powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Krwawa zupa

Stół, za nim tytułowe Księżniczki. Tylko jedna z nich jest "prawdziwą" księżniczką - ma na głowie koronę. Co prawda plastikową i lekko tandetną, ale przecież nie o dosłowność tu chodzi. Reżyser Michał Borczuch konstruuje trudny w odbiorze i nieoczywisty obraz świata z pozoru zawładniętego przez kobiety. Ale tylko z pozoru - o "Dramatach księzniczek" pisze Pamela Bosak z Nowej Siły Krytycznej.

Spektakl Slovensko mladinsko gledališče w Lublanie oparty został na adaptacji cyklu utworów Elfriede Jelinek "Śmierć i dziewczyna I-V. Dramaty księżniczek" (dramaturgia Tomasz Śpiewak). Dwa pierwsze utwory cyklu skupiają się na baśniach o Królewnie Śnieżce i Śpiącej Królewnie w reinterpretacji Jelinek. Właśnie te dwie królewny siedzą przy stole z trzema innymi kobietami, gdy usadzani przez obsługę Boskiej Komedii widzowie zajmują swoje miejsca. Gaśnie światło, kobiety odchodzą od stołu i opuszczają scenę. Po niedługim czasie wracają z torebkami i rozsiadają się wygodnie przy stole, dokładnie w takim samym układzie. Wymieniają myśli, wskazówki dotyczące ich tożsamości. Czy po to, żeby widz mógł je rozpoznać? Jedna z nich mówi: "moje życie jest snem", co sugeruje, że jest Śpiącą Królewną. Przekonamy się, że skojarzenie było jak najbardziej trafne. Śnieżka, jak możemy się domyślać, to ta, która zajada jabłka: wyjmuje z torebki, układa na desce i kroi nożykiem. Borczuch każdej z kobiet poświęca scenę na opowiedzenie jej historii.

Pierwsza od stołu odchodzi księżniczka w koronie. Odwraca się do widzów plecami i zwykłe ubranie zamienia na kusą, kolorową sukienkę, dobierając majtki z takim samym wzorem i kolorem, przewiesza przez ramię małą torebkę. Tak ubrana przemierza sceniczny las, wygłaszając rozpaczliwy monolog o tym jak umarła/umierała. Aktorka przebrana jest za dziewczynkę (Królewna Śnieżka miała siedem lat, kiedy leśniczy zabrał ją do lasu, by zabić na rozkaz macochy), zdążyła już wyrosnąć z ubrania. Na wszystkie jej wątpliwości dotyczące śmierci, dalszej wędrówki odpowiada z głębi lasu spokojny, męski głos. Za spokojny, jak na rozemocjonowane, rozpaczliwe pytania dziewczynki. Z tej konfrontacji to on wychodzi zwycięsko. Jest w tym głosie coś nieprzyjemnego, opresyjnego. Śnieżka ewidentnie boi się go, boi się mężczyzny. Może dlatego, że zna go z domku, w którym gotowała, prała, prasowała siedmiu małym mężczyznom za to, że ją "przechowywali"? Nie zdołali jej ochronić, za trzecim razem macocha dopięła swego. Wybawicielem okazał się inny mężczyzna - Książę, który zauważył piękną martwą Królewnę i poprosił krasnoludki o prezent w postaci jej ciała. Gdy ciało przenoszono z trumny, z ust Śnieżki wypadł kawałek zatrutego jabłka, Królewna ożyła, Książę bez chwili wahania oświadczył się jej.

Dziwny element scenografii, który wisi po prawej stronie sceny (stół jest po lewej), wyglądający jak meduza, przyciąga uwagę Królewny. Traktuje go jak schronienie, zarówno przed głosem, jak i maszynistą, który chce zmienić dekorację. Znów staje się obiektem męskiej opresji. Zrozpaczona Śnieżka podchodzi do stołu, wyciąga z torebki szminkę i nieumiejętnie maluje usta jakby była dziewczynką, wygląda raczej jak klaun niż piękna kobieta, ale nie ma w tym nic śmiesznego.

U Borczucha historia Śnieżki kończy się inaczej. Królewna nie żyje długo i szczęśliwie z Księciem, macocha nie tańczy w rozżarzonych butach na ich weselu (dopóki nie umrze z wycieńczenia). Ze strony widowni, po cichu, wchodzi na scenę Myśliwy w mundurze, trzyma broń, rozgląda się, proponuje komuś z widowni pistolet, a kiedy nie otrzymuje odpowiedzi, odwraca się i strzela w Śnieżkę. Umarła.

Tekst Jelinek podawany momentami w zabójczym tempie nie dochodzi w całości do widza. Polskie napisy są tak szybko zmieniane, że publiczność nie miała szans doczytać wszystkiego, nie mówiąc o zastanowieniu się nad sensem słów. Nie ma to większego znaczenia. Tekst przytłacza kobiety, zagarnia, jednostajna i szybka deklamacja zamęcza je.

Nowoczesna Śpiąca Królewna, w szpilkach i długim niebieskim płaszczu, trzyma klatkę z kanarkiem. Jej głos, opowiadający jej historię, słychać jedynie w oddali. To głos, który śpi. Pojawia się Książę, całuje ją, kupuje pralkę i przychodzi na krwawą zupę, której ona nie chce zjeść. Zupa z krwi kojarzy się z drugą, mniej znaną częścią opowieści o Śpiącej Królewnie, w której matka Księcia, ludożerczyni, rozkazuje ugotować kucharzowi zupę z dwójki dzieci młodej pary, a potem z Królewny. W opowieści Borczucha o Królewnie pojawia się gwałt, wygrany dźwiękowo - z głośników dobiegają nieprzyjemne dźwięki stosunku. Po tym zdarzeniu kobieta rozbiera się, pierze ubrania, buty.

Te obrazy działają na widza: krwawa, gęsta zupa, szybko mówiące, znerwicowane kobiety i spokojni, opresyjni mężczyźni. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że Borczuch przewrotnie, za Jelinek, kreuje świat patriarchatu.

Historia Rosamunde jest opowieścią o Rosamunde Pilcher, angielskiej pisarce (porte parole Elfriede Jelinek), która pod pseudonimem pisała krótkie formy literackie dla kobiet, i o bohaterce utworu Franza Schuberta "Rosamunde, księżniczka Cypru" oraz o utrudniającym jej zdobycie tronu Fulgentiusie. Fulvio umiera po zażyciu własnej trucizny. W spektaklu mężczyzna leży na łóżku szpitalnym, zabandażowany, bezbronny wobec pielęgniarki i Rosamunde. Je krwawą zupę, zostaje brutalnie zaspokojony seksualnie. Kobieta rządzi i wygrywa, ale zabandażowane ciało aktora budzi niepokój.

Jackie Onasis, a właściwie Jacqueline Lee "Jackie" Bouvier Kennedy Onassis, to kolejna kobieta-ikona, jako pierwsza dama wpisująca się w bycie księżniczką. Ale też jak większość bohaterek Jelinek ma za sobą nieprzyjemne doświadczenia z płcią przeciwną: zdrady męża (Johna Kennedy'ego), których była świadoma, drugi związek małżeński, z Aristotelisem Onasisem, pełen konfliktów, zakończony rozwodem. Okrzyknięta ikoną mody lat 60. i 70. XX wieku, na scenie stoi z siatkami z Lidla, wygląda jak zwykła kobieta wracająca z zakupów na targu.

W ostatniej scenie występują Ingeborg (Bachmann) i Sylvia (Plath). Pisarki prowadzą filozoficzne rozmowy. Ingeborg analizuje zachowania Sylvii i próbuje jej doradzić (Bachmann z zamiłowania zajmowała się filozofią i psychologią). Większą część ich rozmowy zajmują rozważania związane ze ścianą (Bachmann interesowały tematy dotyczące ograniczeń człowieka i feminizmu). Na scenie widzimy ścianę, w której jest wyżłobiona ludzka postać (lub coś podobnego). Ingeborg zastanawia się, czy może schować się w ścianę. W kolejnej scenie - postaci te same, ale zmienią się aktorki - ściana zostanie przez nie obrócona. Zobaczymy oparte o nią szafkę kuchenną i piekarnik, wisi tu też kartka z instrukcjami jak powinna zachowywać się kobieta w stosunku do mężczyzny. Sylvia szykuje kilka talerzy na przywitanie gości (kobiet), wlewa krwawą zupę. Po przygotowaniu obiadu wkłada głowę do piekarnika, umiera (Plath cierpiała na depresję i stany maniakalne, przeszła kilka prób samobójczych, po rozstaniu z mężem została z dwójką małych dzieci, otruła się gazem w domu).

Spektakl Michała Borczucha to próba zmierzenia się z trudnym tekstem Jelinek i bardzo trudnym tematem. Reżyser w wyjątkowy sposób przedstawia relacje między postaciami, ich bycie na scenie. Jeden aktor pojawia się w różnych rolach (Książę, Myśliwy, Fulvio, Głos z lasu). Mimo że mało mówi, jego obecność (wolny chód, spokój wypowiedzi) jest niezwykle silna. Nawet maszyniści wpasowują się w męską wspólnotę, zabierającą kobiecie głos a i czasem rekwizyt. Męska obecność jest nieprzyjemna, przytłaczająca, silnie materialna. Kobiety nie żyją, część z nich nigdy nie była prawdziwa, ale to im oddany jest głos. Ale czy nie zagadują wszystkiego, co chciałyby nam powiedzieć?

**

Elfriede Jelinek

"Dramaty księżniczek"

reżyseria: Michał Borczuch

premiera: 1 grudnia 2016 roku, Slovensko mladinsko gledališče w Lublanie

spektakl oglądany: 9 grudnia 2016, IX Festiwal Boska Komedia w Krakowie (Teatr Ludowy)

obsada: Damjana Černe, Daša Doberšek, Boris Kos, Janja Majzelj, Anja Novak, Maruša Oblak, Samir Alibegić

**

Pamela Bosak - studentka III roku wiedzy o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim.