powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Małżeństwo z musu

Przyznaję, że teatr radiowy uważam za dziedzinę sztuki dotkniętą kalectwem. Radio odznacza się poza wieloma wadami tysiącem zalet, to prawda; nie stworzyło ono jednak nowej dziedziny sztuki aktorskiej - pisał Erwin Axer w "Listach ze sceny".

Przeciwnie. Zubożyło ją, ogałacając z rzeczy bardzo ważnej, z widoku aktora. Z możności śledzenia akcji przy pomocy wzroku. Radio uczyniło z nas ślepców.

Mniejsza z tym, Telewizja wkrótce niejedno w tej dziedzinie naprawi. Nie sądzę, żeby otworzyła rewelacyjne perspektywy dla popularyzacji widowisk teatralnych, ale będzie chyba w stanie dać przynajmniej tyle, ile dał w tej dziedzinie film.

Jeżeli trudno kontentować się namiastką teatru, jaką jest słuchowisko radiowe, to jednak trudno jest pomijać je z lekceważeniem, a to dla jego olbrzymiej wprost popularności. Popularność ta ma swoje źródła w stosunkowo dużym rozpowszechnieniu radia, w jego wielkiej sile upowszechniającej.

Wystarczy jednorazowa audycja, wystarczy, aby raz jeden fale elektromagnetyczne rozesłały po Polsce słuchowisko, a przez najbliższe tygodnie stada listów z całego kraju nadlatują do rozgłośni. Słuchacze dopominają się zwłaszcza o sztuki grane w teatrach większych miast. Chcą słyszeć przynajmniej głosy aktorów, których nie mogą własnymi oczami zobaczyć na scenie.

Polskie Radio czułe jest na głos powszechny. Błękitne wozy techniczne zajeżdżają przed teatry. Nie bacząc na przeszkody technicy włażą drzwiami i oknami do gmachu teatralnego, ciągną swoje przewody gdzie trzeba i gdzie nie trzeba i pomiędzy widzem a aktorem zawieszają interesujące mikrofony.

Uspołecznieni widzowie rezygnują z części swojej drogo opłaconej przyjemności dla dobra wielomilionowej rzeszy słuchaczy radiowych, którym wraz z oklaskami przesyłają swoje szepty, kaszle, chrząkania, kasłania i tak dalej. Uspołecznieni aktorzy oddają chętnie tejże wielomilionowej rzeszy pracę swoją za darmo, nie zastanawiając się nad błogosławieństwem konwencji, która na mocy porozumienia Radia z Centralnym Zarządem Teatrów uszczęśliwiła ich tak zaszczytnym obowiązkiem.

Mniejsza o to! Konflikt pomiędzy chęcią trzymania się uzgodnionej z reżyserem sytuacji, a niechęcią do odwrócenia się tyłem lub bokiem do mikrofonu, konflikt pomiędzy kilkusetosobową, ale obecną na miejscu publicznością, a niewidzialnym audytorium milionów, ten konflikt trzyma w całkowitym napięciu duszę aktora i nie pozwala mu na poziome rozważania natury prawnej i materialnej.

A cóż dopiero gdy przyjdzie uporać się z pauzą wypełnioną efektownym gestem na scenie, w radio zaś mogącą uchodzić jedynie za objaw braku pamięci!

Transmisja przedstawienia dramatycznego z teatru dostarcza aktorowi doprawdy wielu przyjemności i rozrywek.

Dla reżysera sprawa staje się zabawna dopiero później. Ileż wysiłku umysłowego trzeba, żeby odgadnąć, dlaczego dział literacki Polskiego Radia właśnie w tym miejscu skrócił, a w innym wydłużył twoje przedstawienie. Jakie ciekawe i nieoczekiwane efekty wzbogaciły spektakl!

Ileż przytomności, ile inteligencji muszą posiadać słuchacze radia rozumiejący sztukę, która stała się całkowicie niezrozumiała.

Nie, proszę Wysokiego Radia!

Transmisja z teatru (nie mówię tu o operze) ma sens wtedy, kiedy nie stawia sobie celów zbyt ambitnych, wykraczających poza reportaż.

Podsłuchać kawałek przedstawienia, uchwycić na gorąco atmosferę widowni, dać próbkę tego, co się dzieje na scenie - oto rola mikrofonu sprawozdawczego. Zajechać wozem transmisyjnym przed teatr, na chybił trafił dokonać wiwisekcji na ciepłym jeszcze przedstawieniu i puszczać to w świat jako dzieło sztuki - to jest zwykła mistyfikacja. Karygodne nadużycie dokonane na jeszcze żywych ciałach i duszach aktorów, reżysera, czasem autora. Nie mówiąc już o kieszeniach.

Mikrofon i głośnik mają swoje prawa.

Dla mikrofonu inaczej się mówi, inaczej gra, inaczej opracowuje tekst - niż dla sceny.

Przedstawienie teatralne można opracować dla radia. Ale w studio! Ale inaczej niż to czyni wydział literacki Radia!

Małżeństwo z musu nie jest dobrym małżeństwem. Dzieci bywają pokraczne!

Nasze przedstawienia nie są tak dobre, żebyśmy mogli pozwolić na ich psucie. Proszę uziemić antenę!

***

Erwin Axer, "Listy ze sceny", Czytelnik, Warszawa 1955, s. 157-160.