powiększwersja do drukupoleć znajomemu

DOoKOŁA - ruch do kwadratu

Zarówno dla dzieci, jak i dorosłych spektakl był czasem radości i przyjemności porównywalnym z jedzeniem różowych pianek Marshmallow - o spektaklu "DOoKOŁA" w choreografii Aleksandry Bożek-Muszyńskiej i Hanny Kaneckiej w ramach programu Stary Browar / Nowy Taniec w Poznaniu - pisze Maria Maczuga z Nowej Siły Krytycznej.

Art Stations Fundation by Grażyna Kulczyk słynie z unikalnych na skalę kraju projektów choreograficznych dla najmłodszych. W 2016 roku ogłosiła konkurs na spektakl dla dzieci od zera do sześciu lat. Zwyciężyła propozycja Hanny Kaneckiej i Aleksandry Bożek-Muszyńskiej na interaktywną instalację. Dalija Aćin Thelander, światowej sławy choreografka zajmująca się twórczością dla maluszków, objęła opieką artystyczną to wydarzenie, dzieląc się z laureatkami doświadczeniem. 14 stycznia w ramach programu Stary Browar Nowy Taniec odbyła się premiera spektaklu-instalacji "DOoKOŁA".

Rodziny z dziećmi, obecność osoby dorosłej okazała się bardzo istotna, wzięły udział w nowatorskiej sytuacji artystycznej. Tancerki (Aleksandra Bożek-Muszyńska, Hanna Kanecka, Natalia Oniśk) cały czas obecne w przestrzeni zdarzenia, kontrolujące i rozwijające sytuacje, nie wysuwały się na pierwszy plan, momentami wręcz stawały się niewidoczne. Najważniejsi byli: dziecko, dorosły, obiekt.

Tuż nad głowami najmłodszych, na wyciągnięcie ręki, zostały zawieszone zwinięte w ciasne rulony i spięte pasami miękkie, różowe pianki. Zwisały pojedynczo, w mniejszych i większych grupach. Perforemerki ubrane w pastelowe kombinezony ogrywały gąbki, świetnie wtapiając się w obraz. Po wejściu na salę maluchy miały czas oswoić się z przestrzenią. Każde dziecko na swój sposób badało nowe miejsce, jedne przyglądały się z dystansem, inne natychmiast dotykały czy popychały elementy. Tancerki i uczestnicy wprawiali pianki w ruch. Artystki odczepiały kolejne rulony i układały na podłodze. Obiorcy mieli swobodę zachowań w cały czas zmieniającej się przestrzeni. Tancerki, wchodząc w relacje z przedmiotem, tworzyły ruchome kompozycje. Część dzieci obserwowała pokazy i określała figury nazwami skojarzonych roślin, inne - zainspirowane - zaczynały działania z obiektami. Niektóre były tak zaabsorbowane gąbkami, że nie dostrzegały artystek. Akcje podejmowane przez performerki, dorosłych i dzieci toczyły się równolegle, w symbiozie. Ich działania powodowały stopniowe rozluźnianie rulonów (wewnątrz nich tworzyły się tunele), które ostatecznie rozwinęły się w prostokątne płachty.

Najciekawsze okazały się zachowania dorosłych, przewidziane przez twórców, ale dla publiczności niespodziewane. Widzowie spektakli dla "najnajów" są przyzwyczajeni, że teatr często daje dzieciom możliwość doświadczania sztuki wszystkimi zmysłami, lecz rodziców pozostawia zazwyczaj w roli obserwującego opiekuna. Tym razem jednak oprócz wzroku i słuchu, musieli oni zaangażować także dotyk. Dzieci spontanicznie wciągały opiekunów w działania ruchowe i taniec. Dzięki nim dorośli z łatwością przełamywali opory i nawyki. Mieli okazję pobudzić uśpioną ekspresję i otworzyć się na drugą osobę.

Twórcy dopracowali spektakl w najdrobniejszych szczegółach, na przykład pasy zdjęte z rulonów natychmiast chowane były w kostiumach, by nie narazić dzieci na niebezpieczeństwo. Delikatna, ciacha muzyka Patryka Lichoty cały czas towarzyszyła akcji, a jej brak natychmiast przerwał działania. Widzowie reagowali także na dyskretne zmiany światła (Joanna Leśnierowska, Łukasz Kędzierski), niektórzy zapewne nieświadomie. W przeobrażeniach form gąbek nie było przypadków. Długie przerwy między kolejnymi sekwencjami zaplanowano po to, by pobudzić kreatywność uczestników.

Zagadką pozostaje metoda artystek: jak w niewymuszony sposób, bez przekazywania komunikatów gestem czy słowem, sprowokowały publiczność do działania, osiągając zamierzony efekt. Zarówno dla dzieci, jak i dorosłych spektakl był czasem radości i przyjemności porównywalnym z jedzeniem różowych pianek Marshmallow.