powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Marzenie i rzeczywistość

Od szeregu lat, na egzaminach szkół dramatycznych, na egzaminach eksternistów aktorskich bywa, że kiedy pojawia się na sali szczególnie uwarunkowany kandydat lub wyjątkowo piękna kandydatka, profesorowie krzywią się z widocznym zniechęceniem i nieodmiennie są zdania, że oto zetknęli się z ucieleśnionym banałem. Podejrzenia o brak zdolności charakterystycznych, zarozumialstwo, brak kwalifikacji do współczesnego repertuaru są na porządku dziennym - pisał w 1955 roku Erwin Axer w Listach ze sceny.

Za to niech się zjawi ktokolwiek o brzydocie wyjątkowo odstręczającej, niepozorny, o kończynach krótkich i niezgrabnych, o twarzy niewyrazistej, można przewidzieć nieomylnie, że pochylą się ku sobie głowy i popłyną szepty zachwytu. W kandydacie dostrzeżono interesujące, indywidualne właściwości. Charakter i skromna pracowitość sowicie odpłacą braki natury, a wyjątkowa przydatność do odgrywania ról współczesnych bohaterów utoruje kandydatowi drogę do świetlanej przyszłości.

Sposób myślenia i postępowania, któremu daliśmy wyraz w powyższych słowach, dostatecznie już dawno zdobył sobie prawo obywatelstwa, abyśmy mogli obserwować jego skutki.

Coraz więcej jest na naszych scenach aktorów, którym natura odmówiła warunków do spełniania wybranego przez siebie zawodu. Każdy z nas potrafi wyliczyć kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt wypadków, w których jedynie nacisk społeczności aktorskiej, pomoc kolegów, sympatia kierownictwa, utrzymuje na powierzchni życia teatralnego człowieka, skądinąd zdolnego, ale nie nadającego się do grania na scenie, nieuwarunkowanego, jak powiadają, i dlatego z reguły nie obsadzanego przez reżyserów.

Gorszym jeszcze objawem jest, kiedy z konieczności, jak to obserwujemy w szeregu teatrów mniejszych, terenowych, aktorzy nieuwarunkowani grywają i to grywają dużo, bo nie ma innych. Wtedy przewinienia profesorskie polegające na przysporzeniu społeczeństwu jednostek nieproduktywnych, zwichniętych, nieszczęśliwych, zmieniają się na przewinienia w stosunku do sceny naszej.

Filozofia postępowania profesorskiego, która stanowi przecież nie tylko filozofię profesorską, ale odpowiada pewnym, nurtującym koła teatralne od jakich dwudziestu lat, ideom, jest dość przejrzysta i opiera się na kilku przesłankach.

Mniejsza o przesłanki naturalistyczne czy post-naturalistyczne, które stanowiąc najdawniejsze i zarazem główne korzenie omawianej filozofii, są zarazem dość skompromitowane. Zakładają one fałszywie daleko posunięte podobieństwo postaci scenicznej i jej właściwości do zewnętrznych właściwości aktora i domagają się (wsparte w tym przez odrębną estetykę filmu) daleko idącego zróżnicowania materiału aktorskiego, na wzór różnicowania postaci w materiale dramatycznym.

W ostatnich latach powstał - i tu gorsza sprawa - pogląd, że nowy repertuar wymaga "nowego", to znaczy innego pod względem warunków fizycznych, pod względem wyglądu zewnętrznego - materiału aktorskiego.

Nie chcę wchodzić w dość skomplikowane zagadnienie zmienności norm estetycznych urody i zastanawiać się nad tym, które właściwości zewnętrzne chłopa i robotnika fizycznego, częste dziś jeszcze, powstały wskutek złych warunków życiowych, które zaś mogą stanowić elementy pewnego wzoru, innego niewątpliwie od wzoru epoki, powiedzmy, feudalnej.

Nie ulega wątpliwości, że cechy zewnętrzne zmieniają się niezmiernie szybko pod wpływem sportów, sposobu życia i odżywiania się.

W teatrze pewne stałe normy wynikają z wymagań przestrzennych sceny i widowni. Jest zasadą stałą i nieprzekraczalną, że scena w zakresie warunków fizycznych aktora wymaga takich proporcji i właściwości, które by umożliwiły przekazanie wyraziste gestu i słowa na stosunkowo dużą odległość kilkuset widzom jednocześnie. Jedynie najbardziej utalentowani ludzie, o wyjątkowych zupełnie zdolnościach mogą przezwyciężyć pewne niedomogi fizyczne i to prawie nigdy bez uszczerbku dla swej sztuki.

Nie jest to, rzecz jasna, równoznaczne ze stawianiem przeze mnie postulatu klasycznej urody w każdym wypadku. Nie mogą jednak być aktorami ludzie, których oglądanie na scenie nie sprawia nam przyjemności dla samej już osoby aktora.

Jest to jedna z nielicznych właściwości aktorskich, pomijana często przez komisje egzaminacyjne, co do której można się zorientować niemal przy pierwszym zetknięciu z kandydatem.

Warto zwrócić większą uwagę na te sprawy dla uniknięcia wielu niedobrych dla naszej sceny, a tragicznych dla jednostek zjawisk, których podłoże stanowi rozdźwięk między rzeczywistością a marzeniem.