powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Poruszająca historia bez słów

"Opowieść o Piotrusiu i Wilku" wg bajki symfonicznej Sergiusza Prokofiewa w reż. Bartłomieja Ostapczuka w Teatrze Lalki i Aktora Kubuś w Kielcach. Pisze Lidia Cichocka w Echu Dnia.

Symfoniczna bajka w 80 lat po premierze ciągle porusza słuchaczy, także tych najmłodszych.

Okrutny, ale nie tak do końca wilk, próżna kaczka, zadziorny kot, odważny ptaszek to przyjaciele Piotrusia z muzycznej bajki Prokofiewa. Bajkę "Opowieść o Piotrusiu i Wilku" w niezwykłej formie - pantomimy, teatru bez słów, przygotował Teatr Lalki i Aktora Kubuś. To druga pantomima w tym teatrze i tak jak poprzednio reżyserem inscenizacji jest znakomity tancerz i reżyser Bartłomiej Ostapczuk. Do współpracy poprosił ucznia i współpracownika legendarnego Marcela Marceau, Lionela Menarda. Obaj panowie napisali scenariusz tej sztuki dodając kilka wątków, które dla współczesnego odbiorcy czynią bajkę ciekawszą.

Nie ma sensu opowiadanie historii - wszak twórcy starają się zaskoczyć widza i trzeba przyznać, że wychodzi im to bardzo dobrze. Oczywiście nadal jest to bajka o przyjaźni, sile marzeń, dziejąca się na pograniczu jawy i snu. Aktorzy: Jolanta Kęćko, Ewa Lubacz, Małgorzata Sielska, Michał Olszewski, Andrzej Kuba Sielski i Błażej Twarowski z niełatwego zadania opowiadania ciałem a nie głosem wywiązują się koncertowo, ich przygody wywołują emocje, na przemian strach i śmiech. Kostiumy i charakteryzacja podkreślają cechy charakteru postaci, w które się wcielają i mimo zwierzęcej postaci są to bardzo ludzkie cechy.

Bardzo dobrym pomysłem reżysera było zaangażowanie młodego scenografa Sławomira Szondelmajera, który dosłownie zaczarował kielecką scenę. Ktoś, kto ma świadomość niewielkich jej rozmiarów może być zdumiony efektem, bo wydaje się, że to nie jedna, ale trzy takie sceny. Światłem wydzielane są plany, światło wodzi widza od jednej niespodzianki do kolejnej.

Całość, z liczącą 80 lat muzyką Prokofiewa, jest tak porywająca, że przykuwa uwagę także najmłodszych widzów, a brawa nie milkną długo po ostatniej scenie. Bartłomiej Ostapczuk drugi raz udowodnił, że nie słowa są ważne w opowieści. Byśmy coś przeżyli: wzruszyli się, uśmiechnęli wystarczą gesty, gra ciała, mimika. W świecie pełnym hałasu to może być dobra wskazówka dla rodziców.