powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Nahacz/Garbacz

Oto stało się. Krzysztof Garbaczewski udowodnił, że jego dotychczasowa bezkompromisowa postawa miała sens. Balansowanie na granicy śmieszności i bełkotu, nieustanne podejmowanie twórczego ryzyka, improwizowanie i penetrowanie najdziwniejszych obszarów teatru odbijają się echem w "Robercie Roburze" z TR Warszawa. Bez poszukiwań i artystycznej dezynwoltury nie byłoby tego pod każdym względem wybitnego spektaklu - pisze Kinga Kurysia z Nowej Siły Krytycznej.

Wcześniejsze projekty reżysera odbywały się pod szyldem work in progress, ale używanym często dla usprawiedliwienia nieprzewidywalnego przebiegu spektaklu. Pozostawiało to nierzadko poczucie niedosytu. Strategia niecyzelowania arcydzieł zaowocowała "Roburem". Premierę poprzedziła praca równie burzliwa co wcześniejsze produkcje. W ostatnim momencie Dawida Ogrodnika, próbującego tytułową rolę, zastąpili Paweł Smagała i Justyna Wasilewska. Bohater powieści Mirosława Nahacza "Niezwykłe przygody Roberta Robura" nieustająco słyszy głos wewnętrzny. W spektaklu ucieleśnia go Wasilewska, druga połowa rozszczepionej osobowości Robura to Smagała. Dzięki temu rozwiązaniu możemy być cały czas w głowie bohatera, mieć poczucie, że wszystko jest otwarte, ale zarazem (paradoksalnie) domknięte, niejasne, ale też dostępne - work in progress, jak myśli w jego głowie. Działania spaja klamra gry komputerowej i serialu tworzonego i kasowanego na żywo. Maszyna teatralna Garbaczewskiego i jego współpracowników działa w tym przedstawieniu na najwyższych obrotach i niezwykle skutecznie.

Można podpiąć pod ten spektakl przeróżne teorie - postrzegania, widzenia, antyutopii - szukać powiązań z twórczością filmową Alejandro Jodorowsky'ego czy inspiracji teatrem Franka Castorfa. Podobno żyjemy w czasach postprawdy, mózgi wyprały nam media, nie jesteśmy w stanie postawić granicy pomiędzy światem realnym a wirtualnym, hodujemy gwiazdy telewizji i internetu. Obojętność konsumentów w czasach późnego kapitalizmu stworzyła przestrzeń populistom i zezwoliła na degradację jednostki w wymiarze społecznym i politycznym. Jednak co najważniejsze w przypadku "Robura", wszystko w tym spektaklu działa na nas afektywnie. Zdarzenia naładowane są energią co najmniej kilku bomb atomowych. Nie trzeba się wymądrzać, żeby zrozumieć do jakiego świata reżyser i jego współpracownicy nas zapraszają. "Pełnia obrazów w twoich oczach bracie, siostro" pada co jakiś czas ze sceny komunikat, można to zdanie wymienić dowolnie na "Pełnia możliwości Garbaczewskiego" lub "Pełnia sensu w twoich oczach".

Powieść Mirosława Nahacza zadziałała jak misternie skonstruowane rusztowanie, które utrzymuje i pogłębia treści, które Garbaczewski umieścił w spektaklu. A jednocześnie pomiędzy zmarłym w młodym wieku pisarzem, niemal rówieśnikiem Garbaczewskiego, a reżyserem zaistniała nieuchwytna do wyrażenia więź. Dzięki tej pokoleniowej wymianie otrzymujemy niezwykle przejmujące przedstawienie które za sprawą najlepszej części trzeciej, staje się także rite de passage i requiem dla Nahacza.

Aktorzy bez wyjątku wspaniale odnaleźli się w dystopijnym cyber świecie zaprojektowanym przez pisarza, zręcznie poruszają się w labiryntach genialnej scenografii Aleksandry Wasilkowskiej. Dwa palce wskazujące ustawione po bokach sceny i dłoń sygnująca podpis, kierują naszym postrzeganiem. Garbaczewski stał się dosłownie reżyserem naszych spojrzeń, spektakl oglądamy poprzez wielkie oko wycięte w kurtynie-ekranie, która za sprawą świateł zmienia kolory.

W jednej z początkowych scen "Świętej góry" Jodorowsky'ego starszy mężczyzna wyciąga sobie szklane oko i ofiarowuje dziewczynce. W spektaklu TR Warszawa z perspektywą widza dzieje się podobnie. W dwóch pierwszych częściach widzimy świat Nahacza z jego perspektywy, ten ogląd przepuszczony został przez nieograniczoną wyobraźnię reżysera - dostajemy "pełnię obrazu". Część trzecia jest inna, mistyczna, wprowadza nas w historyczną stylizację. Czerpie ona aurę z Łemkowszczyzny, skąd pochodził pisarz. Na tle górzystego vaporwave kobieta grana przez Sandrę Korzeniak poi z chochli wszystkich czystym eterem - tak zwaną kropką. Zdaje się, że pośrednio i widzów, odurzonych i zafascynowanych kolejnymi piętrami opowieści, na które wynoszą nas twórcy, prześcigając się w coraz to bardziej efektownych rozwiązaniach scenicznych.

Reżyser z dużą dawką humoru i wielką swobodą prowadzi nas przez świat Nahacza, w którym Robur ucieka przed światem kreowanym przez Matheo DeZi i manipulacyjną siłą serialu "Wściekłość i wrzask". Ponad trzygodzinne odurzanie obrazami z domieszką eteru, pomieszanie ludowości z kosmiczną sferą wizualną nasycone genialną muzyką i kostiumami, tworzy silnie uzależniającą miksturę. Odtąd przy nazwisku Garbaczewski jako najważniejsze dokonanie będzie się jednym tchem wymieniało "Roberta Robura".

**

Mirosław Nahacz

"Robert Robur"

reżyseria: Krzysztof Garbaczewski

obsada: Natalia Kalita, Sandra Korzeniak, Justyna Wasilewska, Agnieszka Żulewska, Jan Dravnel, Dobromir Dymecki, Cezary Kosiński, Lech Łotocki, Sebastian Pawlak, Paweł Smagała, Tomasz Tyndyk

premiera: 10 czerwca 2016, TR Warszawa

spektakl oglądany: 10 i 11 grudnia 2016 na Boskiej Komedii w Krakowie

*

Kinga Kurysia - studiuje wiedzę o teatrze na III roku Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisuje do Teatru dla Was.