powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. "Aktorki" na Bielanach

8 lutego odbędzie się spotkanie z Ewą Wiśniewską, które zainauguruje nowy cykl spotkań wymyślonych przez krytyka filmowego i teatralnego, Łukasza Maciejewskiego, od kilku lat związanego z biblioteką na Bielanach ("Kino za Rogiem").

W 2017 roku dziennikarz zaprasza na "Aktorki", czyli spotkania z najwybitniejszymi polskimi gwiazdami filmowymi i teatralnymi, autorytetami i mistrzyniami w swojej profesji, bohaterkami bestsellerowych książek Łukasza Maciejewskiego - "Aktorki. Spotkania" (wyd. Świat Książki) oraz "Aktorki. Portrety" (wyd. Znak). Obie pozycje zyskały znakomite recenzje, zostały uhonorowane wieloma nagrodami, trafiły również na listy bestsellerów oraz rankingi najchętniej wypożyczanych książek w bibliotekach całej Polsce.

Bohaterkami pierwszych dwóch spotkań w cyklu "Aktorki" będą Ewa Wiśniewska oraz Emilia Krakowska.

Poza spotkaniem, każdorazowo zaprosimy Państwa na projekcję filmu z udziałem bohaterek. W przypadku Ewy Wiśniewskiej - będzie to "Cudzoziemka" w reżyserii Ryszarda Bera według prozy Marii Kuncewiczowej, zaś Emilii Krakowskiej - niezapomniana "Brzezina" w reżyserii Andrzeja Wajdy - mistrzowska adaptacja opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza.

Łukasz Maciejewski:

Filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny.Członek Europejskiej Akademii Filmowej, Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych ("AICT") oraz Federacji Krytyków Filmowych ("Fipresci"). Dyrektor programowy festiwalu "Kino na Granicy" w Cieszynie. Wykładowca na Wydziale Aktorskim w Szkole Filmowej w Łodzi oraz na Wydziale Nauk Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetu SWPS.

Autor wielu książek ("Przygoda myśli", "Aktorki. Spotkania", "Wszystko jest lekko dziwne", "Flirtując z życiem"), stały współpracownik kilkunastu czasopism, ekspert Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, telewizji HBO, stały komentator "Tygodnika Kulturalnego" w TVP Kultura.

Laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich: między innymi statuetki "Uskrzydlony", "Dziennikarskiej Weny" oraz "Złotej Róży" za "nową jakość w krytyce filmowej".

W 2015 opublikował tom esejów "Aktorki. Portrety"

Program:

8 lutego, godz. 17.00

EWA WIŚNIEWSKA

CUDZOZIEMKA

"Bardzo nie lubię kiedy określa się mnie jako "gwiazda". To pojęcie tak się wyświechtało że zupełnie nic nie znaczy. Gwiazdy dzisiaj śpiewają w telewizyjnych shows, jeżdżą na lodzie, tańczą, albo funkcjonują w telenowelach, mnie to nigdy nie interesowało. Dlatego wolę kiedy słyszę o sobie: "dobra aktorka". Tak, to jest piękny komplement, bo sugeruje, że sprawdziłam się w iluś tam rolach, nie dałam większej plamy, wciąż jestem sprawna zawodowo. Jednak nie wolno na tym poprzestać. W tym zawodzie nie ma żadnej satysfakcji, bo to oznacza poprzestanie na tym, co już potrafimy, korzystanie ze starych, sprawdzonych numerów, a mnie interesuje nieustanny rozwój. Nie przestałam marzyć. O nowych rolach, ciekawych spotkaniach, inspirujących wyzwaniach".

(cytat za: Łukasz Maciejewski "Aktorki. Portrety")

***

CUDZOZIEMKA

(1986, 99 min.)

Opis:

Powieść "Cudzoziemka" Marii Kuncewiczowej po raz pierwszy wydana została w 1936 roku. Po pięćdziesięciu latach pisarka powróciła do losów Róży. Na podstawie "Cudzoziemki" napisała scenariusz do filmu pod tym samym tytułem. Róża, bohaterka filmu kreowana przez Ewę Wiśniewską, jest córką Polaka pracującego w Rosji. W rodzinnym Taganrogu po raz pierwszy styka się z muzyką koncertową - po usłyszeniu koncertu włoskiej skrzypaczki sama zapragnie poświęcić się grze na skrzypcach. Wraz z ciotką wyjeżdża do Warszawy, by kształcić się w tamtejszym konserwatorium. Poznaje tu Michała Bądskiego, syna profesora muzyki. Będzie on jej pierwszą burzliwą i nigdy nie zapomnianą miłością. Róża wyjeżdża za nim do Petersburga. Jednak Michał pragnie zakończyć ich znajomość. Rozgoryczona dziewczyna wraca do Warszawy. Do końca życia pozostanie już "cudzoziemką" -kobietą nie potrafiącą odnaleźć swego miejsca, żyjącą na granicy marzeń i rzeczywistości, jej osobiste problemy pogłębione będą przez poczucie obcości etnicznej. "Z powodu akcentu w Warszawie kacapka, w Moskwie zaś warszawska barynia" - jak sama powie o sobie po latach. Jej niewątpliwy talent muzyczny zostaje zmarnowany - nauczyciel nie zadbał o naukę właściwej techniki gry. Za mąż wychodzi z rozsądku. Ciągle rozpamiętywany miłosny zawód, nie spełniona muzyczna pasja, czynią z Róży kobietę wiecznie niezadowoloną, zadręczającą siebie i innych. Sytuację pogarsza śmierć ukochanego syna Kazia. Niechcianej córce Marcie nie potrafi i nie chce okazać miłości. Jednak ta niekochana dziewczynka okazuje się bardzo utalentowana muzycznie. Matka w końcu decyduje się pokierować jej karierą. Marta zostaje słynną śpiewaczką. Róża nie potrafi się z tego cieszyć. Z upływem lat staje się coraz bardziej zrezygnowana i zgorzkniała. U kresu swych dni dokonuje rozrachunku z przeszłością. Zdobywa się na to, by zobaczyć siebie taką, jaką była naprawdę - złośliwą, apodyktyczną kobietą. Starość przyniosła jej osamotnienie, dzieci założyły własne rodziny, niekochany mąż opuścił ją dla innej kobiety. Wspominając w pustym pokoju przeszłość, Róża zaczyna rozumieć, co było największym błędem jej życia - nie potrafiła pogodzić się z losem, ani szukać radości w tym, co przyniosło jej życie. Decyduje się na szczerą rozmowę z mężem i córką. Umiera pogodzona ze sobą i najbliższymi.

W filmie Ryszarda Bera czas teraźniejszy przeplata się z przeszłością, ogromną rolę pełni w nim muzyka. Kilkakrotnie powraca pieśń Roberta Schumanna "Ich grolle nicht", która związana jest ze szczęśliwym dla bohaterki okresem jej pierwszej miłosnej fascynacji oraz koncert skrzypcowy D-dur Johannesa Brahmsa - symbol marzeń i tęsknot Róży.

(na podstawie bazy "Filmpolski.pl")

Reżyseria: Ryszard Ber

Scenariusz: Maria Kuncewiczowa

Zdjęcia: Jerzy Stawicki

Obsada aktorska:

Ewa Wiśniewska - Róża

Joanna Szczepkowska - Marta, córka Róży i Adama

Jerzy Kamas - Adam, mąż Róży

Andrzej Precigs - Władyś, syn Róży i Adama

Katarzyna Chrzanowska - Róża w młodości

Nagrody

1986: Gdynia (Festiwal Polskich Filmów Fabularnych)- Nagroda Specjalna Jury

1986: Gdynia (Festiwal Polskich Filmów Fabularnych)- Nagroda za pierwszoplanową rolę kobiecą, Ewa Wiśniewska

1987: Nagroda Szefa Kinematografii za twórczość filmową - w dziedzinie filmu fabularnego

EWA WIŚNIEWSKA

(fragment książki Łukasza Maciejewskiego "Aktorki. Spotkania")

(...) Wiśniewska to indywidualistka. Podobnie jak jej mentorka, Aleksandra Śląska, nie pozwoliła zamknąć się w jednym tylko typie ról. To perfekcjonistka, płynnie przechodząca z farsy do dramatu, z musicalu do oratorium. A w życiu prywatnym - piękna kobieta z tajemnicą. Dowcipna, zdystansowana, ironiczna.

Ewie Wiśniewskiej udało się to, co jest często zmorą urodziwych aktorek. Różnicowała repertuar, starannie dobierała role. Dzięki temu "piękna dziewczyna" z tygodnika "Film", nigdy nie przestała być na fali.

Wiśniewską ominęła artystyczna depresja wynikająca ze zmiany warunków fizycznych, ponieważ status amantki nigdy jej nie zadowalał. Chojnie obdarzona przez naturę, konsekwentnie walczyła, żeby w teatrze i w filmie być różnorodna. Nie tylko urodziwa, nie wyłącznie posągowa. Także zadziorna, złośliwa, pobrzydzona.

Jerzy Hoffman wielokrotnie opowiadał, z jakim entuzjazmem zareagowała na propozycje, żeby dwukrotnie w jego filmach zagrać straszydła: kniahinię w "Ogniem i mieczem" oraz Jaruchę w "Starej Baśni".

"W "Starej baśni" miałam nawet obrzydliwe, sztuczne zęby przednie. Byłam z nich bardzo dumna".

"Dla tej pięknej kobiety, odpychający, postarzający kostium był szansą na zawodowe przełamanie, o którym nieustannie marzy" - mówił Hoffman.

Dzięki tej postawie, moda na Wiśniewską właściwie nigdy się nie skończyła. Kiedy przestała grać amantki, odżyła zawodowo. W jej dorobku pojawiły się postacie charakterystyczne, wielka literatura, oferty od najlepszych reżyserów.

"Wrażliwa i ostra, piekielnie inteligentna" - pisała o niej Agnieszka Osiecka.

"Nie ma drugiej takiej Ewy. Pracuje jak mercedes - jest bezawaryjna" - chwalił swoją ulubioną gwiazdę Edward Dziewoński.

"O, to ładnie Dodek powiedział. I trafił w dziesiątkę, bo uwielbiam kierować. Do tego stopnia, że niegdyś wychodziłam z domu w nocy tylko po to, żeby przejechać się do Konstancina. Nie jestem "babą za kierownicą" z kawałów. Kieruję swoją Toyotą dynamicznie, często ostro przy tym przeklinam".

Urodę zawsze traktowała jako dodatek do talentu, a nie cel sam w sobie. Nigdy nie była płocha, ani kokieteryjna, między innymi dlatego Wiśniewska ma dzisiaj status wybitnej artystki. Zapracowała na komplementy.

"Kiedy podpisano mnie napisem "piękna blondynka", zawzięcie walczyłam z tym ograniczeniem. Chciałam wykazać się wiedzą zawodową, nie tylko ciałem. Amantki śmiertelnie mnie nudziły, wiele tego typu ofert odrzucałam. To najczęściej mało ciekawe doświadczenie. Wystarczy być i wyglądać. Poza tym, w pewnym momencie kończą się przecież te amantki, co robić dalej?

To prawdziwy dramat, kiedy urodziwa aktorka sama zaczyna wierzyć że będzie piękną blondynką aż do śmierci. Czasu i tak nie uda się zatrzymać, nawet jeżeli z całych sił chciałoby się wyglądać jak na fotografii sprzed dwudziestu lat. Myślę, że trzeba zaprzyjaźnić się z upływającym czasem, docenić plusy tej sytuacji. Przecież człowiek nieustannie się rozwija, konsumuje życie, dojrzewa, myśli. Nasze apetyty rosną. Dlatego w zawodzie zawsze chodziło mi o coś więcej, o rozwój, a nie tylko bycie i wyglądanie. Chciałam być charakterystyczna i przerysowana, czasami efektowna, czasami odpychająca. Zawsze miałam do tak zwanej urody spory dystans. O wiele bardziej zależało mi na urodzie duszy. Pielęgnowanie wnętrza, a nie botoks. Proszę spojrzeć na Danutę Szaflarską. Jest taka piękna. To siła charakteru."

Może dlatego wciąż wygląda Pani wspaniale - prowokuję. - Jak to się robi?

- "Bardzo proste. Zastrzyki z cementu i papierosy. Nie zamierzam rzucać, za bardzo to lubię".

"Jestem specjalnym przypadkiem. Daję się nieść fali. Nie projektowałam kariery, nie potrafię wyszukiwać ról. Nie chodzę za reżyserami ze scenariuszami. Nie mam, nigdy nie miałam agenta czy menadżera. Sama sobie żeglarzem i okrętem. Czekam co przyniesie los, gdzie wiatr zawieje. A że moje smaki i gusta są bardzo różne, uzależnione od nastroju i okresu w życiu, ów wiatr nawiewa bardzo różne oferty.

Dlatego w rolach komediowych szukam momentów dramatycznych, a w rolach poważnych przestrzeń dla oddechu, uśmiechu. Lubię taki płodozmian" (...).

Biogram ze strony Teatru Narodowego w Warszawie:

Absolwentka warszawskiej PWST (1964). Aktorka teatrów warszawskich: Ludowego (późniejszy Nowy, 1964-1974 i 1977-1983), Kwadrat (1974-1977), Ateneum (1983-2009). Od 1992 roku współpracuje z Teatrem Scena Prezentacje w Warszawie. Współpracowała także z innymi stołecznymi teatrami: Komedia, Syrena, Ateneum, Polonia oraz z poznańską Sceną na Piętrze.

Za rolę Róży w Cudzoziemce Ryszarda Bera uhonorowana nagrodą za pierwszoplanową rolę kobiecą na 11. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku (1986), Złotą Kaczką, nagrodą miesięcznika "Film" (1986), Nagrodą Szefa Kinematografii za twórczość filmową w dziedzinie filmu fabularnego (1987) i nagrodą "Trybuny Ludu" (1987). Wyróżniona Złotym Gronem za rolę Pani R. w filmie Sceny dziecięce z życia prowincji Tomasza Zygadły na 7. Lubuskim Lecie Filmowym (1987). Laureatka Orła - Polskiej Nagrody Filmowej za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą, rolę Kurcewiczowej w Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana (2000) oraz nagrody dla najlepszej aktorki, za rolę Barbary w Piątej porze roku Jerzego Domaradzkiego na Festiwalu Filmowym Golden Rooster and Hundred Flowers w Wuhan (2013).

Uhonorowana Wielkim Splendorem, nagrodą Teatru Polskiego Radia (2016).

Odznaczona Srebrnym (1979) i Złotym Krzyżem Zasługi (1988), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2003) oraz Srebrnym Medalem "Gloria Artis" (2007).

CUDZOZIEMKA

(fragment książki Łukasza Maciejewskiego "Aktorki. Spotkania")

(...) Filmową rolą życia aktorki jest tytułowa "Cudzoziemka" (1986) z udanej adaptacji głośnej powieści Marii Kuncewiczowej. Elegancki, ale dosyć staroświecki formalnie film Ryszarda Bera swoją wielkość zawdzięcza klasie kreacji Wiśniewskiej.

W ujęciu aktorki portret tytułowej cudzoziemki stał się pasjonującym studium niespełnionych ambicji, wybujałych marzeń zderzonych z okrutną rzeczywistością.

Ta rola była sublimacją wszystkich wcześniejszych ról aktorki. Wiśniewska przeprowadziła filmową Różę przez długie, mieniące się rozmaitymi barwami życie. W opowieści o niespełnionej wybitnej skrzypaczce mieszają się konteksty historyczne i obyczajowe, wspólna jest jednak bezradność i złość bohaterki wobec losu, które nie ułożył się tak, jak powinien. Kto zawinił?

"Mam świadomość, że szansa na zagranie tak wspaniałej roli zdarza się nam co najwyżej raz, dwa razy w życiu. Tym bardziej cieszę się, że chyba udało się sprostać wyzwaniu. Praca nad Różą była koronkowa, trwała wiele miesięcy. Jeździłam do Kazimierza Dolnego, żeby rozmawiać o Róży z panią Marią Kuncewiczową. Najpierw sama, potem w towarzystwie Jurka Kamasa. Pani Maria nie narzucała swojego zdania, za każdym razem podkreślała że nie ma nic wspólnego z bohaterką "Cudzoziemki", a jednak widziałam, jakie to dla niej ważne, jak mocno przeżywała ten film.

Praca była piękna, chociaż żmudna. Nigdy wcześniej nie byłam tak przygotowana do roli. Można powiedzieć, że żyłam jej życiem. Miałam całą rolę w głowie, całe życie Róży.

Film stał się sukcesem, za rolę Róży dostałem najwięcej nagród filmowych w karierze. Pamiętam cudowną projekcję z udziałem Marii Kuncewiczowej w kinie w Kazimierzu, olbrzymi bankiet w "Sarpie", i wielkie wzruszenie autorki. Jej komplementy miały dla mnie największą wartość".