powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Dziecięca groteska

"Alicja w Krainie Czarów" Marka Ciunela jest ambitnym pod względem estetycznym przedstawieniem, adresowanym do najmłodszych widzów. Osobliwa aura kreowana na scenie zaprasza dzieci do zanurzenia się w świat fantazji i inspiruje wyobraźnię - o spektaklu w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu pisze Barbara Pitak-Piaskowska z Nowej Siły Krytycznej.

Przestrzeń sceny otwiera się efektem rozproszenia. Trzeba niejako wskoczyć w tę otchłań, balansując między jawą a snem. Dopiero po chwili światem przedstawionym rządzić zacznie absurdalna logika. To czas, by przyjrzeć się pustemu miejscu między niezamkniętym dzieciństwem a skradającą się dojrzałością. Miejscu przeznaczonemu na zmiany.

W czarnej zadymionej głębi sceny unoszą się fragmenty ciała, każdy w osobnej ramie, podświetlone niczym muzealne eksponaty. Na pierwszy rzut oka rozmieszczone bez żadnego porządku. Wśród nich spaceruje Alicja. Początkowo sprawia wrażenie zagubionej, jakby nie wiedziała, gdzie jest i skąd się tu wzięła. Przez przypadek szturcha jeden z "eksponatów" i zaczyna bawić się nimi jak puzzlami, dopasowując każdą część do siebie - ręce, nogi, tułów, wreszcie monstrualnych rozmiarów głowę o długich blond lokach, z ogromnymi błękitnymi oczami. Z pierwotnego chaosu wyłania się sylwetka dziewczynki. Okazuje się, że to karykaturalna wersja postaci obecnej na scenie. Alicja chowa twarz pod wielką maską, niczym bohater filmu "Frank" Lenny Abrahamsona. Tym oto sposobem od pierwszych chwil odczuwalny jest na scenie obcy pierwiastek, wręcz nieludzki. Brak tu racjonalizmu, widoczne zaś jest tworzenie sennego porządku, próba zaklęcia i okiełznania tego, co nierozpoznane. Wszystko to dzieje się w spektaklu adresowanym do dzieci.

Ta premiera zakończył ubiegły roku w toruńskim Teatrze Baj Pomorski. "Alicji w Krainie Czarów" Marka Ciunela zasadza się na obecnym w powieści Lewisa Carrolla motywie przeistaczania się głównej bohaterki. Wraz z rozwojem wydarzeń w świecie "dziwów" Alicja nie tyle zmienia swoje wymiary w sensie dosłownym, lecz co istotniejsze dla twórców spektaklu, dojrzewa - przemienia się w osobę coraz to inaczej patrzącą na świat. Reżyser obsadził w głównej roli trzy aktorki, Alicje w różnym wieku. Marta Parfieniuk-Białowicz, Edyta Soboczyńska i Anna Chudek, tak odmienne pod względem emploi, przekonująco realizują zamysł reżysera różnicując także sposób mowy, tembr głosu czy intonacji.

Moje wątpliwości wzbudziła warstwa muzyczna spektaklu. W jego estetykę wpisuje się przewodni motyw - zmodyfikowana elektronicznie piosenka "Cheek to Cheek" Freda Astaire'a z musicalu "Panowie w cylindrach" z 1935 roku. Nie znajduję natomiast uzasadnienia dla wykorzystania jako przerywników akcji rubasznych piosenek ze sztampową melodią, przykładem piosenka Mariusza Wójtowicza (śpiewa ją w kostiumie Księżnej) "Do synka swego mów surowo i bij go, jeśli kicha...". Ich wartość artystyczna i sposób wykonania odstają od całości. Pojawia się wrażenie jakby połączono ze sobą dwa różne spektakle o zupełnie innej estetyce. Jeśli wprowadzenie takich utworów miało na celu rozluźnienie atmosfery i wywołanie śmiechu wśród widzów, to efekt jest raczej nieudany. Piosenki to jedyny słaby aspekt przedstawienia.

W scenografii wykorzystane są animacje Sebastiana Łukaszuka, zasługują one na szczególne uznanie. Każdy element dekoracji można by uznać za osobne dzieło, które wyciągnięte z teatru swobodnie odnalazłoby się w muzeum lub galerii: gigantyczna dłoń ilustrująca moment "zapadania się w siebie" Alicji, wielka filiżanka symbolizująca szalony podwieczorek, czy groteskowa głowa-maska głównej bohaterki.

Estetyka przedstawienia ujęła mnie najbardziej i skłoniła do wykazania paraleli z wybranymi adaptacjami "Alicji w Krainie Czarów". Nie mogę się oprzeć skojarzeniom z filmami Y.Y. Younga z 1915 roku i Tima Burtona z 2010 roku. Podobnie jak w przypadku niemego obrazu Younga, spektakl Ciunela charakteryzują starannie zaprojektowane, proste kostiumy. Niemal identyczne w obu dziełach są wizerunki Białego Królika (w dobrze skrojonym surducie) i Kota z Cheshire. Nawiązań do filmu Burtona doszukuję się natomiast w warstwie kolorystycznej i silnie zarysowanej grotesce.

Przedstawienie Baja Pomorskiego prezentuje magiczny świat mieniący się bogactwem barw. Wiele w nim zwierząt niewiadomego pochodzenia z przerośniętymi głowami i nieproporcjonalnie małymi korpusami. Pojawiają się inne monstrualne i przerysowane formy, wspomniane już głowy-maski bohaterów. Istnieją obiekty dwuznaczne pod względem formy, co ich jednak nie wartościuje. Jeśli więc przyjąć za Wolfgangiem Kayserem, że do trwałych motywów groteski należą "żywe istoty przekształcone w manekiny, marionetki [...] i twarze zastygłe w maski", a także przeciwstawianie sobie niejednorodnych pierwiastków, jak na przykład straszliwość i zabawa, to w przypadku toruńskiej produkcji mamy do czynienia ze spektaklem-groteską.

"Alicja w Krainie Czarów" Marka Ciunela jest ambitnym pod względem estetycznym przedstawieniem, adresowanym do najmłodszych widzów. Osobliwa aura kreowana na scenie zaprasza dzieci do zanurzenia się w świat fantazji i inspiruje wyobraźnię.