Listach ze sceny".

Nie wiem, w jakiej mierze sąd przychylił się do wywodów wymownego świadka. Wiem, że każdy bez wątpienia aktor uzna je za nonsens. Wiem również, że stanowią one próbę pseudonaukowego czy pseudopsychologicznego uzasadnienia poglądu, który zakorzeniony jest w tradycji dość dawnej i jeszcze niezupełnie wygasłej. Co prawda, przekonanie o niższości moralnej aktora wywodzące się z wielowiekowej sytuacji społecznej aktorstwa, przekonanie dość żywe jeszcze w Polsce burżuazyjnej - zwolna wygasa. Nie stanowi ono żadnego niebezpieczeństwa dla naszego stanu, ponieważ źródła społeczne, ustrojowe, przestarzałych mniemań - wysychają szybko, a to z czym się jeszcze od czasu do czasu spotykamy, to raczej relikty, czasem zbyt łatwo dziedziczone po kołtunerii.

Bardziej niebezpieczne i przynoszące prawdziwą ujmę naszemu stanowi jest świadome lub nieświadome przekonanie o niższości moralnej aktora w rodzinie artystów. Przekonanie o odtwórczym, wtórnym charakterze jego działalności, o tym, że jest on tylko głosicielem cudzych myśli, pośrednikiem idei. Człowiekiem, którego własne myśli, chęci, uczucia, są obojętne, a potrzebny jest tylko jego talent, to znaczy giętkość myśli, uczuć i ciała.

Prawo poety, rzeźbiarza, muzyka, malarza, a cóż dopiero prozaika do własnego światopoglądu wydaje się rzeczą oczywistą. Nie ulega wątpliwości, że w każdej z tych dziedzin artysta formując dzieło stara się dać wyraz swojemu odczuwaniu życia, w możliwie własny, niepowtarzalny sposób wypowiedzieć swój stosunek do chwili, w której mu żyć wypadło.

Jeżeli ma być mowa o prawie do głosu aktora w tej rodzinie artystów, to sądzę, że najmniej wątpliwości ma publiczność, a najwięcej niestety sam aktor.

Na czymże bowiem polega fakt, że wszyscy, którzy jesteśmy publicznością, tak dobrze wiemy, kim byli lub kim są, co głosili lub głoszą Jaracz, Węgrzyn, Wysocka, Osterwa, Zelwerowicz, Adwentowicz. Przecież większość z nich rzadko wypowiada się inaczej aniżeli poprzez swoje role. Niektórzy wcale. Mamy zupełnie ścisłe wyobrażenie o namiętnej sile protestu bogatej w szyderstwo i ból, której tak był pełny Jaracz. Znamy hart męski, wysoki honor, dumę i czystość Adwentowicza, głęboką, ale surową dobroć Wysockiej, wściekłą pasję intelektualną, połączoną z sentymentem u Zelwerowicza. Wszystko to są właściwości, o których wiele można by mówić i które nietrudno byłoby rozbudować w harmonijny światopogląd każdego z tych ludzi.

Sposób traktowania niezliczonych tematów, z którymi się w życiu uporali, chwyt ten a nie inny, kształt, błysk i blask, ten a nie inny kierunek myśli, uczucie rzucone w tę lub inną stronę - decydowały. One stanowiły o tym, że wiedzieliśmy, co myśleli i jacy byli Wysocka i Jaracz, że wiemy, co myślą i jacy są Adwentowicz, Zelwerowicz, Leszczyński.

Następne pokolenie nie tylko, że nie zawsze umie się wypowiedzieć, ale zdaje się, że nazbyt łatwo i nazbyt często - rezygnuje. Wielu jest pomiędzy nami zdolnych, znających swój zawód ludzi, którzy umieją zagrać niejedną rolę, a jakkolwiek domyślamy się w nich zarodków indywidualności, to jednak zrezygnowali oni z tego, żeby nam coś od siebie powiedzieć.

To nieprawda, że odpowiedzialność reżysera za całokształt spektaklu, że inicjatywa i słusznie decydująca o idei przedstawienia rola reżyserii tamuje artyście drogę. A przynajmniej tak być nie powinno! Jest pomiędzy linią wytyczoną przez reżyserię, a tym co już nazwać trzeba by egoistyczną samowolą aktora cała kolosalna skala możliwości. Jest wszystko, czego potrzebuje artysta, żeby powiedzieć społeczeństwu prawdę o sobie i swoich czasach. Widz oczekuje tego od artysty. Ten z aktorów, który umie odnaleźć własny swój stosunek do świata, zgodny z rytmem milionów serc, odnajduje w sobie siły milionów i często w chwili najmniej spodziewanej wznosi się w górę na olbrzymiej fali.

Tak było w Moskwie z Tarasową, z Kaczałowem. To jest tajemnica Gérard Philipe'a i Oliviera, tak jest w Niemczech z Heleną Weigel, bez względu na to, czy się u nas kolegom podobała, czy nie. Tak być powinno i taką ambicję muszą mieć aktorzy polscy w stopniu wyższym, aniżeli to dzisiaj widzimy. Wymaga to od nich ambicji i odwagi działaczy społecznych. Takich, jakimi są i byli wszyscy naprawdę wielcy aktorzy. Za to ich kocha społeczeństwo. Jest to warunek godności aktorskiej. Różnica między twórcą a "odtwórcą". Cecha, dzięki której ptak średniego lotu staje się orłem, bez której orzeł jest tylko - talentem.

***

Erwin Axer, "Listy ze sceny", Czytelnik, Warszawa 1955, s. 164-167.