powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Recenzja bez przekleństw

"Do dna" w reż. Ewy Kaim, spektakl dyplomowy IV roku Wydziału Aktorskiego, specjalności wokalno-aktorskiej, PWST w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.

Ja podobno BRZYDKO MÓWIĘ. Wiem to pośrednio, ze zdań typu "nie mów tak brzydko". Nie mogę powiedzieć "czemu nikt mi nie powiedział?", bo właśnie powiedział: moja Mama, Joanna Chojka i Pilne: Krystian Lupa powiedział. No a miliony lajków się nie mogą mylić. Więc dobra, żeby nie było: dzisiaj Christmas special (prawosławne Christmas) dla mojego targetu negatywnego, na dosłowne "odwal się". Ani razu nie napiszę "kurwa".

Przyszło mi do głowy, żeby jednak oglądać to, co recenzuję. Przynajmniej po fakcie. Z "Do DNA" kolejność była taka: drugie 50%, reca, całość. Czyli obejrzałem od połowy, pochwaliłem, po czym oba pół. To był grudzień, Boska Komedia, ciężko było się rozdwoić, ale wypowiedzieć - zawsze. Po 100% nie zmieniam zdania, że super. Dzieło nic nie traci na tym, że ma też początek.

Chodzi chyba o to, że ta reżyserka nic nie musi udowadniać i nie musi robić FAJNE, może robić DOBRE. "Zwykły prosty" spektakl, który BAWI, WZRUSZAJĄC. Śpiewając. Młodzi grają młodych i choćby chcieli, nie oszukają. Wracają do źródeł, do Puszczy Kurpiowskiej, gdy jeszcze tam nie było postkolonializmu. Przedstawienie wielofunkcyjne, dyplomanci mają dyplom, a my mamy przedstawienie. Bardzo gratuluję, zasłużyli na rerecenzję, co jak mam nadzieję, jeszcze bardziej wkurwi, yyy, zdenerwuje ich kolegów od "Tramwaju". Od premiery MÓWIŁO SIĘ o "Do DNA" i ja też mówię, nie polecam trollom, nie ma co trollować. PWST chyba nie pamięta takiego szału, największa scena, a się wejść normalnie nie da. Uprosiłem, podając się za Olgę Katafiasz.

Dziękuję za miło spędzony wieczór. Mamo, jak przeczytasz to zdanie, proszę o esemesa, że Ci się podoba.