powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Po dwakroć nowa bajka Prokofiewa

"Opowieść o Piotrusiu i Wilku" wg bajki symfonicznej Sergiusza Prokofiewa w reż. Bartłomieja Ostapczuka w Teatrze Lalki i Aktora Kubuś w Kielcach. Recenzja Ryszarda Kozieja z Radia Kielce.

Na premierowy spektakl "Opowieści o Piotrusiu i Wilku" według muzycznej bajki symfonicznej Sergiusza Prokofiewa szedłem w minioną sobotę do Teatru Lalki i Aktora "Kubuś" w Kielcach już bez obaw, jakie towarzyszyły mi dwa lata temu, gdy Teatr wystawiał po raz pierwszy w Polsce pantomimę "Pan Bam i ptak Agrafka" w reżyserii Bartłomieja Ostapczuka. Spektakl odniósł sukces, okazało się, że język pantomimy, często trudny do zrozumienia dla dorosłego widza, jest doskonale odczytywany przez najmłodszych widzów.

Po tym sukcesie Bartłomiej Ostapczuk kolejny raz przyjechał do Kielc i z tym samym zespołem aktorów przygotował kolejną baśń. I znów sukces, młodzi widzowie podczas godzinnego spektaklu chłonęli sceniczny ruch doskonale odczytując wątki i przesłanie przedstawienia. Jeżeli dwa lata temu można było zauważyć jakieś mankamenty, które są nieuniknione gdy w teatrze przeciera się szlaki, tak ostatnia premiera była już wyraźnie ich pozbawiona. Jedyna rzecz, która mogła drażnić, to zbyt głośno emitowana muzyka genialnego Sergiusza Prokofiewa, pozostałe elementy spektaklu dopracowane zostały z niezwykłą starannością.

Przede wszystkim widać wyraźny postęp kieleckich aktorów w opanowaniu warsztatu gry ciałem, aktorów którzy przecież na co dzień nie specjalizują się wyłącznie w pantomimie. Bartłomiej Ostapczuk jest bodajże najważniejszym dziś nauczycielem pantomimy w Polsce a w pracy z kieleckimi aktorami dodatkowo pomagał mu doskonały francuski mim Lionel Ménard i efekty tej pracy wyraźnie widać. Każdy z aktorów stworzył bardzo plastyczną postać, w której obok cech charakterystycznych dla bajkowych postaci widać indywidualne kreacje podkreślane głównie mimiką twarzy ale też perfekcyjnym ruchem ciała. Ptaszek Małgorzaty Sielskiej jest drobny, kruchy i strachliwy, ale gdy trzeba, odważnie pomaga Piotrusiowi, którego gra Jolanta Kęćko doskonale wyrażająca zadziorność i krnąbrność nastoletniego bohatera. Kaczuszka w wykonaniu Ewy Lubacz z bajkowej postaci przemienia się w całkiem współczesną alegorię płochej kobiecości i jest to urocze szczególnie dla dorosłej a już na pewno męskiej części publiczności, z kolei Wilk Michała Olszewskiego staje się równie współczesny, bo jako żywo z nieodłącznym uśmiechem na twarzy bardziej przypomina jakiegoś polityka próbującego oczarować i kupić swoją ofiarę, niż krwiożerczego potwora. Również Błażej Twarowski jako Kot wyraża na scenie klasyczne kocie instynkty, ruchy i gesty lecz dodatkowo ma coś w sobie z dzisiejszych beztroskich nastolatków. Wreszcie postać Dziadka kreowana przez Andrzeja Kubę Sielskiego wzbudzająca od pierwszego spojrzenia sympatię widza jest niezwykle żywa poprzez połączenie cech poczciwości i swoistej bezradności z życiową mądrością i stanowczością..

Bartłomiej Ostapczuk wprowadził do fabuły symfonicznej opowieści Prokofiewa swoje autorskie zmiany niezwykle wzbogacające niewinną skądinąd rosyjską bajkę wykorzystaną przez wielkiego kompozytora. Zaproponował mianowicie widzom refleksję na temat śmierci. Ona w bajkach pojawia się niemal zawsze, głównie jako przestroga. Tak też jest w "Piotrusiu i Wilku", bo przecież mowa tam o skutkach opuszczenia bezpiecznego domowego zacisza. W kieleckiej interpretacji tajemnicze miejsce znikania jest niejako w centrum bajkowego świata, wewnątrz potężnego drzewa na środku sceny. To miejsce nie jest jednoznaczne ze śmiercią fizyczną. Dorośli widzowie mogą interpretować ów fragment spektaklu bardzo głęboko, najmłodsi będą go tylko przeczuwać, ale to niezwykle istotne, bo przecież tak powinien działać teatr na wyobraźnię najmłodszych odbiorców.

Ta nowa interpretacja baśni Prokofiewa byłaby mało czytelna gdyby nie rewelacyjna scenografia Sławomira Szondelmajera połączona z reżyserią światła Andrzeja Króla. Płynne zmiany w układzie scenografii, świetna synchronizacja gry aktorów z dynamiką światła i muzyki powodują, że muzyczna baśń w połączeniu ze sztuką pantomimy dają efekt spójnej i czytelnej dla wszystkich opowieści ze wzruszającą i uniwersalną pointą.

Obserwując potencjał twórców tego przedstawienia, powiem na koniec, że marzy mi się powtórzenie tego spektaklu, gdy Teatr Lalki i Aktora "Kubuś" doczeka się wreszcie nowej siedziby i dużej sceny. Marzy mi się połączenie pracy orkiestry symfonicznej z kieleckim zespołem Bartłomieja Ostapczuka, to byłaby już pełnia szczęścia, gdyby muzyka Prokofiewa wykonywana przez filharmoników, a nie emitowana z głośników, była integralną częścią spektaklu pantomimy. Kto wie, kto wie.

Tymczasem gorąco polecam widzom w każdym wieku kolejny udany spektakl pantomimy na kieleckiej scenie lalkowej.

---

emisja 16 stycznia 2017 r. w programie "W kręgu wartości"