powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Jak całkowicie zniknąć

"Obóz Katarakta" miał być studium odosobnienia, podróżą po odizolowanych krainach, medytacją nad tym, co "pomiędzy". Cóż z tego, że poszczególne elementy spektaklu są interesujące, uwodzą wizualnie, skoro nie układają się w odpowiednio nasyconą sensem całość - o spektaklu Dominiki Knapik z Małopolskiego Ogrodu Sztuki pisze Kinga Kurysia z Nowej Siły Krytycznej.

Po falstarcie nowej dyrekcji na dużej scenie Teatru Słowackiego w Krakowie, czyli fatalnych "Plastikach" Mariusa von Mayenburga w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego, pierwszą premierą w Małopolskim Ogrodzie Sztuki jest spektakl w reżyserii i choreografii Dominiki Knapik. "Obóz Katarakta" miał być studium odosobnienia, podróżą po odizolowanych krainach, medytacją nad tym, co "pomiędzy". Niestety, eksperyment choreograficzny stał się gimnastyką pozbawioną emocji i czytelnych sensów.

Knapik zainspirowało opowiadanie Jane Bowles "Obóz Katarakta". Główna bohaterka Hariett (Aleksandra Cwen) udaje się do tytułowego obozu, aby zniknąć z rodziny, odizolować się od świata. Na poszukiwanie siostry udaje się Sadie (Agnieszka Kościelniak). Widzimy kolejne ćwiczenia, jakie proponuje uczestnikom obozu nadzorczyni Beryl (Aleksandra Haduch). Przypomina to futurystyczne miejsce dla znużonych życiem, w którym walczą z wirusem rozpaczy i śmierci. Kolejną inspiracją reżyserki był performans Basa Jana Adera, który wypłyną na Atlantyk w jednoosobowej łodzi i zaginął. Artysta zajmował się granicznymi stanami ciała ludzkiego, na przykład między pozycją stojącą a leżącą, podejmował grę z grawitacją.

Inspiracje te nie pomogły dramaturgowi Łukaszowi Wojtysko w podtrzymaniu sypiącej się konstrukcji przedstawienia. Poszczególne elementy nie ułożyły się w nośną całość, nie oddały atmosfery zanikania. Nawet jeśli momentami coś zdało się współgrać, to efekt ten nie utrzymuje się przez dłuższy czas. Nie przenikamy w głąb postaci, jak jest w opowiadaniu Bowles, ich myśli są niedostępne. To zbiór jednostek, które nigdy się nie spotkają, odbijają się od siebie, wciąż upadają. Narracja toczy się z offu, składa się z ciągu nagranych kwestii, wiele z nich przeszło proces modulacji głosowej. Słowo zdaje się też stopniowo zanikać, zostaje tylko ruch aktorów.

Główną osią scenografii Michała Budnego jest rotująca czarna konstrukcja, z dwóch stron wklęsła, ogrywana choreograficznie. Poza nią scena jest niemal pusta. Tej nicości nie oswajają ciekawe kostiumy (skafandry i kaski) zaprojektowane przez Hankę Podrazę. Dzięki intymnym światłom Jacqueline Sobiszewski i muzyce Tomasza Kowalskiego udaje się momentami wytworzyć unikalną atmosferę. To jednak nie wystarczyło, by skupić się na emocjach generowanych przez ruch aktorek. Ich działania obchodzą nas niewiele. Rosnąca obojętność publiczności sprawia, że chciałoby się zniknąć z widowni jak najszybciej.

Cóż z tego, że poszczególne elementy spektaklu są interesujące, uwodzą wizualnie, skoro nie układają się w odpowiednio nasyconą sensem całość. Aby opowieść o odseparowanych od świata jednostkach w kaskach mogła w pełni zaistnieć, inne jednostki - twórcy - powinni zestroić siły. Nie pozostaje nic innego jak szybko zapomnieć o tym spektaklu i życzyć lepszej passy Teatrowi im. Juliusza Słowackiego i cenionej choreografce i tancerce Dominice Knapik.

**

Jane Bowles

"Obóz Katarakta"

reżyseria i choreografia: Dominika Knapik

premiera: 13 stycznia 2017, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, scena Małopolskiego Ogrodu Sztuki (spektakl oglądany)

obsada: Bożena Adamek, Aleksandra Cwen, Małgorzata Haduch, Agnieszka Kościelniak, Dominik Stroka, Jerzy Światłoń

**

Kinga Kurysia - studiuje wiedzę o teatrze na III roku Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisuje do Teatru dla Was.