Chochlikowy ranking akorów teatralnych 2016 roku

Włodzimierz Neubart na blogu Chochlik kulturalny stworzył ranking aktorów teatralnych 2016 roku.

«Tego typu rankingi to zawsze swego rodzaju subiektywne targowisko próżności. Ponieważ to jednak sztuka i nie ocenia się, kto był pół metra przed innymi, każdego, kto pojawia się w moim rankingu, wypada potraktować jako odrębne artystyczne zjawisko. To nie wyścig, dlatego aktorzy pojawiają się alfabetycznie. Zdziwić może pewnie brak pewnych nazwisk. Nie wszystkich w tym roku widziałem. Niektórzy nie zapisali się w pamięci jakoś specjalnie. Byli też tacy, których podziwiałem wyłącznie w rolach sprzed lat, stąd ich nieobecność. Planowałem ocenić stu aktorów. Nie udało się - jest ich dokładnie stu dziewiętnastu, a i tak nie wiem, czy kilku jeszcze nie trzeba będzie dopisać.

W niniejszym rankingu przyjmuję następujące symbole:

wielki zawsze

zwyżka formy

spadek formy

trzyma poziom

niewiadoma

nadzieja

Zatem - Chochlikowy ranking akorów teatralnych 2016 roku czas zacząć:

Bilguun Ariunbaatar [nieklasyfikowany]

Mam nadzieję, że przygoda z teatrem w "Udając ofiarę" w Och-Teatrze, będzie zarazem jego ostatnią Szkoda widzów.

***

Piotr Bajtlik [zwyżka formy]

Na wznoszącej. W brawurowym "Ukraińskim Dekameronie" w Teatrze Polskim w Warszawie gra wymiennie dwie postaci: Filozofa i Popa. Obie jak najbardziej interesująco. Do tego nieźle śpiewa.

***

Mirosław Baka [wielkie zawsze]

Za rolę Karola w "Seksie dla opornych" i "Raju dla opornych" (koprodukcje Teatru Polonia i Teatru Wybrzeże w Gdańsku) jestem jego fanem dożywotnio. Tworzy z Dorotą Kolak idealny duet sceniczny. Oboje dostali zresztą w 2016 r. nagrodę miesięcznika "Teatr" za najlepsze kreacje w "Kto się boi Virginii Woolf" Teatru Wybrzeże.

***

Mateusz Banasiuk [nadzieja]

W "Hotelu Westminster" w Teatrze Komedia kreacją aktora, który nie cofnie się przed niczym, żeby zdobyć rolę, pokazuje, że potrafi zagrać dobrze komedię bez zbędnej fanfaronady. Jestem na tak!

***

Artur Barciś [trzyma poziom]

Aktor, który w "Mayday" i "Mayday 2" w Och-Teatrze udowadnia od lat, że w komedii jest po prostu znakomity. Mnie urzekł przede wszystkim jednak rolą pracownika banku w "Kasta la vista" w Teatrze Ateneum (spektakl ma już swoje lata). Nieoczywista rola, zagrana tak, by bawić, chociaż aktor nawet się na scenie nie uśmiecha. Brawo.

***

Michał Barczak [nadzieja]

Z powodzeniem zagrał w dwóch premierach w Teatrze im. Witkiewicza w Zakopanem. Warszawa zachwyciła się jego Bezprzykładnie Pięknym w "Nosie" w Och-Teatrze. Jak tak dalej pójdzie, będzie bardzo dobrze.

***

Marcin Bartnikowski [zwyżka formy]

Jeden z filarów Teatru Malabar Hotel. Wypracował swój własny aktorski styl. Jest świetny w "Mistrzu i Małgorzacie", niezły w "Don Juanie", kilka dni temu raz jeszcze dał popis swojego inteligentnego grania w "Tutli -Putli. Kto jest dziki?"- spektaklu będącym koprodukcją Malabaru i Teatru Dramatycznego.

***

Waldemar Barwiński [trzyma poziom]

Każdym kolejnym występem aktor Teatru Dramatycznego ujawnia, jak bardzo się rozwija. W tym roku "Cabaret" i "Wizytę starszej pani" może zapisać jako dwa swoje sukcesy. Nawet mniejszą rolę potrafi przenieść na pierwszy plan. To jednak, co pokazał w "Obrzydliwcach" nazwać można wielką kreacją. Dodatkowy plus za Abrama z "Naszej klasy" i Lamkę w świetnym "Wzrusz moje serce".

***

Marcin Bikowski [zwyżka formy]

Również kręgosłup Teatru Malabar Hotel. Zawsze szelmowski, zawsze niesłychanie plastyczny. Potrafi z głosem wyczyniać istne cuda. Przygotowuje lalki do własnych spektakli. W "Tutli-Putli. Kto jest dziki?" gra Witkacego. Znakomicie zresztą. W 2016 r. zagrał (a także przygotował lalki, scenografię i kostiumy) w "Czarodziejskiej górze" w Białostockim Teatrze Lalek.

***

Andrzej Blumenfeld [zwyżka formy]

Jest go w teatrze stanowczo za mało. Ma głos, ma osobowość i warsztat. W tym roku błysnął rolą Proboszcza w "Wizycie starszej pani". Już niedługo mam nadzieję zobaczyć go raz jeszcze w "Pożegnaniach" w Teatrze Narodowym.

***

Przemysław Bluszcz [zwyżka formy]

Fantastyczny Kat w "Mary Stuart" w Teatrze Ateneum. W tym roku naprawdę ciekawe role stworzył w "Księżycowym chłopcu" (koprodukcja Studia Teatralnego Koło i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego), gdzie świetnie nakreślił aż trzy postaci (Pradonet/ Voussois/ Posidon) oraz w "Triatlonie" w Teatrze Ochoty, gdzie wraz z Anną Sroką - Hryń zagrali widowiskowy duet w ciemnościach). Udanie występuje także w "Czarodziejskiej górze" w Teatrze Syrena (jako doktor Behrens) i w "Diabelskim młynie" w Teatrze Mazowieckim.

***

Tomasz Błasiak [zwyżka formy]

Zwróciłem na niego uwagę już w "Thermidorze"w Teatrze Polskim (grał Fouche`a). W 2016 r. w "Ukraińskim Dekameronie" sportretował idealnie Petra i Sąsiada. Tak trzymać!

***

Jarosław Boberek [trzyma poziom]

Znamy go z dubbingu, z seriali W teatrze wyjątkowo dobrze dobiera repertuar. W "Nosie" granym w Och-Teatrze spod fantastycznej charakteryzacji pot kapie z niego szklankami. Monolog, jak tam wygłasza, wart jest każdego poświęcenia! Wspaniały! Pod koniec roku udana premiera w Teatrze Młyn, gdzie zagrał perfidnego Wójta w "Maska(radzie) gminy)".

***

Bartłomiej Bobrowski [zwyżka formy]

Czekam wciąż, aż zobaczę go w dużej roli. W tym roku był Werbownikiem w "Matce Courage i jej dzieciach" (ale ten spektakl wolałbym zapomnieć), grał też Frejenda, Pelikana i Duszę w "Dziadach" (oba spektakle w Teatrze Narodowym). Tutaj było już bez zarzutu. Olśnienie przyszło w "Księżycowym chłopcu", którego oglądałem w Teatrze Soho. Jego Kruja-Bej był po prostu zjawiskowy.

***

Jerzy Bończak [zwyżka formy]

Wyrazisty nawet na drugim planie, jak choćby w granym w Teatrze Komedia "Hotelu Westminster". Doskonale wie, jaką minę zrobić i jak pracować głosem, żeby osiągnąć najlepszy efekt.

***

Marcin Bosak [zwyżka formy]

Niezły aktor, któremu kino i teatr wciąż nie mają do zaoferowania ról na miarę talentu. W 2016 r. zagrał ciekawą rolę Marcina w "Wiośnie" (Teatr Studio) - jednego z braci, który dusi w sobie traumę życia. Był świetny. W niewielkiej roli w granej od 2009 okazjonalnie "Personie. Marilyn" błysnął nie tylko ciałem, ale wrażliwością i ogromnym skupieniem. Chcę więcej!

***

Stanisław Brudny [trzyma poziom]

Ma osiemdziesiąt siedem lat i wciąż ogromną przyjemność występowania. W "Wiośnie" w Teatrze Studio zachwycał dykcją, natomiast w "Chłopcach" granych w Teatrze Polonia - stworzył prawdziwe studium człowieka, który mimo lat czuje, że jeszcze wszystko może. Gdyby tak wszyscy aktorzy mieli taki warsztat

***

Tomasz Brzostek [niewiadoma]

Chociaż w "Ukraińskim Dekameronie" (Teatr Polski) gra przyzwoicie, trudno nie oceniać go przez pryzmat litrów śliny, którą strzela na kilka metrów przy każdym wypowiadanym słowie. Trzeba coś z tym zrobić, dla dobra widzów i aktorów.

***

Tomasz Budyta [zwyżka formy]

W 2016 r. wkroczył udaną rolą Ernsta Ludwiga w "Cabarecie". W Teatrze Dramatycznym zagrał też bardzo dobrze Pianę w "Miarce za Miarkę" Szekspira i dwie postaci w "Wizycie starszej pani".

***

Paweł Burczyk [zwyżka formy]

Nie widziałem go w niczym nowym, mimo to doceniam szczególnie. Zagrał bardzo dobrze szereg ról w kameralnej "Wierze Gran" i całkiem przyjemnie w "Miłości i polityce" w Teatrze Kamienica.

***

Paweł Ciołkosz [zwyżka formy]

Uwielbiam! To, co robi w spektaklu "Matki i synowie", określić można mianem partnerowania wielkiej Krystynie Jandzie. Być z nią na jednej scenie i nie dać się zepchnąć do narożnika to naprawdę osiągnięcie. Równie dobry jest w "Pocztówkach z Europy" w Och-Teatrze. Tylko pogratulować!

***

Wojciech Chorąży [zwyżka formy]

Z powodzeniem gra jednego z uczestników korporacyjnej walki o stołek w granej już niemal dziesięć lat "Metodzie" w Teatrze Polonia. W "Na czworakach" także ma dobre momenty. Kierunek dobry. Mam nadzieję, że w tym roku trafi mu się dużą rola.

***

Andrzej Chyra [trzyma poziom]

Polski teatr czeka na jego nowe role. W 2016 r. widziałem go tylko w mającej już piętnaście lat "Uroczystości" w TR Warszawa. Zagrał, jak na siebie przystało, bardzo dobrze.

***

Maciej Cymorek [nadzieja]

Właśnie kończy Akademię Teatralną w Warszawie. Niski głos, którym młody aktor wygrywa wiele scen, w których teoretycznie to ktoś inny powinien błyszczeć. Widziałem go jako Beppe w "Awanturze w Chioggi", Stiepana w "Barbarzyńcach", Lekarza/Żołnierza/Prezentera/Kuriera w "Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie" oraz w "#walceoogień", ale ten spektakl wymazuję z pamięci W granym w Teatrze Ochoty "Triatlonie" nad wyraz dobrze partneruje Januszowi R. Nowickiemu. Trzymam kciuki.

***

Piotr Cyrwus [zwyżka formy]

Jego teatralny wizerunek bardzo różni się od tego, co znają miłośnicy telewizyjnych seriali. Cyrwus może zadziwić dojrzałością. Dobrze wypada w rolach dramatycznych. W 2016 r. wystąpił m.in. w krzykliwej roli w "Szkoda, że jest nierządnicą", wolę go chyba jednak w bardziej klasycznym repertuarze.

***

Michał Czachor [niewiadoma]

Dobry aktor, którego jednak bardziej zapamiętamy z tego, że rozbiera się na scenie, niż z tego, jak zagrał. Od pewnego czasu powiela schematy, co źle wróży rozwojowi kariery. Niezły jeszcze w "Juliuszu Cezarze", utonął w banale w "Każdy dostanie to, w co wierzy" (oba spektakle w Teatrze Powszechnym). Demonstrując się w całej okazałości w "Szczurach" sprowokował dyskusję, czy słynne "wtrącanie się" Teatru Powszechnego wyraża się czymś więcej niż przyrodzeniem znakomitego aktora (czy też znakomitym przyrodzeniem aktora - odpowiednie skreślić).

***

Andrzej Deskur [zwyżka formy]

Pozytywnie zaskoczył mnie rolą sekretarza wiceministra w premierowym spektaklu Teatru Komedia pt. "Hotel Westminster". Nie szarżuje, a jest szczerze zabawny.

***

Krzysztof Dracz [zwyżka formy]

Rolą George'a przypomina, jak wiele jest wart. Dracz daje swojemu bohaterowi coś, co sprawia, że dzielnie mu kibicujemy. Jego złość, wręcz toksyczna podłość, podszyte są miłością. Aktor balansuje konwencjami i wygrywa, bo jego bohater jest prawdziwy.

***

Mariusz Drężek [nadzieja]

Wypada pochwalić Drężka za naprawdę udaną kreację w "Obrzydliwcach" w Teatrze Dramatycznym. Szkoda, że aktor gra czasami bardzo manierycznie. Choć więc potrafi być znakomity ("BENT", "Nasza klasa", w której miał jeden taki spektakl, w którym mnie zniszczył emocjonalnie), udane role przeplata znacznie słabszymi ("Absolwent"). W 2016 r. dał się jeszcze zauważyć choćby w rolach kilku małżonków w "Wizycie starszej pani". Wypadł tak sobie.

***

Rafał Drozd [zwyżka formy]

Nad wyraz udanie zagrał Jamie'ego w premierowym spektaklu Teatru Roma "5 ostatnich lat". Męski, wyrazisty, dobrze śpiewa. Trzyma to przedstawienie na swoich barkach. Brawo!

***

Piotr Duda [zwyżka formy]

Coś niesamowitego. W kameralnym spektaklu "Noc Helvera" Teatru Druga Strefa zagrał brawurowo postać opóźnionego umysłowo chłopca w ciele mężczyzny, który zafascynowany widowiskowością faszyzmu, wciela go w życie. Mam nadzieję zobaczyć aktora także w innym repertuarze.

***

Adam Ferency [trzyma poziom]

Owszem, aktor trzyma poziom, w tym roku dobrze zagrał w "Wizycie starszej pani" postać Alfreda Illa, znów też urzeka jako partner Mai Komorowskiej w "Szczęśliwych dniach", mam jednak wrażenie, że gra wszędzie dość podobnie. Przyzwyczajenie? Maniera? Czekam na więcej.

***

Janusz Gajos [wielkie zawsze]

Aktor totalny. Nie widziałem jeszcze "Garderobianego", ale to kwestia najbliższych tygodni, myślę. Miałem za to przyjemność widzieć, co aktor robi z postacią Dużego Taty w "Kotce na gorącym blaszanym dachu" (spektakl Teatru Narodowego z 2013 r.) - to jest mistrzostwo świata. Jeśli Gajos wychodzi na scenę, to tylko zwyciężać.

***

Krzysztof Gosztyła [zwyżka formy]

Aktor o wspaniałym głosie i fantastycznej prezencji. W tym roku koncertowo zagrał w "Chłopcach" Grochowiaka (niedawnej premierze Teatru Polonia) i w "Róbmy swoje. Piosenki Wojciecha Młynarskiego" w Teatrze Ateneum.

***

Piotr Grabowski [niewiadoma]

Aktor potrafi wystąpić raczej niemrawo (jak w "Dziadach"), ale też całkiem dobrze ("Soplicowo - owocilpoS. Suplement") - oba spektakle w Teatrze Narodowym. Najbardziej przekonujący jest jednak w kameralnej sztuce "Bez wyjścia" w Teatrze Dramatycznym (granej już trzy lata), gdzie jako upadły macho musi strawić własny dramat.

***

Sławomir Grzymkowski [zwyżka formy]

Nie kupuję go w "Stalkerze" z Teatru Ochoty, gdzie jest tylko dobrym aktorem w słabej sztuce. To jest jednak aktor co się zowie, widać to wyraźnie w "Miarce za miarkę" w Teatrze Dramatycznym. Księciu w jego wykonaniu niczego nie brakuje. Fascynująca postać.

***

Marek Kalita [zwyżka formy]

Fantastycznie bawił się rolą Michaela w "Uroczystości" w TR Warszawa. Ma swój aktorski styl, pozę, manierę. Kupuję go takiego. Mało tego, wyreżyserował w Teatrze Dramatycznym "Obrzydliwców" - trzymający w napięciu spektakl, w którym nie ma słabych ról. Brawo.

***

Marek Kałużyński [trzyma poziom]

Wielka klasa! W granym w krakowskim Teatrze Bagatela spektaklu "Boeig, boeing - odlotowe narzeczone" kreuje postać Maksa, mężczyzny, który dzięki przemyślnemu systemowi, żyje w "związkach" z trzema stewardesami naraz. Oglądałem, jak gra i nie mogłem się nadziwić, że w komediowym repertuarze można zawrzeć aż tyle finezji W 2016 r. w Bagateli Kałużyński zagrał również w "Pomocy domowej", będącej jakby dalszym ciągiem tamtej historii, natomiast w Teatrze im. Jaracza w Łodzi był Cezarem w "Antoniuszu i Kleopatrze". Wszyscy są zgodni, że to kolejna jego świetna rola.

***

Emilian Kamiński [trzyma poziom]

Dyrektor Teatru Kamienica dokonał w 2016 r. rzeczy niezwykłej. Rolą w "Miłości i polityce" przekonał mnie do siebie jako aktora. Znakomity pod względem prawdy bijącej ze sceny. Dysponuje świetnym głosem, a jego dojrzałość i wyrazista osobowość nadają postaciom szlachetną głębię.

***

Redbad Klijnstra [spadek formy]

Pod względem artystycznym zrobiło się wokół niego dziwnie cicho. Widziałem go ostatnio w mającym już swoje lata spektaklu "Małe zbrodnie małżeńskie" w Teatrze Mazowieckim. Partnerująca mu Emilia Komarnicka wypadła lepiej.

***

Ryszard Kluge [zwyżka formy]

Przywiązanie do sztuki mimu widać w każdym geście aktora. A jednak to jego błyskotliwy monolog w "Aktorach żydowskich" wciąż robi wrażenie. Wystąpił też w świetnych "Matkach", a w "Szoszy" sportretował Moryca. Dobry rok.

***

Michał Kościuk [zwyżka formy]

Paweł, przyjaciel Maksa w spektaklu "Boeing, boeing - odlotowe narzeczone" Teatru Bagatela w Krakowie. Aktor ujmująco wykorzystuje tam swoją fizycznością. Jego postać była bardzo soczysta. Początkowo nieśmiały mężczyzna, wiecznie samotny, odkrywa uroki "systemu" i zaczyna z niego czerpać dla siebie ile się tylko da. Przy okazji zostaje wplątany w aferę z narzeczonymi, chcąc zaś pomóc przyjacielowi zmuszony. Kolejny aktor, który w Bagateli nawet w komediowym repertuarze potrafi pokazać coś więcej niż tylko gag i żart. Nic dziwnego, że gra też w "Pomocy domowej".

***

Adam Krawczuk [trzyma poziom]

Brakuje mi słów zachwytu dla jego umiejętności. Jest fantastyczny w spektaklach Teatru Montownia. Zachwyca jako Inspektor Porterhouse w sztuce pt. "Mayday" (Och-Teatr), zupełnie inną stronę swoich umiejętności prezentuje w "Nagiej Pradze" w Teatrze Młyn. W 2016 r. zagrał też rolę wybitną: jego Laczek Bobiczek w "Zimowych ceremoniach" w Teatrze WARSawy jest po prostu niebywale dobrze zagrany.

***

Paweł Krucz [zwyżka formy]

Wyrasta na ważniejszą postać Teatru Polskiego w Warszawie. Gra duże role m.in. w "Cydzie", "Królu Learze". W "Ukraińskim Dekameronie"ma trzy role (Pop, Diabeł 2, On). Jest młody, nie do wszystkich postaci jeszcze pasuje, ale bywa już bardzo dobry.

***

Mateusz Kmiecik [spadek formy]

Falstart. Przystojny i pyskaty. Nad wypisywanie komentarzy w Internecie powinien przedłożyć dbałość o warsztat. Zwłaszcza, że jedynym jego osiągnięciem jest wszak rola małpki w "Na czworakach" w Teatrze Polonia

***

Wiktor Korzeniewski [nadzieja]

Nie da się go oglądać w przedstawieniu "Stalker. Interpretacja", ale już mocna rola w "Mały ma dziewczynę" przywraca nadzieję, że mamy do czynienia z dobrym aktorem (oba spektakle w Teatrze Ochoty). Pozostaje patrzeć w przyszłość z nadzieją.

***

Paweł Kowalski [trzyma poziom]

Aktor Teatru im Horzycy w Toruniu stworzył w "Nieskończonej historii" postać kompletną. Dostał niełatwy tekst, a uczynił z niego perłę. Widzowie, wbici w fotele, boją się odetchnąć. Znakomity!

***

Krzysztof Kwiatkowski [nadzieja]

W 2016 r. młody aktor zagrał w "Dożywociu" i "Szkoda, że jest nierządnicą" w Teatrze Polskim w Warszawie. Rolę Bergetto w tym ostatnim może zapisać jako mały sukces.

***

Arkadiusz Janiczek [zwyżka formy]

Na fali wznoszącej. Był ciekawym Senatorem w słynnych "Dziadach" w reżyserii Eimuntasa Nekrošiusa w Teatrze Narodowym. Robił, co mógł, także w "Matce Courage i jej dzieciach", ale to nie był dobry spektakl. Wciąż przede mną jego kreacje w innych teatrach.

***

Łukasz Lewandowski [zwyżka formy]

Łukasza Lewandowskiego mam wciąż w pamięci jako Łopachina z "Wiśniowego sadu" w Teatrze Studio oraz Asasello, Piłata, Rimskiego w "Mistrzu i Małgorzacie", koprodukcji Teatru Malabar Hotel i Teatru Dramatycznego (na ten spektakl niezmiennie od lat brakuje biletów). W 2016 r. jego Nauczycielem w "Wizycie starszej pani" zachwycali się dosłownie wszyscy.

***

Eryk Lubos [zwyżka formy]

Rola Potwora we "Frankensteinie" w Teatrze Syrena pozwoliła nam cieszyć się obecnością tego świetnego aktora w teatrze. Mam tylko nadzieję, że pójdzie za ciosem i będziemy go podziwiać nie tylko na wielkim ekranie.

***

Henryk Łapiński [trzyma poziom]

Mający dopiero co swoje 83. urodziny aktor udowadnia w "Dziewicach i mężatkach", że potrafi zagrać w każdej konwencji. W Teatrze Ateneum, w którym występuje nieprzerwanie od sześćdziesięciu jeden lat, gra także Woźnego w "Rzeźni". Ukłony!

***

Mateusz Łasowski [spadek formy]

Behemot w "Każdy dostanie to, w co wierzy" (Teatr Powszechny) zagrany głównie gołym tyłkiem i wydzieranie się w każdej roli to naprawdę nie jest to, co chcielibyśmy oglądać

***

Dominik Łoś [zwyżka formy]

Miał pracowity rok. Trzy premiery w Teatrze Polskim. Najwyżej cenię Męża, Petro i Filozofa w "Ukraińskim Dekameronie". Idol lat dziecięcych zmienił się nie do poznania. Gra za to bez zarzutu.

***

Kamil Maćkowiak [spadek formy]

Bardzo go lubię jako aktora, ale roli w "Lekcjach stepowania" nie zaliczy do swoich najlepszych. Aktorsko i tanecznie - tak sobie.

***

Wojciech Malajkat [trzyma poziom]

Nowy rektor Akademii Teatralnej ma teraz dużo pracy (zwłaszcza, że szefuje też artystycznie Teatrowi Syrena). Znajduje wciąż jednak czas także na to, by pojawiać się na scenie. W "Panu Jowialskim" w Teatrze Polonia pokazuje klasę, jednak kapitalny jest w "Klubie hipochondryków" w Syrenie, gdzie jako Ken razem z Piotrem Polkiem i Zbigniewem Zamachowskim rozwalają system.

***

Oskar Malinowski [nadzieja]

Najbardziej wyrazisty aktor-tancerz w przyzwoitym spektaklu "we are not superheroes" Teatru Ochoty. Ujmująca powierzchowność. Zobaczymy, jak się rozwinie.

***

Grzegorz Małecki [trzyma poziom]

Spokojnie może sobie nucić przy goleniu "To mój czas". Nie lubiłem go kiedyś. Dojrzał, gra inaczej niż kiedyś. Od 2012 r. nie widziałem go w złej roli. Tymczasem 2016 r. przyniósł ważną kreację Gustawa-Konrada w rewelacyjnych "Dziadach" w Teatrze Narodowym. Oglądałem też setne "Konstelacje" w Teatrze Polonia, gdzie z Marią Seweryn stworzył duet - petardę.

Małecki ma wszystko, czego potrzeba, żeby sięgać po ważne role. Jest wysoki, świetnie wygląda, ma dobry głos, a z każdym rokiem przybywa mu też charyzmy. No i te cudne felietony, które pisze

***

Andrzej Mastalerz [zwyżka formy]

Dwie naprawdę udane kreacje. W "Boże mój!" w Teatrze Mazowieckim aktor stał się panem B., bogiem z ludzką twarzą. Zaskakująco trafnie oddana zmienność nastrojów. Z kolei Pierrota w "Księżycowym chłopcu" - koprodukcji Studia Teatralnego Koło i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego zagrał Mastalerz z wyczuciem. Pierrot jest niepozorny, a radzi sobie na karuzeli zdarzeń. Tylko chwalić.

***

Kacper Matula [nadzieja]

Na razie daleki plan, mam jednak nadzieję, że angaż do Teatru Narodowego w perspektywie bardzo tę sytuację zmieni.

***

Bartosz Mazur [zwyżka formy]

Widziałem go już w Teatrze Dramatycznym (Lorenzo w "Kupcu weneckim"), "Tajemniczym kliencie" - spektaklu Teatru Ochoty, jednak dopiero rola w "Maska(radzie) gminy", którą pod koniec 2016 r. zagrał w Teatrze Młyn, pozwoliła mi uwierzyć, że to jest to. Trzymam kciuki, bo aktor okazał się wiarygodny jako ultrakonserwatywny katolik, który godzi w swej małomiasteczkowej umysłowości wiarę w Boga i przykładne realizowanie obowiązków rodzinnych z niewielkim romansem. I nie ma sobie nic do zarzucenia. Dobrze śpiewa!

***

Krystian Modzelewski [zwyżka formy]

Warto zapamiętać tego człowieka. Gra we wszystkich ważniejszych spektaklach Teatru Polskiego w Warszawie. Podobał mi się w "Thermidorze", w 2016 r. błysnął w "Szkoda, że jest nierządnicą", jednak najlepiej wypadł w "Ukraińskim Dekameronie", który zresztą przyniósł kaskadę wspaniałych kreacji. Modzelewski jest tu m.in. Kochankiem.

***

Tomasz Mycan [zwyżka formy]

W "Nieskończonej historii" - spektaklu Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu, ten filigranowy mężczyzna o urodzie chłopca z ogromnym wyczuciem wcielił się w postać sąsiada, którego sensem życia stało się kupowanie według ustalonych przez siebie reguł liczbowych. Nieoczekiwanie zapada w pamięć! Niedługo ruszam do Torunia, bo chcę go zobaczyć w innym repertuarze.

***

Jerzy Nasierowski [zwyżka formy]

Powrót z niebytu. Bardzo dobrze się stało, że Aleksandra Popławska i Marek Kalita powierzyli mu dwuznaczną rolę Narratora w "Dogville" w Teatrze Syrena. Wciąż dobry głos i zaskakująca interpretacja. Brawo!

***

Henryk Niebudek [zwyżka formy]

Można byłoby wystosować zarzut, że Niebudek gra wciąż bardzo podobnie, trudno jednak powiedzieć, że nie sprawdził się w "Obrzydliwcach" i "Wizycie starszej pani" w Teatrze Dramatycznym. To był naprawdę skok w górę.

***

Janusz R. Nowicki [zwyżka formy]

Trudno nie zauważyć go w roli Pompeja w "Miarce za miarkę" Oskarasa Koršunovasa w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Znakomicie bawi się rolą podstarzałego alfonsa. No i głos wciąż świetny. Natomiast w "Triatlonie" w Teatrze Ochoty gra aktora, który już dawno nie pracuje i żyje urojeniami, by wreszcie zabić młodszego rywala. Mocne!

***

Bartłomiej Nowosielski [trzyma poziom]

W 2016 r. udanie wystąpił w roli Aktora C w spektaklu pt. "Demon teatru, czyli mniejsza o to" Schaeffera w Teatrze Ateneum. Można go tam również zobaczyć m.in. w przejmującej roli Mitcha w "Tramwaju zwanym pożądaniem", gdzie w scenie tańca w deszczu za każdym razem sprawia, że publiczność bije brawo w trakcie przedstawienia. Fajerwerki emocji, jakie aktor wkłada w postać Mitcha, są godne każdej pochwały. Zagrał też Gustava w niezłym "Frankensteinie" w Teatrze Syrena.

***

Daniel Olbrychski [spadek formy]

Znany z tego, że ostatnio zrezygnował z roli w Teatrze Narodowym (w wyniku konfliktu z Anną Chodakowską, wywołanego różnicą światopoglądową) miał być dla studentów Akademii Teatralnej przewodnikiem po arkanach sztuki aktorskiej w "Princess Ivonie", granej w Teatrze Syrena. Szokująca dykcja i dość karykaturalny sposób grania sprawił, że raczej nie był dla nikogo mistrzem. Mało tego, swoją kreacją grająca tam również Barbara Wrzesińska, po prostu go zmiażdżyła.

***

Bartosz Opania [spadek formy]

Nie jest już tym amantem, co jeszcze kilka lat temu, gra też znacznie rzadziej. W "Happy now?" w Teatrze Polonia nie zachwyca, ale też nie ma powodów do wstydu. Tylko chciałoby się więcej

***

Marian Opania [wielkie zawsze]

Wspaniały. Chodzą słuchy, że przez kilka lat zawodowo wypalony, wrócił w 2013 r. jako bibliotekarz poszukujący osoby, która zwróciła książkę wypożyczoną sto lat wcześniej ("W progu" Glena Bergera w Teatrze Ateneum). To jest spektakl, w którym informacja o przerwie wywołuje jęk zawodu widzów, którzy nie chcą się żegnać z bohaterem sztuki. Opania potwierdza klasę także w "Dziewicach i mężatkach", gdzie gra Chryzala, szalonego naukowca. Bawi się rolą tak, że tylko się uśmiechać. W "Chłopcach" w Teatrze Polonia, gdzie gra Pożarskiego, inwektywy typu: "rydwan czasu z lekka ją potrącił" rzuca z takim wdziękiem, że aż miło słuchać!

***

Bartłomiej Ostapczuk [wielkie zawsze]

Mistrz. Demon sceny, którą czuje całym sobą. W dziedzinie pantomimy niedościgły obecnie wzór dla wszystkich adeptów sztuki mimu w Polsce. Gdyby urodził się w Stanach, jego nazwisko widniałoby na neonowych afiszach teatrów na Broadwayu. Tymczasem warto zobaczyć go choćby w granych w Teatrze Dramatycznym spektaklach Teatru Warszawskiego Centrum Pantomimy: "Marcel", " Agua de lagrimas" i "Gogol". Kto raz zobaczy, zrozumie, że tytuł "WIELCY ZAWSZE" jest jak najbardziej zasłużony.

***

Sławomir Pacek [nadzieja]

Występem w "Festiwalu pamięci" w Teatrze Powszechnym zabił moją sympatię na czas jakiś, jednak za każdym razem, gdy widzę go w jakimś spektaklu poza macierzystym teatrem, jest znakomicie. Tak było choćby w "Nagiej Pradze" w Teatrze Młyn, gdzie bawił się postacią mieszkańca szemranej dzielnicy stolicy. Wspaniała jest także kreacja tytułowej postaci w "Tajemniczym kliencie" w Teatrze Ochoty. To jest kierunek, który warto obrać.

***

Paweł Paprocki [nadzieja]

Jest mi go wciąż w teatrze za mało. W 2016 r. wystąpił m.in. w "Soplicowo - owocilpoS. Suplement" i w "Matce Courage i jej dzieciach", ale największe wrażenie zrobił na mnie i tak w "Dziadach" (wszystkie spektakle w Teatrze Narodowym). Uwaga - świetnie śpiewa.

***

Antoni Pawlicki [niewiadoma]

Zarówno w "Wiośnie" (Teatr Studio), jak i w "Matkach i synach" (Teatr Polonia) gra dość przewidywalnie. Podobnie rzecz się ma z jego rolą w "Czarodziejskiej górze" (Teatr Syrena). Jeszcze nie skreślam, ale będę się przyglądał.

***

Marcin Perchuć [trzyma poziom]

Uwielbiany za spektakle Teatru Montownia (ostatnio chyba "Calineczkę dla dorosłych", którą widzieli wszyscy moi znajomi i opowiadają, że genialna). W 2016 r. wystąpił w Teatrze Polonia w "Zabawie", którą Izabela Kuna wyreżyserowała do tekstu swojego męża. Sztuka słabiuteńka, ale Perchuć wstydu nie przynosi. Za to już jako dr Mortimore w "Przedstawieniu świątecznym w szpitalu św. Andrzeja" daje popis umiejętności. Brawo.

***

Jan Peszek [wielkie zawsze]

W "Błogich dniach" w Teatrze Ateneum jest po prostu doskonały. Studium samotności i przemijania doprowadza do granic absolutu. W "Kto nas odwiedzi?" w Och-Teatrze potwierdza, że to nie przypadek. Cztery role i cztery wspaniałe. No i jeszcze ten straszliwy Helge w "Uroczystości", która powróciła na deski TR Warszawa - wstrząsająca kreacja.

***

Michał Piela [zwyżka formy]

Narzekają niektórzy, że rolę w "Niedźwiedziu Wojtku" w Teatrze Dramatycznym aktor dostał niejako po warunkach. Bzdura. Jest tam piękna metafora, a to, co potrafi oddać Piela jednym przenikliwym spojrzeniem, trudne jest do opisania. Dobry także w komedii (zapraszam do Och-Teatru).

***

Piotr Piksa [nadzieja]

Młodziutki aktor Teatru Narodowego wciąż czeka na swoją wielką rolę. Ma warunki, więc tylko czekać, aż wystrzeli. W 2016 r. dał się zapamiętać z wyrazistych epizodów w "Dziadach", podobnie jak rok wcześniej w "Kordianie".

***

Michał Podsiadło [nadzieja]

W Teatrze Dramatycznym wciąż gra jeszcze wyraziste, ale jednak postaci drugiego planu. Widziałem go jednak w dużej roli w "Rozmowach uchodźców", granych w Muzeum POLIN i przyznaję - będą z niego ludzie.

***

Piotr Polk [trzyma poziom]

Ma coś takiego w głosie, co sprawia, że go kupuję. Widziałem aktora co prawda w spektaklach, które mają swoje lata ("Klub hipochondryków" i " Hallo Szpicbródka" w Teatrze Syrena), co nie zmienia faktu, że to była dla mnie wielka przyjemność. Już niedługo wybieram się do Kamienicy zobaczyć Polka w "Psiuniu".

***

Bartosz Porczyk [trzyma poziom]

Dobrze, że będzie go można oglądać teraz w Warszawie. W 2016 r. zagrał m.in. Toma w "Dogville" w Teatrze Syrena. Tylko dzięki niemu wytrzymałem czternastogodzinne "Dziady" w reż. Michała Zadary. Poza nim niewiele tam plusów.

***

Marcin Przybylski [zwyżka formy]

Gdziekolwiek zagra, nie da się go zapomnieć. Tak jest choćby z Guślarzem i Diabłem w "Dziadach". Udanie wystąpił też w "Soplicowo - owocilpoS. Suplement". Nie zaszkodziła mu krótka przygoda z programami telewizyjnymi.

***

Szymon Roszak [nadzieja]

W tym roku kończy Akademię Teatralną w Warszawie. W spektaklach dyplomowych

grał głównie role komediowe. Był przezabawny jako Padron Fortunato w "Awanturze w Chioggi" i rozkosznie niepoprawny jako Mucha w "Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie". Mocną rolę dramatyczną zagrał natomiast w "Thermidorze w Teatrze Polskim. Nadzieja!

***

Modest Ruciński [zwyżka formy]

Mam do aktora sentyment jeszcze z czasów jego występów w Teatrze Narodowym. W 2016 r. widziałem go tylko w mającym już trzy lata "Wiśniowym sadzie", gdzie bardzo mocno wbija się w pamięć jako Siemion Jepichodow. Wyrzucony z Teatru Studio wziął sprawy w swoje ręce i pod koniec roku zrealizował spektakl "Wbrew swojej woli". Tak to się robi.

***

Mateusz Rusin [nadzieja]

Kreowaną przez niego rolę Księdza Piotra w "Dziadach" w Teatrze Narodowym zdominowały czerwone rajtuzy. Mimo to mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie nastąpi pozytywny przełom.

***

Rafał Rutkowski [zwyżka formy]

Długo musiałem się do niego przekonywać. Ale udało się. W nieśmiertelnych "Mayday" i "Mayday 2" (Och-Teatr) bardzo mi się podoba. Ma naturalny talent komediowy. Czasem szarżuje (jak w "Człowieku dwóch szefów" w Teatrze Komedia), jednak już w "Ceremoniach zimowych" w Teatrze WARSawy stworzył jedną ze swoich najlepszych kreacji od lat. Tuż przed świętami w dowcipnym monologu obrażał mnie ze sceny (ale też sam się wystawiłem siadając na środku pustego pierwszego rzędu) podczas koncertu w obronie Teatru WARSawy, a ja zaśmiewałem się do łez.

***

Marcel Sabat [nadzieja]

Widziałem go tylko w jednym spektaklu w Teatrze Kamienica. Widzę potencjał. Czekam na więcej.

***

Adam Sajnuk [zwyżka formy]

Człowiek-orkiestra, gra, reżyseruje, przygotowuje światło, prowadzi własny teatr (o którego utrzymanie właśnie walczy). Na scenie widziałem go w "Happy now?" w Teatrze Polonia, gdzie sprytnie bawi się swoją postacią oraz w "Kompleksie Portnoya" w Teatrze WARSawy, gdzie wyśmienicie kreuje człowieka dążącego do odkrycia własnej tożsamości. Oba spektakle trzeba zobaczyć koniecznie!

***

Tomasz Sapryk [zwyżka formy]

Od lat wymyka się zaszufladkowaniu. Gra na wielu scenach, od Teatru Narodowego po Teatr Kamienica. Znakomity w komedii, zaskakująco dobry w dramacie. W 2016 r. widziałem go m.in. we "Frankensteinie" w Teatrze Syrena (rola Monsieur Frankensteina). Podziwiam.

***

Otar Saralicze [zwyżka formy]

To już jest ktoś. Młody aktor, głodny grania. Można go zobaczyć w Och-Teatrze w niezłej roli neurotycznego chłopaka szukającego swego biologicznego ojca, w "Przedstawieniu świątecznym" (a także m.in. aktora w "Uwaga, publiczność!"), dobry jest też w "Panu Jowialskim" w Teatrze Polonia. W 2016 r. dołączył do zespołu Teatru Dramatycznego i z miejsca zagrał zjawiskowo Kosmę w "Niedźwiedziu Wojtku". Nieco mniej podobał mi się w mającej niedawno premierę "Harper". Grał dość przewidywalnie. Tak czy owak - udany sezon.

***

Kacper Sasin [nadzieja]

Młody aktor rzucony na głęboką wodę. Trudna rola, także fizycznie, w "Polskiej krwi" - mocnym spektaklu Teatru TrzyRzecze. Sasin jest wręcz fascynujący, gdy miota się między potrzebą używania życia a nagle rodzącymi się potrzebami wyższego rzędu. Warto zwrócić na niego uwagę.

***

Jerzy Schejbal [zwyżka formy]

Jak wino! Szlachetny głos i wrodzona dystynkcja. Jego Stary Diabeł w "Ukraińskim Dekameronie" zachwyca. Z powodzenie wyreżyserował też spektakl pt. "Życie: trzy wersje", w którym również zagrał.

***

Andrzej Seweryn [wielkie zawsze]

Dyrektor Teatru Polskiego przyciąga widzów jak magnes. W czym by nie zagrał (w 2016 r. był to "KRAPP i dwie inne jednoaktówki"), nawet jeśli rola (jak w "Królu Learze") jest poprowadzona dość intrygująco, znaleźć się na widowni, to jednak zawsze wydarzenie.

***

Piotr Sierecki [trzyma poziom]

Kto widział go w "Śmierci pięknych saren" w Teatrze Żydowskim, wie, że to aktor o dużym potencjale. Czasem powtarza własne schematy, ale gdy wyjdzie poza nie, otrzymujemy fantastyczne kreacje, jak choćby ta z "Nocy całego życia", gdzie Sierecki gra Rubinsteina, albo Cadyk w "coś jeszcze musiało być". Zapisać w annałach warto też Arona w mającej niedawno premierę "Szoszy".

***

Michał Surówka [nadzieja]

W "Polskiej krwi" w Teatrze TrzyRzecze gra Romualda, mężczyznę, dla którego bogiem jest prezes. To, że Romuald głosi poglądy Mistrza, wcale nie oznacza, że jest kryształowy. Jego żona, Lucyna, to antysemitka marząca o Wielkiej Polsce Katolickiej. Żeby było śmieszniej, facet jest impotentem, w zasadzie podniecić go mogą wyłącznie Żydówki. Surówka ma lepsze i gorsze momenty, ale w drugiej części spektaklu gra zawodowo.

***

Kamil Szklany [nadzieja]

Idealny w rolach amantów. Właśnie kończy warszawską Akademię Teatralną. W spektaklach dyplomowych dobrze wypadł jako Titta-Nane w "Awanturze w Chioggi", podobnie jako Jerzy w "Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie", ciekawy efekt osiągał też w "Barbarzyńcach" (Monachow). Obecnie pracuje w Teatrze Miejskim w Lesznie. Wystąpił tam w "Królowej śniegu".

***

Piotr Siwkiewicz [zwyżka formy]

Dobry rok. Dwie mądre i mocne role w Teatrze Dramatycznym: najpierw Schultz w "Cabarecie", potem Kenny w "Obrzydliwcach". W obu spektaklach mnie do siebie przekonał, choć była też spora wpadka z tekstem. Zdarza się, zwłaszcza po wyniszczającym monologu. Aktor bardzo charakterystyczny, potrafi jednym wejściem ubarwić spektakl, jak choćby we wciąż granym "Młodym Stalinie".

***

Tomasz Schuchardt [niewiadoma]

Mieszane uczucia. W spektaklu zagranym w Teatrze Ateneum ("Tramwaj zwany pożądaniem") zagrał wprost brawurowo. Kolejne propozycje (Skrzypek w "Rzeźni", Głąb w "Mary Stuart") były już tylko kopią samego siebie. W tym roku śpiewał w "Róbmy swoje - piosenki Wojciecha Młynarskiego". Potencjał jest, czas przełamać schemat

***

Sebastian Stankiewicz [zwyżka formy]

Aktor do bólu charakterystyczny. Wykorzystuje to w "Obrzydliwcach" w Teatrze Dramatycznym, gdzie niczym mistrz ceremonii prowadzi nas po labiryncie męskiej duszy. Pokazuje blaski i cienie, które czasem okazują się jedynie odbitym echem czegoś bardziej prawdziwego. Jest niepokojący, czasem groźny, zawsze na straży pewnego "męskiego" porządku. W "Dogville" w Teatrze Syrena zagrał też w 2016 r. postać Billa.

***

Przemysław Stippa [zwyżka formy]

Wydaje mi się, że wciąż czeka na kreację życia. Aktor charakterystyczny, co w teatrze powinno być akurat tylko plusem. Co ciekawe, w 2016 r. większą rolę niż w macierzystym Teatrze Narodowym ("Soplicowo - owocilpoS. Suplement") zagrał w wystawionej w Teatrze Dramatycznym "Miarce z miarkę". Na premierze zagrał fantastycznie, jednak w ostatnim dniu roku miał z rolą Angelo pewne kłopoty (ufam, że przejściowe).

***

Piotr Stramowski [spadek formy]

Największe drewno polskiego teatru. W "Dybuku" w Teatrze Żydowskim jest tak sztuczny i nie na miejscu, że już chyba bardziej nie można. W "Kto się boi Wirginii Woolf?" w Teatrze Polonia - sytuacja się powtarza. To, że się chodziło na siłownię i zapuściło brodę (ostatnio broda na szczęście zniknęła), nie oznacza, że jest się od razu dobrym aktorem.

***

Jerzy Stuhr [wielkie zawsze]

Instytucja! Może sobie pozwolić na szarżowanie w "Na czworakach" w Teatrze Polonia, a i tak wypada dobrze. Niezrównany w "32 omdleniach" (również w tym samym miejscu). Potrafi bawić się rolą jak nikt. Z utęsknieniem czekam na nowe teatralne oblicze aktora!

***

Krzysztof Szczepaniak [wielkie zawsze]

Najlepszy w Polsce aktor przed trzydziestką. Jest w stanie sam zbudować, unieść, a nawet uratować spektakl. Nigdy nie wypada źle. Zawsze jest jakiś. Na niego się przychodzi do teatru. W 2016 r. wspaniały jako diaboliczny Mistrz Ceremonii w "Cabarecie", rozkoszny jako Lucio w "Miarce za miarkę", wreszcie przewspaniały jako Kierownik pociągu oraz Dziennikarz w "Wizycie starszej pani". Gwiazda Teatru Dramatycznego.

***

Marcin Sztabiński [nadzieja]

Trzymam za niego kciuki. W "Miarce za miarkę" w Teatrze Dramatycznym wypada udanie, choć mam też w pamięci jego słabsze wcześniejsze spektakle. Kredyt zaufania także za postać Stalina w spektaklu sprzed kilku lat.

***

Borys Szyc [niewiadoma]

Aktor wciąż szuka swojego miejsca w teatrze. W 2016 r. wystąpił w "Słonecznej linii" w Teatrze Polonia. Nie spłonął, ale publiczność przychodzi raczej zobaczyć Szyca na scenie niż przeżyć wielką rolę. Co nie zmienia faktu, że bilety sprzedają się na kilka miesięcy do przodu

***

Henryk Talar [trzyma poziom]

W spektaklu pt. "W starych dekoracjach" Teatru im. Mickiewicza w Częstochowie, przygotowanym na jubileusz pięćdziesięciolecia pracy aktora, Talar Henryk wchodzi na scenę z płaszczem przerzuconym przez ramię, z walizką, spogląda przed siebie, a my patrzymy w twarz, którą przez lata widzieliśmy w tylu produkcjach i mówimy: wow! Gdy chwilę później aktor zaczyna mówić, wiemy już, że to będzie magiczny spektakl. I jest.

***

Krzysztof Tyniec [wielkie zawsze]

Uwielbiam go od pierwszego zobaczenia na scenie. To jest ktoś, kto charyzmą mógłby obdarzyć pół tuzina innych aktorów, a wciąż jeszcze miałby jej więcej od nich. W tym roku wspaniale poradził sobie z rolą Reżysera w "Demonie teatru, czyli mniejsza o to" Bogusława Schaeffera w Teatrze Ateneum. W tym samym miejscu gra też Mężczyznę w "Pocałunku" Gera Thijsa (w reż. A. Sajnuka) - i to jest aktorska perełka. Przejmujący także w roli Klienta w "Kasta la vista". Wciąż czekam, żeby zobaczyć go w nieśmiertelnej "Kolacji dla głupca". Mam dziwne przeczucie, że będzie jak zwykle znakomity.

***

Jerzy Walczak [trzyma poziom]

Gwiazda Teatru Żydowskiego. Zawsze wiarygodny, wzrusza i zmusza do refleksji. Świetny w "Aktorach żydowskich" i "Ejli, ejli", wstrząsająco oddał granego raz w roku Doktora K. w "Nocy całego życia". W 2016 r. błysnął także w "Matkach" i ostatnio w "Szoszy", gdzie kreuje postać Chaimla. I - tak, to on zagrał w "Synu Szawła", filmie, który zgarnął w 2016 r. Oscara.

***

Zdzisław Wardejn [spadek formy]

W czymkolwiek gra (w 2016 r. był Eskalusem w "Miarce za miarkę" i Policjantem w "Wizycie starszej pani" w Teatrze Dramatycznym), nie stanowi raczej kręgosłupa zespołu. Mówi bełkotliwie. Formą odstaje od zespołu, niestety.

***

Mateusz Weber [nadzieja]

Czas pokaże, czy aktor się rozwinie. Na razie jest dobrze. W Teatrze Dramatycznym zagrał niedawno wyraziste drugoplanowe role Konduktora i Dziennikarza w "Wizycie starszej pani" oraz zauważalną postać Klaudia w "Miarce za miarkę". Najlepiej wypadł jednak jako pisarz-marzyciel w spektaklu pt. "Cabaret". Mały minus za dykcję. Trzymam jednak kciuki.

***

Maciej Wierzbicki [zwyżka formy]

W Teatrze Montownia nie mają złych aktorów. Faktem jest, że najczęściej widuję go w spektaklach Och-Teatru, co nie zmienia faktu, że zawsze wypada lepiej niż dobrze. Świetny jako inspektor Troughton w "Mayday", a także mąż w "Upadłych aniołach". Zabawny w "Przedstawieniu świątecznym", jednak rolą roku jest Śmierć w "Nosie". Na to czekałem!

***

Dariusz Wnuk [trzyma poziom]

Trzy role w Teatrze Ateneum i wszystkie trzy bardzo ciekawe. Aleksy w "Merylin Mongoł" to taki zahukany artysta, Paganini w "Rzeźni" Mrożka zadziwia tym, jak aktor wspaniale potrafi bawić się formą (jego Rzeźnik w tym samym spektaklu jest równie udany). Sam nie wiem, czy bardziej podoba mi się ten Paganini czy Trysotyn z "Dziewic i mężatek" Moliera, w którym raz jeszcze Wnuk pokazuje, że nie tylko wspaniała charakteryzacja buduje postać, ale też osobowość i głos aktora. Czekam na więcej!

***

Łukasz Wójcik [nadzieja]

Nowy nabytek Teatru Dramatycznego, 197 centymetrów nadziei na to, że będzie z niego dobry aktor. W 2016 r. zanotował udaną, choć mocno przerysowaną rolę Łokcia w "Miarce za miarkę" i raczej tzw. "chodzoną" rolę Toby`ego w "Wizycie starszej pani". Jest jeszcze intrygującym Korowiowem/Warionuchą w "Mistrzu i Małgorzacie". Ujął mnie najbardziej tym, jak bardzo się starał wchodząc jako Rysiek do "Naszej klasy". To już chyba pewne, że będzie nim na stałe. I dobrze.

***

Karol Wróblewski [trzyma poziom]

Wszędzie go pełno. Gra w Lublinie, w Lesznie, w kilku miejscach w Warszawie. Wybitny w "Naszej klasie" w Teatrze Dramatycznym, ale to rzecz oczywista. Świetny w "Metodzie" w Teatrze Polonia. Nie widziałem go jeszcze, żeby grał na pół gwizdka. Brawo.

***

Łukasz Zagrobelny [spadek formy]

Michał Piela byłby wiarygodniejszy portretując Anję Rubik, niż Zagrobelny w roli romantycznego kochanka w spektaklu "5 ostatnich lat" w Teatrze Roma. W aktorstwie nie tylko śpiew się liczy

***

Zbigniew Zamachowski [trzyma poziom]

Co za klasa! Będę go wielbił za to, że w "Matce Courage i jej dzieciach" w Teatrze Narodowym, bardzo złej inscenizacji Michała Zadary, było tak bardzo widać, że jest znakomitym aktorem w kiepskiej sztuce. Wyjątkowo to żaden wstyd. P.s. To, co robi w granym od ponad dekady "Klubie hipochondryków" w Teatrze Syrena to prawdziwa aktorska perełka.

***

Rafał Zawierucha [nadzieja]

Taki sobie jako Rzecznicki w spektaklu "Niepoprawni (Fantazy)" w Teatrze Współczesnym, o wiele lepiej prezentuje się w znakomitym "Kamieniu". Wybaczam nawet wadę wymowy.

***

Wojciech Zieliński [zwyżka formy]

Jeszcze jeden aktor, którego chciałoby się oglądać w większych rolach i częściej. W 2016 r. wystąpił udanie we "Frankensteinie" w Teatrze Syrena. Wciąż dobrze wypada też w "Czarodziejskiej górze". Ma w sobie jakąś tajemnicę, dlatego ogląda się go zawsze z przyjemnością.

***

Cezary Żak [zwyżka formy]

Dobrze gra, sprawnie reżyseruje, ma wrodzony zmysł komediowy. Potrafi jednym gestem czy spojrzeniem rozgrzać publiczność. Tak jest w "Trucicielu", "Przedstawieniu świątecznym", "Trzeba zabić starszą panią" czy "Weekendzie z R." w Och-Teatrze.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego