powiększwersja do drukupoleć znajomemu

"Szabasowa dziewczyna" w Teatrze Żydowskim

"Szabasowa dziewczyna" Daniela Simona w reż. Marcina Sławińskiego z Teatru Żydowskiego w Warszawie, gościnnie w gmachu Klubu Dowództwa Garnizonu Warszawa. Pisze Witold Sadowy.

Ostatnia premiera Teatru Żydowskiego - amerykańska komedia "Szabasowa dziewczyna" - w gościnnej sali Garnizonu Wojska Polskiego przy Alei Niepodległości 141 a, podobać się będzie wszystkim bez wyjątku. Ma zapewnioną kasę i długotrwałą żywotność. Jej autorem jest Daniel Simon. Brat słynnego Neila Simona. "Szabasowa dziewczyna" to zabawna i świetnie napisana sztuka pełna życiowych mądrości. Nie tylko wyzwala śmiech, ale zmusza także do myślenia. Jej akcja toczy się w New Yorku. Opowiada o życiu młodej polskiej dziewczyny, katoliczki, zakochanej w mężczyźnie wyznania mojżeszowego i pragnącej wyjść za niego za mąż. Dziewczyna jest gotowa przejść na judaizm i zostać Żydówką. Reżyserem tego ze wszech miar udanego przedstawienia jest Marcin Sławiński. Specjalista od tego rodzaju sztuk. Przez lata związany z Teatrem Kwadrat. Sztuka ma doskonałe tempo i błyskotliwe dialogi. Aktorzy prowadzeni sprawną ręką reżysera grają lekko i doskonale podają tekst. Widać, że lubią swoje role. Na czoło wykonawców wysuwa się Sylwia Najah jako tytułowa bohaterka. Nie schodzi ze sceny. Bawi i wzrusza. Jest prosta i bezpośrednia. Jej partnerem jest sympatyczny Marek Ślosarski w roli Rona Goldmana, występujący w tej sztuce gościnnie. Doskonale zbudował postać Jonasza, kandydata na rabina, Dawid Szurmiej. Dowcipnie i z przymrużeniem oka gra Panią Goldman, matkę Rona, Ernestyna Winnicka. Resztę obsady tworzą Henryk Rajfer jako dostojny Rabin Rotszyld, Maciej Winkler w roli Pierwszego Rabina i Wojciech Wiliński w roli Drugiego oraz Piotr Chomik jako Policjant i Goniec

A tak na marginesie, to mam nadzieję, że Teatr Żydowski nie pozostanie tylko przy tego rodzaju repertuarze i pójdzie śladem jednego z najwspanialszych przedwojennych dyrektorów Teatru Polskiego Arnolda Szyfmana, który dbał o tradycję i lekkie komedie wystawiał w swoim teatrze po to tylko, aby zarobić na wystawienie klasyki w nieskażonej formie. Bez nachalnych uwspółcześniających przeróbek, jak to ma miejsce dzisiaj.